Śpiący rycerz Cracovii
Niewielu jest w ekstraklasie piłkarzy, którzy potrafią mieć tak duże wahania formy jak Marcin Budziński z Cracovii. Problem w tym, że ostatnio ustabilizował ją na słabym poziomie. – W Chorzowie jego gra mi się nie podobała. Wyglądał, jakby mu się nie chciało – przyznaje Kamil Kosowski, były piłkarz, ekspert nc+.
Zbyt delikatny
26-letni Marcin Budziński ma łatkę dużego talentu. Niestety, wciąż niespełnionego. W jednym meczu potrafi grać jak z nut - lepiej niż na swoich instrumentach, bo muzyka jest jego drugą po piłce pasją -by w kolejnym przejść obok spotkania.
– Jak na piłkarza jest trochę zbyt delikatny. Ma duszę artysty, za dużo rozmyśla. Jak na początku meczu coś mu nie wyjdzie, to się załamuje i często do końca nie ma z niego dużego pożytku. A chłop ma olbrzymi talent. Gdyby miał mocniejszą głowę, byłby kandydatem do gry w reprezentacji – mówi trener Czesław Michniewicz, który w Arce Gdynia wprowadzał zawodnika do ekstraklasy.
Zdecydowana obniżka formy
Pomocnik miał udany poprzedni sezon. Strzelił dziewięć bramek i miał tyle samo kluczowych podań. Pozwoliło mu to zająć w klasyfikacji kanadyjskiej szóste miejsce. W obecnych rozgrywkach Marcin Budziński zdecydowanie spuścił z tonu. Po 34. kolejce jego dorobek to zaledwie 1/3 (po trzy bramki i asysty) tego, co osiągnął w sezonie 2014/2015. Na bramkę w ekstraklasie czeka od 2 grudnia.
Mierna dyspozycja 26-latka sprawia, że może on nie załapać się do kadry meczowej, choć na wiosnę trener Jacek Zieliński nie powinien mieć z tym problemu. Tak było na przykład w 33. kolejce, kiedy Marcin Budziński nie pojechał na spotkanie z Legią Warszawa
„Jakby mu się nie chciało”
Do pierwszego składu „Budzik” wrócił w piątkowym meczu w Chorzowie, który Cracovia wygrała 1:0. Dodatkowo występował z kapitańską opaską. Opierając się tylko na statystykach, jego występ był co najmniej poprawny. Miał najwięcej udanych podań w ekipie Pasów oraz oddał jeden niecelny strzał. Kamil Kosowski, który komentował tamto spotkanie, o grze pomocnika wiele dobrego powiedzieć nie może.
– Wyglądał jakby mu się nie chciało. Piłkarz, który wraca do składu, powinien walczyć dwa razy bardziej, by udowodnić trenerowi, że się nie pomylił. Tymczasem Marcin Budziński mnie zawiódł, chował się, był senny. Na pewno potrafi grać lepiej. Nie rozumiem tego – podkreśla były reprezentant Polski.