Spływy flisackie - nowa atrakcja Krakowa odciąży turystycznie centrum?

Do realizacji daleka droga, ale pomysł jest wart głębszego zastanowienia. Takie wnioski można wyciągnąć po spotkaniu posła Ireneusza Rasia z przedstawicielami samorządów, flisaków i kadrą naukową Akademii Wychowania Fizycznego.

Pretekstem do dyskusji nad przywróceniem spływów flisackich na Wiśle jest rok 2017, który uchwałą sejmu będzie obchodzony jak Rok Rzeki Wisły. Pomysł w pełni popierają krakowscy flisacy, których tylko jeden przedstawiciel pojawił się na spotkaniu. Powód? Właśnie wracają z Festiwalu Loary, na którym Wisła była „honorowym gościem”. Obecnie dysponują trzema galerami do przewozu osób.

Wszyscy zdają sobie sprawę, że trzeba będzie zbudować odpowiednią infrastrukturę.

Deglomeracja centrum

– Pomysł powstał podczas moich wędrówek po Krakowie i okolicach. Uważam, że jako przewodniczący sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, działając lokalnie, muszę myśleć nie tylko o sporcie, ale i o turystyce. Trzeba połączyć wszystkie siły, w tym naukowe, by zrobić coś dobrego dla Krakowa i okolicznych gmin: Czernichów oraz Liszki, które mają dostęp do Wisły. Warto, by turyści wybierający się na przykład do Tyńca, mogli przy okazji skorzystać z atrakcji, jaką byłby spływ – mówi poseł Ireneusz Raś.

Jednym z argumentów jest deglomeracja centrum Krakowa, czyli proces zahamowania ciągłego wzrostu ludności na tym obszarze, który powodują turyści. – To musi być komplementarny produkt. Bez znalezienia partnerów biznesowych, nawet nie ma co się za to zabierać. Inną ważną kwestią jest otoczka tego, czyli restauracje oraz inne miejsca dla turystów. Dziś dla ludzi za mało, że zobaczą piękne widoki. Chcą czegoś więcej – zwraca uwagę Katarzyną Gądek, zastępca dyrektora Wydziału Promocji i Turystyki w urzędzie miasta.

Pozytywnie o pomyśle wypowiada się Rafał Szmytke, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej. – Mógłby to być produkt, który dałoby się sprzedać. Musi to jednak być dobry produkt. Jeżeli chodzi o fundusze, to można starać się o środki z Unii Europejskiej. W mojej ocenie nie byłyby to duże pieniądze – mówi.

Naukowcy: pomożemy

Profesorowie i doktorzy z Akademii Wychowania Fizycznego zainteresowali się projektem. Zadeklarowali, że z pomocą studentów spróbują wypracować jakąś koncepcję. Mieli również sporo uwag, przedstawiając na różne trudności. – Trzeba pamiętać, że zaczną odzywać się ekolodzy. Jak znam Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, to ocena wpływu na środowisko zajmie im rok. Będzie potrzeba sporo czasu – mówi profesor Zbigniew Witkowski z AWF-u.

Naukowcy doradzali także, by nie skupiać się wyłącznie na galarach, ale rozszerzyć ofertę na przykład o kajaki. Podpowiedzieli również, że może warto nie skupiać się przy okazji inwestycji tylko na Krakowie i okolicach, ale rozszerzyć atrakcję od Oświęcimia po Niepołomice.