Spór o 3 mln złotych

Radny Platformy Obywatelskiej nie zgadza się ze swoimi partyjnymi kolegami w kwestii likwidacji opłaty targowej. – Jako stały klient dwóch placów targowych mogę powiedzieć, że handlujący są spoza Krakowa i ta opłata to jedyne pieniądze, jakie u nas zostawiają – twierdzi Grzegorz Stawowy.

Pięciu radnych, w tym Wojciech Wojtowicz, Andrzej Hawranek czy Bogusław Kośmider chcą pozbawić miasto ponad 2 mln złotych rocznego dochodu z tytułu opłaty targowej. Twierdzą, że w ten sposób rozwinie się handel, a podatki od kupców przewyższą kwotę opłaty.

Nie zgadza się z tym Grzegorz Stawowy. – Jestem przeciwko takiemu rozwiązaniu. Robię zakupy na placach i w 90% przypadków sprzedawcy są spoza Krakowa. Opłata targowa to jedyne pieniądze, jakie zostawiają w naszym mieście. Jak mają zapłacić podatek, skoro większość nie posiada nawet kas fiskalnych. Tam praktycznie nie ma małych i średnich przedsiębiorstw – twierdzi Stawowy. – Nie uważam też, że będzie dzięki temu taniej, bo produkty na wielu stoiskach są kupowane na Rybitwach.

Jak dodaje radny, jeśli wprowadzać takie ułatwienia, to faktycznie dla tych, którzy rozliczają się z fiskusem. Są to zazwyczaj przedsiębiorcy działający w kioskach na terenie placów targowych. – Warto też wspomnieć, że 20% opłaty targowej zostaje na tym targu i pozwala na jego funkcjonowanie – dodaje Grzegorz Stawowy.

Moda na ulgi?

Radny krytykuje również inne posunięcia kolegów z rady, którzy zagłosowali tydzień temu za darmową komunikacją dla uczniów podstawówek z aglomeracji krakowskiej. – Efekty będą tego znikome. Pojawiła się moda na zmniejszanie opłat, ale skutki mogę być takie, że wkrótce zabraknie chociażby na utrzymanie dróg – uważa Stawowy.