Stan wojenny mógł spowszednieć, ale nigdy nie był akceptowany [Rozmowa]

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Moim zdaniem, Kraków w historii jako miasto nie stoi w pierwszym szeregu z bohaterską Warszawą, Śląskiem czy Poznaniem. Ale już w czasie stanu wojennego krakowianie, a szczególności nowohucianie ostro wojowali z milicją. 

Dr hab. Janusz Mierzwa, pracownik Katedry Historii Współczesnej UJ: Tu pan krzywdzi Kraków i krakowian. To, że nam miasta nie zrównano z ziemią w czasie II wojny światowej, wcale nie znaczy, że krakowianie nie wykazywali się bohaterstwem w XX wieku, także w czasach komunizmu. Czym w takim razie by były obchody 3 maja w 1946 r.? Mamy wówczas do czynienia z buntem studentów krwawo stłumionym przez władze, z rannymi i aresztowanymi. Zatrzymany wówczas student Akademii Górniczej był rektorem tej uczelni w czasie stanu wojennego. Także w 1956 r. czy 1968 r. Kraków też należał do mało spokojnych miast. W czasie stanu wojennego wyrażano protest zarówno na terenie „starego” Krakowa jak i Nowej Huty.

Były też ofiary?

To też jest problem jak liczyć ofiary – tylko ofiary bezpośrednie działań milicji czy też nie należałoby uwzględnić i tych, do których np. karetka nie dojechała bo w nocy z 12 na 13 grudnia wyłączono telefony… Te drugie są oczywiście trudniejsze do określenia. Ale tak – ofiary śmiertelne były i w „starym” Krakowie i w Nowej Hucie. Najczęściej jako efekt represji przy okazji manifestacji – najbardziej chyba znaną postacią jest Bogdan Włosik, elektryk z HiL, zastrzelony przez esbeka podczas demonstracji w Nowej Hucie. Organizowany od 1995 r. przez „Solidarność” bieg memoriałowy jest hołdem nie tylko dla niego, ale i innych ofiar stanu wojennego.

Na zwykłych mieszkańcach stan wojenny mocno się odbił na ich codziennym życiu? Co było najbardziej uciążliwe dla zwykłego krakowianina?

Poziom dolegliwości zależał też od przypadku – osoby pracujące w nocy musiały mieć przepustkę, wyjazd na zaplanowaną operację w zamiejscowym szpitalu wymagał pozwolenia oraz rejestracji; można też było w ramach czystki stracić pracę (dziennikarze, nauczyciele akademiccy). Do tego dochodziły dotykające generalnie wszystkich pogłębiające się problemy z zaopatrzeniem (m.in. wprowadzono reglamentację) czy zaostrzono cenzurę.

Kiedy był najgorszy okres stanu wojennego?

Najgorszy jest w takich sytuacjach początek – bo jest szok, zaskoczenie, niedowierzanie, bezradność. Trywialnie zabrzmi, że człowiek ma naturę przystosowawczą i dolegliwości pierwszych dni po jakimś czasie spowszedniały (co nie znaczy, że ludzie je akceptowali); po roku przyszło też złagodzenie reżimu.

Jak w pana opinii powinniśmy się zachować w rocznice ogłoszenia stanu wojennego? Brać udział w manifestacjach, czy może nieco spokojniej, po prostu zreflektować się, że nie tak bardzo dawno temu było znacznie gorzej niż teraz i obecnie nasz kraj jest, mówiąc trywialnie, całkiem niezły.

Oczywiście, że było gorzej. Można też powiedzieć, że PRL była niezła, bo wcześniej mieliśmy okupację niemiecką. To mało racjonalny powód, by zapominać. Nie wchodziłbym w kwestie formy, bo to nie wydaje mi się uprawnione – ekskluzywizm dotyczący tego, jak poprawnie czcić pamięć o stanie wojennym, jest to pytanie z gatunku jaka forma uprawiania patriotyzmu jest poprawna politycznie. To, co dręczy i gryzie, pokazuje, że współczesne państwo jest dalekie od doskonałości to przede wszystkim kwestia, że z autorami stanu wojennego się nie rozliczono.

Mimo upływu 25 lat od 1989 r. III Rzeczpospolita wciąż nie uporała się z tą fundamentalną niesprawiedliwością. Czasu jest coraz mniej. Działania powinny iść dwutorowo: z jednej strony skutecznie ścigać (i nie o wendetę tu chodzi, tylko właśnie o sprawiedliwość), a z drugiej – pomagać tym, którzy np. utracili pracę w następstwie stanu wojennego i mają niższe świadczenia emerytalne. Tu działania w drugim zakresie są udziałem i Sieci Solidarność i też samej „Solidarności” tylko jest pytanie czy Państwa Polskiego nie stać na to, by ów problem rozwiązać. Obecny stan jest wyrazem bezsilności Państwa (w dużej mierze tożsamego z wymiarem sprawiedliwości) i jeszcze jednym dowodem na panujący w nim kult nieodpowiedzialności. Na takim fundamencie nic dobrego nie powstanie.