Strzały pod Krakowem. Oskarżony nie mówi, porozumiewa się z sądem kiwając głową i pisząc karteczki
Proces jest nietypowy, bo oskarżony 61-letni Marian P. komunikuje się z uczestnikami procesu kiwając głową i składając wyjaśnienia na karteczkach papieru. Twierdzi, że na skutek urazu nie może mówić. Prokurator uważa, że to jedynie taktyka obronna mężczyzny, który udaje, że nie jest w stanie wypowiadać zdań.
Skazany za próbę zabójstwa
Sąd Okręgowy w I instancji wymierzył mężczyźnie 13 lat więzienia za rozbój z bronią czarnoprochową na Katarzynie S. i postrzelenie w brzuch jej męża. Małżonkowie, oskarżyciele posiłkowi w sprawie, chcieli dla sprawcy wyższej kary 25 lat odsiadki oraz 250 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę. Sąd przyznał im mniejszą kwotę 130 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny.
Oskarżony Marian P. nie przyznawał się do rozboju z bronią i próby zabójstwa. Nie wygłosił jednak mowy końcowej, a przygotował ją na piśmie i została ona odczytana przez jego obrońcę. Gdy jakiś fragment pisma był nieczytelny, adwokat prosił klienta o ponowne jego napisanie i dopiero wtedy kontynuował czytanie.
Oskarżony około 2015 r. dzięki pomocy pokrzywdzonej Katarzyny S. kupił trzy działki w Kocmyrzowie pod Krakowem. Kobieta zajmowała się tym jako pośrednik nieruchomości. Z kolei jej mąż Michał jako architekt miał biuro projektowe i też pomagał w tych transakcjach.
Pretensje po nieudanej inwestycji
Małżonkowie kupili dwie działki obok Mariana P. i pojawił się problem drogi służebnej, która szła częściowo po ich własności. Mężczyzna, jak twierdzi, pokrył wszystkie koszty odrolnienia działki pod drogę i chciał, by para partycypowała w kosztach, jakie poniósł. Miał też pretensje o to, że część kupionych gruntów okazała się być na terenach zalewowych, więc stracił na tej inwestycji.
– Spodziewałem się zysku rzędu 500 tys. zł – nie krył. Narastała w nim frustracja, liczył, że małżonkowie przekażą mu część pieniędzy, więc 18 maja 2021 r. do nich pojechał. Od tego miejsca relacje oskarżonego i pokrzywdzonych są różne. On twierdzi, że został wpuszczony do środka przez Katarzynę S. i nie straszył kobiety, która sama zadzwoniła po męża. Gdy ten się pojawił, zaatakował gościa i uderzył go donicą w głowę.
– Wtedy ja w samoobronie użyłem broni palnej, bałem się, że Michał S. mnie zabije. Miałem broń w plecaku, wyjąłem ją i strzeliłem. Celowałem w nogi. Wtedy przestał mnie okładać pięściami – przekonywał. Mężczyzna dostał postrzał w brzuch. Rana była na tyle poważna, że helikopterem przetransportowano go do szpitala i tam uratowano mu życie. Katarzyna S. na temat zajścia mówi odmiennie.
Zeznała, że zamaskowany napastnik z bronią w ręce pojawił się, gdy przyjechała do domu z córeczkami. Nie poznała mężczyzny, którego widziała kilka lat wcześniej. On sterroryzował domowników, kobiecie skrępował ręce opaskami, domagał się pieniędzy, pytał o sejf, wystrzelił z pistoletu, raz w sufit, a drugi raz koło nóg kobiety. Wydała mu ponad 3 tys. zł, w tym pieniądze, które jej dziecko dostało dwa dni wcześniej na komunii św.
Strzały z broni
Gdy pojawił się Michał S., sprawca oddał strzał w jego kierunku, miał też ze sobą pałkę teleskopową. Sprawcę udało się małżonkom obezwładnić jeszcze przed przybyciem ochroniarza.
Sąd za wiarygodne uznał zeznania pokrzywdzonych na temat przebiegu zajścia. Potwierdził je zapis monitoringu z domu naprzeciwko. Kamery zarejestrowały, że Marian P. ukrył się w wiacie śmietnikowej i 20 minut czekał na przybycie pokrzywdzonej z dziećmi, wtedy ruszył do akcji.
Sąd Apelacyjny w Krakowie rozpoznaje teraz odwołanie Mariana P., który chce uniewinnienia, oskarżyciele posiłkowi wnoszą o podwyższenie mu kary do 20 lat odsiadki. Z adwokatem i sądem Marian P. porozumiewa się kiwając głową i pisząc informacje na karteczkach, cały czas pozostaje w areszcie tymczasowym. Kolejna rozprawa będzie raczej po wakacjach.