Święte prawo własności. Zbudowali przedszkole, teraz muszą je zburzyć

Wyburzenie przedszkola na koszt właścicielki? To czarny scenariusz dla placówki przy ul. Judyma. Choć zebrano ponad 700 podpisów, urzędnicy na razie unikają deklaracji.

Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa” przy ul. dr. Judyma na krakowskich Klinach znalazły się w krytycznym punkcie. 

Jeśli czarny scenariusz spełni się, dzieci będą miały zapewnioną opiekę tylko do końca sierpnia. Potem budynek, do którego uczęszcza obecnie blisko 100 maluchów i w którym pracuje ponad 20 osób, ma przestać istnieć.

Ponad 10 lat działalności

Historia „Zielonej Wyspy” rozpoczęła się w sierpniu 2015 roku. Budynek projektowano z myślą o tym, by w przyszłości mógł pełnić funkcje edukacyjne. 

Teren, na którym powstał, jest własnością prywatną. Budowa placówki w tym miejscu była jednym z zapisów umowy dzierżawy tego terenu.

Kosztowne wyburzenie

Ostateczna decyzja w sprawie przyszłości placówki zapadła 19 lutego. Właściciel ziemi definitywnie odmówił dalszej współpracy i sprzedaży terenu. To – zgodnie z zapisami umowy – obliguje prowadzącą przedszkole do przywrócenia działki do stanu pierwotnego. 

W praktyce oznacza to konieczność wyburzenia obiektu na jej własny koszt – szacowany obecnie na ponad 300 tys. zł. Dla „Zielonej Wyspy” oznacza to zakończenie działalności.

Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Aleksandra Łabędź

Sytuacja jest patowa

Społeczność „Zielonej Wyspy” nie może się pogodzić z faktem, że to miejsce może przestać istnieć, dlatego przygotowała petycję skierowaną do prezydenta Krakowa oraz rady miasta. Dotychczas podpisało się pod nią ponad 700 osób.

W perspektywie działamy do końca roku szkolnego 2025/2026, we wrześniu zaś prowadzący przedszkole będzie zobowiązany do wyburzenia budynku
Petycja

Rodzice i przedstawiciele placówki apelują do magistratu o „zaproponowanie właścicielowi gruntu wykupu działek (...) lub zamianę działek”. Dalej pada też zapewnienie: 

– Gdyby przedszkole mieściło się na gruntach miejskich, w perspektywie 10-15 lat osoba prowadząca przedszkole byłaby gotowa przekazać nieodpłatnie na rzecz miasta prawo własności budynku. Ze względu na jego parametry może on być wykorzystywany na cele oświatowe, żłobek, CAS, dom kultury lub przychodnię.

Autorzy petycji podkreślają, że Kliny to rejon błyskawicznie rozwijający się, a bliskość placówki rozwiązuje codzienne problemy logistyczne rodzin, które często mają tam więcej niż jedno dziecko. 

Wskazują również na unikalną bazę, w tym największy w okolicy ogród o powierzchni 900 mkw.

„Priorytetem są dla nas dzieci”

Jolanta Muszyńska, dyrektorka placówki wskazuje, że przez ponad 10 lat prowadzenia działalności w tym miejscu, umowa z właścicielem gruntu była przedłużana już dwukrotnie.

Wylicza również, że obecnie w budynku funkcjonują cztery grupy przedszkolne i jedna żłobkowa, w której 80-90 proc. to młodsze rodzeństwo dzieci przedszkolnych.

Aby sprostać bardzo dużemu zapotrzebowaniu, zdecydowaliśmy się nawet na zamianę gabinetów specjalistów na salę przedszkolną. Docelowo planowaliśmy tam w przyszłości utworzyć wczesne wspomaganie rozwoju dziecka, do którego placówka ma już bazę specjalistów i odpowiedni sprzęt – mówi Muszyńska.

Zawsze za priorytet stawialiśmy sobie przyjęcie każdego dziecka.
Dyrektorka placówki

Oprócz rozbudowanych warunków lokalowych, placówka od lat zapewnia szerokie wsparcie psychologiczno-pedagogiczne, zatrudniając na stałe m.in. logopedów, neurologopedów oraz pedagogów specjalnych. 

Jak wyjaśnia nam wicedyrektorka, Edyta Roszyńska-Ayere, w „Zielonej Wyspie” kładziony jest nacisk na indywidualny rozwój dziecka, a prowadzone działania znacznie wykraczają poza zwykłe „zapełnienie czasu”. 

– Mamy bardzo dobry zespół, który regularnie podnosi kwalifikacje i wdraża nowoczesne metody nauczania – tłumaczy i zaznacza, że placówka dysponuje też bogatym zapleczem, które ciągle jest rozwijane.

– Pracujemy ze wszystkimi  dziećmi, nieważne czy mają one orzeczenie, czy jakieś trudności. Zapewniamy im wsparcie specjalistów w wymiarze dużo większym niż wymagają tego przepisy prawa – dodaje Jolanta Muszyńska.

Aktualnie rekrutacja do placówki została wstrzymana. 

Nie ma tu w okolicy budynku, do którego moglibyśmy się przenieść. Otworzenie naszej placówki gdzieś na Hucie mija się z celem, bo nie rozwiąże to problemów rodziców, którzy tu mieszkają, ani osób, które u nas pracują. Kupno nowej działki i budowanie od zera nie wchodzi w grę.
Jolanta Muszyńska
Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Aleksandra Łabędź

„To miejsce jest jak drugi dom”

Pani Anna, pracownica placówki z czteroletnim stażem, nie kryje poruszenia wizją zamknięcia miejsca, które zarówno dla podopiecznych, jak i pracowników jest jak drugi dom. Podkreśla, że dla wychowanków likwidacja to ogromne „psychiczne przejście”

My po prostu chcemy uratować to miejsce.
Pracownica placówki

Zaznacza, że mimo trudnej sytuacji właścicielskiej, wszyscy liczą na „światełko w tunelu, żeby jednak ta placówka została i nie zniknęła z mapy Krakowa”.

Co na to rodzice?

Pan Bartosz, ojciec trójki dzieci, podkreśla, że likwidacja placówki zniszczy to, co dotychczas tak mozolnie było budowane. Zwraca uwagę, że w obliczu pobliskiej budowy osiedla na ok. 20 tysięcy osób, obecna baza oświatowa to jedynie „kropla w morzu potrzeb”

– Oczywiście szanujemy święte prawo własności, jednak mamy nadzieję, że w tej sytuacji uda się znaleźć jakiś złoty środek, by każda ze stron była zadowolona – mówi.

„Nie ma dla nas alternatywy”

– Dzięki temu, że przedszkole i żłobek znajdują się w tym miejscu, tak blisko naszych domów, mamy możliwość spędzania z dziećmi znacznie więcej czasu, bo nie musimy jeździć po całym mieście i tracić czasu na stanie w korkach – tłumaczy pan Bartosz. 

Osoby pracujące w tym miejscu zawsze starają się, by przygotowywać dla dzieci coś wyjątkowego. Tutaj od razu widać, że celem nie jest jedynie to, by dzieci nie zrobiły sobie krzywdy przez te kilka godzin, ale by faktycznie ten czas był dla nich aktywny i edukacyjny.
Ojciec trójki dzieci

Jak zaznacza, rodzice boją się tego, że będą zmuszeni do kupowania kolejnych samochodów, które okażą się niezbędne do sprawnego dowożenia swoich dzieci na różne krańce miasta. 

– Po tym, jak pojawiła się informacja, że placówka może zostać zamknięta, rozglądaliśmy się za nowym miejscem. Najgorsze jest to, że nie ma dla nas dobrej alternatywy – mówi. 

– W okolicy nie ma drugiego takiego przedszkola ani żłobka, które mogłyby dorównać temu miejscu. Jest to placówka wspierana przez miasto, co oznacza, że jest dostępna pod względem finansowym dla każdego. Tu posyłają swoje dzieci rodzice znajdujący się w różnych sytuacjach. Niejednokrotnie są to osoby, które samotnie wychowują swoje pociechy – podsumowuje.

Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Aleksandra Łabędź

„Święte prawo własności”

Do dnia publikacji tekstu nie udało nam się skontaktować z właścicielem terenu. W minionym tygodniu jednak odniósł się do tej sprawy na antenie Radia Eska

– Rozumiem troskę rodziców i to, że chcą zapewnić dzieciom dalszą opiekę. Trzeba jednak pamiętać, że właściciel działki ma prawo decydować o jej wykorzystaniu. Już w momencie zawierania umowy dzierżawy było dokładnie wiadomo, jaki jest jej termin zakończenia oraz że po jego upływie budynek powinien zostać usunięty. Umowa została dwukrotnie przedłużona, aby prowadząca przedszkole miała czas znaleźć nową lokalizację – tłumaczył w rozmowie z dziennikarką rozgłośni.

Dalej wyjaśniał też: – Około rok temu w rozmowach byłem zapewniany, że dyrekcja przedszkola pracuje nad przeniesieniem działalności i że zwolni działkę. Wówczas miałem pewność, że proces zostanie przeprowadzony terminowo w sposób satysfakcjonujący dla wszystkich stron, dlatego wystąpiłem o warunki zabudowy na nowy budynek na cele prywatne – tłumaczył.

Na zakończenie rozmowy z Radiem Eska zaznaczał, że rozumie emocje rodziców i życzy im jak najlepiej, a także ma nadzieję, że uda się znaleźć odpowiednie miejsce dla wszystkich dzieci.

„Potrzebne systemowe zmiany prawne”

Pod koniec minionego tygodnia przedstawiciele przedszkola i rodzice spotkali się z radną Anną Bałdygą (KO), przewodniczącą komisji edukacji w radzie miasta.

Sprawa jest niezwykle trudna i bardzo nietypowa. Przerażające jest to, że dwoje dorosłych ludzi mogło zgodnie z prawem podpisać umowę, która w swojej intencji ma zapisane, że najpierw jakieś przedszkole powstanie, a później zostanie wyburzone – komentuje w rozmowie z LoveKraków.pl radna.

Nie ma znaczenia na jak długo. Ktokolwiek zajmuje się edukacją – ten wie – że sam budynek to najmniejszy problem, bo wokół infrastruktury powstaje niezwykle wrażliwa tkanka społeczna.
Anna Bałdyga
Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Publiczne Przedszkole i Niepubliczny Żłobek „Zielona Wyspa”
Aleksandra Łabędź

– Po spotkaniu z rodzicami jestem uniesiona ich postawą i determinacją do walki o miejsce, ale jednocześnie rozdarta, bo wiem, jak niewiele czasu i opcji mamy jako miasto, aby skutecznie zareagować w tej sytuacji. Najgorsze jest to, że takich sytuacji w Krakowie może być więcej – tłumaczy.

Urząd może weryfikować wszelkie pozwolenia, BHP czy sanepid, ale nie ma wglądu w charakter umowy dzierżawy. Skutkiem czego przez wiele lat nieświadomie wspierał dopłatami tak niepewny i bardzo ryzykowny pomysł biznesowy.
Przewodnicząca komisji edukacji

– Najpierw trzeba zaopiekować dzieci z Zielonej Wyspy, ale też potrzebne są systemowe zmiany prawne, aby przeciwdziałać takim sytuacjom w przyszłości – podsumowuje Bałdyga.

Miasto nie komentuje

Pytamy również w krakowskim magistracie, czy miasto zdecyduje się na interwencję i wykup terenu, by ratować miejsca w przedszkolu.

Na razie urzędnicy unikają jednoznacznych deklaracji.

W tej sprawie trwają rozmowy i w tej chwili nie możemy udzielić informacji – ucina Dominika Jaźwiecka z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa.