Szalone dni Kosanovicia! Pasy pokonały dziewięciu lechistów!

Dwa gole Milosa Kosanovicia przesądziły o zwycięstwie Cracovii nad Lechią w 19 kolejce T-Mobile Ekstraklasy. Gdańszczanie kończyli mecz w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Deleu i Machaja.

Kibice Pasów nie mieli ostatnio powodów do zadowolenia. Po październikowej serii czterech kolejnych zwycięstw przyszedł chłodny listopad. A wraz z nim zaledwie jeden, w dodatku bardzo szczęśliwy remis w Gliwicach oraz trzy porażki. W tym kompromitująca wpadka przed własną publicznością z Lechem Poznań (1:6). Fani, zgodnie z prawem serii, liczyli więc, że kolejną czwórkę spotkań Cracovia rozpocznie tak, jak październik – od zwycięstwa.

Udało się i to po kolejnym meczu, który przy Kałuży wspominany będzie co najmniej miesiącami. Zaś Milos Kosanović powinien skrupaltnie spisać relację godzina po godzinie z minionych czterech dni, a następnie wydrukować ją, oprawić w drogą skórę i postawić na półce, by w dowolnym momencie przywrócić wspomnienia, np. na prośbę wnuków.

Środkowy obrońca Stawowego zanotował dwa występy, które prawdopodobnie nie mają precedensu w historii polskiej piłki nożnej. W niedzielę w Chorzowie odbył bolesną podróż na trasie piekło – niebo – piekło. Z jednej strony zdobył dwa gole, z drugiej – sprokurował rzut karny i skierował piłkę do własnej siatki, z bohatera stając się głównym winowajcą porażki. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, która mogłaby na długi czas zgasić zawodnika o słabszej konstrukcji psychicznej.

Tymczasem Kosanović spokojnie odczekał kilka dni i… z nawiązką odkupił wszystkie winy kolejnymi dwoma trafieniami! W dodatku pierwsze z nich będzie pewnie kandydować do bramki rundy. „Kosa” najpierw odebrał piłkę przed własnym polem karnym, a później przebiegł z nią przez całe boisko, by huknąć z linii 16 metrów nie do obrony. Gol – stadiony świata, który dodał temu nudnemu jak wycieczka po Będzinie spotkaniu całkiem sporą dawkę kolorytu.

Przysypiający kibice wreszcie mogli poderwać się z krzesełek, bo oba zespoły zabrały się do sumiennej pracy i stworzyły doskonałe, choć ledwie 25-minutowe widowisko. W repertuarze kolejno: szybkie wyrównanie Wiśniewskiego. Następnie czerwona kartka dla Deleu za faul w polu karnym na Nowaku i wykorzystana jedenastka Kosanovicia. A na dokładkę druga czerwień dla lechisty (Machaj za kopnięcie bez piłki Danielewicza), czyli w efekcie gra 11 na 9. Wszystko okraszone mnóstwem sportowych emocji. Uff…

– Ktoś może powiedzieć, że w pierwszej połowie graliśmy wolno i nie stwarzaliśmy sobie sytuacji. Ale to efekt taktyki Lechii, która postawiła 11 zawodników przed własnym polem karnym – wyjaśniał boiskowe wydarzenia Wojciech Stawowy. – Najważniejsze jest dla nas jednak zwycięstwo, którym przełamaliśmy fatalną passę. Dzięki trzem punktom klub z ul. Kałuży ponownie wskoczył do pierwszej ósemki tabeli.


Cracovia – Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)
Kosanović 64’, 81’ – Wiśniewski 75’

Cracovia: Pilarz – Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak – Dąbrowski, Zejdler (65’ Danielewicz), Straus (56’ Kita) – Bernhardt (46’ Ntibazonkiza), Boljević, Nowak

Lechia: Bąk – Deleu, Janicki, Madera, Oualembo – Dawidowicz, Zyska (46’ Matsui) – Wiśniewski (89’ Bieniuk), Machaj, Frankowski – Grzelczak

Sędziował: Sebastian Jarzębak
Żółte kartki: Kuś, Danielewicz – Matsui, Oualembo
Czerwona kartki: Deleu, Machaj