Szwajcarskie pieniądze na sprzęt dla straży miejskiej. Inny niż dla gwardii w Watykanie
Z ponad 80 milionów złotych, które Tarnów otrzymał w ramach polsko-szwajcarskiego programu, udało się nieco uszczknąć na kwestie związane z doposażeniem placówki przy ul. Nadbrzeżnej Dolnej. To ledwie pół procenta z całego tortu, ale dla budżetu Straży Miejskiej to całkiem przyzwoity zastrzyk gotówki.
– Mówimy o kwocie 390 tysięcy złotych. Czyli pieniądze, za które można zakupić trochę wysokiej klasy sprzętu, który posłuży nam na lata. Zmodernizujemy w znacznym stopniu siedzibę naszego centrum monitoringu – mówi Krzysztof Tomasik, komendant SM w Tarnowie.
Magistrat do potrzeb strażników się nie wtrącał. To, co napisali w projekcie, przypadło do gustu komisji oceniającej pomysły.
Pieniądze już się rozchodzą
Z wydaniem pieniędzy problemu nie było.
Lada dzień powinny trafić do budynku przy Nadbrzeżnej nowe klawiatury do obsługi kamer Ale przetargi na najważniejsze zakupy zostaną rozpisane w najbliższych miesiącach.
Wymienione zostaną też te najbardziej wysłużone kamery.
– Mówimy o miejscach, w których najczęściej interweniujemy. To pięć lokalizacji. Między innymi plac Sobieskiego. Ale też ulica Kręta, która jest może i uroczym zaułkiem łączącym Rynek z placem Kazimierza, ale najbezpieczniej tam nie jest – twierdzi Krzysztof Tomasik.
Tarnów to monitoringowa „biała plama”
Pierwsze kamery pojawiły się w Tarnowie na przełomie wieków. Instalowała je firma z Gdańska, która wyposażyła też centrum dowodzenia. Wśród mieszkańców panowały wtedy mieszane uczucia.
Przeciwnicy, czytający „Rok 1984” Orwella czy oglądający program w TVN, obawiali się inwigilacji w stylu Wielkiego Brata. Że wszechobecne kamery wejdą z butami w życie prywatne.
Zwolennicy cieszyli się, że ukrócone zostanie bandytka i złodziejstwo w wielu punktach miasta.
Dziś miasto oplata sieć 52 kamer. Najnowsze znajdują się na osiedlu Niepodległości czy na skateparku obok Pałacu Młodzieży. W najbliższym czasie do sieci monitoringu miejskiego zostaną podłączone dwie nowe lokalizacje. Nie są one jednak związane ze „Szwajcarem”.
– To efekt naszej współpracy z radami osiedli. O urządzenia wizyjne mocno nalegali mieszkańcy ulicy Skowronków oraz Marynarki Wojennej. I tam zamontujemy obiektywy. Tu wielkie uznanie dla rajców osiedlowych, którzy ze swoich budżetów dołożyli blisko 80 procent wartości przedsięwzięcia – mówi Tomasik.
To wszystko jest jednak kroplą w morzu potrzeb czy oczekiwań.
– Gdy spojrzeć na mapę, więcej jest białych plam niż miejsc „okamerowanych”. Monitoringu nie mają całe partie Tarnowa. Myślę o osiedlach czy dzielnicach takich, jak Krzyż, Klikowa czy Zabłocie. Problem jest jeden. I wiąże się niezmiennie z finansami – uważa Krzysztof Tomasik.
System działa bez przerwy. Bo podczas remontu siedziby w tajemnicy przenoszono go na kilka miesięcy do budynku dawnego Domu Dziecka przy ul. Brodzińskiego, gdzie teraz mieści się Centrum Usług Społecznych.
„Prawdziwa historia Tarnowa”
Gdyby zmontować klatki uwiecznione przez kamery tarnowskiego monitoringu, powstałby zapewne długometrażowy film opisujący dzieje Tarnowa w obecnym stuleciu. Jaka byłaby fabuła obrazu?
– Byłaby monotonna. Kamera snułaby się przy miejscach do parkowania. Byłoby o piciu pod chmurką czy o innych nieobyczajnych wybrykach. Ale uprzedzam: „Co trafia na Nadbrzeżną, zostaje na Nadbrzeżnej”. Wyjątki robimy dla policji i sądu – uśmiecha się komendant Tomasik.
Szeryf tarnowskich strażników jednocześnie zastrzega, że ilość materiałów wizyjnych związanych z sekwencjami stricte dla dorosłych z roku na rok systematycznie spada.