Szybki spadek. Bruk-Bet Termalika znów zjechał windą w dół

Słonie z Niecieczy po raz trzeci w historii spadają z ekstraklasy. Tylko po historycznym awansie potrafiły się w niej utrzymać dłużej niż rok.

Pierwszy spadkowicz z ekstraklasy

Porażka 1:5 w Katowicach przesądziła o relegacji Bruk-Betu Termaliki Nieciecza do I ligi. Była bolesna – jak większość etapów kończącego się sezonu. Zespół spod Tarnowa jako pierwszy stracił szansę na utrzymanie.

Słodki był początek. Słonie mocno tupnęły i na inaugurację rozniosły na jego terenie brązowego medalistę z Białegostoku. W czterech pierwszych meczach zespół Marcin Brosza wywalczył siedem punktów. To była dobra baza, by myśleć o utrzymaniu. 

Potem było dużo gorzej, jednak nadzieję na osiągnięcie celu dawała końcówka roku, a potem zimowy okres przygotowawczy – z kompletem zwycięstw w sparingach. Nie przełożyło się to jednak na ligę, Bruk-Bet jest pewny spadku trzy kolejki przed końcem.

Spec od awansów

Brosz przejął drużynę w marcu 2024 roku. Miał czas, by zaprowadzić swoje porządki, a w kolejnym sezonie pewnie wywalczyć awans. Runda wiosenna była dużo słabsza od jesiennej i na finiszu Niecieczan wyprzedziła Arka Gdynia, ale promocja do wyższej ligi była w pełni zasłużona. 

Bruk-Bet Termalica Nieciecza już trzy razy wchodził na salony dzięki rodzinie Witkowskich – kojarzonej głównie z produkcji kostki brukowej. Dwa lata temu postawili na dobrego konia. Brosz jest specjalistą od awansów. Ten z minionego roku był już ósmym w jego trenerskiej karierze.

Marcin Brosz
Marcin Brosz
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Poważne nazwiska

53-latek nie był pierwszym szkoleniowcem, który trafił pod Tarnów po sukcesach w innych klubach. Pracowali tam przecież Czesław Michniewicz, Jacek Zieliński i Radoslav Latal. Przed Broszem Bruk-Bet wchodził do ekstraklasy prowadzony z ławki przez Piotra Mandrysza (2015) i Mariusza Lewandowskiego (2021), którzy wypadli z orbity zainteresowań klubów.

Zimą 2022 roku rodzina Witkowskich przekonała Michała Probierza. Po 48 godzinach były trener Cracovii zrezygnował z pracy, a poszło o nierespektowanie ustaleń dotyczących polityki transferowej.

Z prawej Oskar Wójcik
Z prawej Oskar Wójcik
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Co nie gra w Niecieczy?

W Niecieczy potrafią skusić trenerów z nazwiskami, mają bazę treningową i własny stadion – wystarczający na ich potrzeby – oraz stabilnego sponsora. Dlaczego zatem tylko za pierwszym razem utrzymali się po awansie do ekstraklasy? Najdłuższa przygoda wśród najlepszych drużyn z kraju trwała w latach 2015-2018.

Maciej Franusiak, wieloletni kibic drużyny z Niecieczy, zwraca uwagę na niezbyt liczną kadrę zespołu w tym sezonie. Rewolucja kadrowa czasem przynosi efekty, czasem nie. W Niecieczy zimą nie było wielkiego ruchu. Drużyna nie została poważnie wzmocniona, nie licząc wypożyczenia obiecującego obrońcy Miłosza Matysika. 

W listopadzie do struktur klubu w roli pełnomocnika prezesa zarządu ds. sportowych dołączył były piłkarz, doświadczony na stanowiskach menedżerskich Jacek Bednarz. Jeżeli ktoś oczekiwał fajerwerków, srogo się zawiódł. Skończyło się tym, że to jego zatrudnienie odbiło się największym echem.

Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

– Trudno powiedzieć, kto tam rządzi i odpowiada za transfery. Stanowiska Bednarza i wiceprezesa Rafała Wisłockiego nachodzą na siebie kompetencjami – uważa Franusiak.

– Czy można mówić, że w tym klubie jest jakakolwiek koncepcja budowania drużyny? – zastanawia się nasz rozmówca.

Jednocześnie przyznaje, że Nieciecza jest miejscem, w którym trudno budować zespół. Wskazuje na brak przywiązania do klubu i presji, głównie ze strony kibiców.

Marcin Brosz zostanie?

Po meczu w Katowicach Brosz nie chciał mówić o swojej przyszłości w Bruk-Becie. Jego umowa obowiązuje do 30 czerwca 2027. W wypowiedzi dla stacji TVP Sport wiceprezes Wisłocki poinformował, że klub chce zatrzymać szkoleniowca, by raz jeszcze powalczyć o awans.

Będzie to już inna drużyna, bo zmieni się jedna trzecia składu, ale trzon kadry ma pozostać.

Na pewno musimy przebudować linię obrony. Została ona dosyć mocno obnażona, bo straciliśmy najwięcej bramek w stawce
Rafał Wisłocki