Tarnowska „kamienica wstydu” nie będzie Feniksem z popiołów. Brak kasy na remont
Niedługo zgliszczom kamienicy na rogu Rynku i Wielkich Schodów stuknie „osiemnastka”. Bynajmniej nie będzie to okazja do świętowania.
Złośliwi twierdzą, że hodowanie ruin w ważnych punktach Tarnowa staje się miejską tradycją. Jako przykłady podają tereny po Owintarze czy szczątki pozostałe z Młyna Szancera. Wiele wody musiało upłynąć w Białej nim cokolwiek pożytecznego zaczęło się dziać w tych miejscach.
Języki ognia widoczne były za Tarnowem
Wszystko rozegrało się z 19 na 20 stycznia 2009 roku. W nocy z poniedziałku na wtorek. Mniej więcej o godz. 01:15 na stanowisko dowodzenia tarnowskiej PSP wpłynęło zgłoszenie o pożarze kamienicy Rynek 6.
Ogień zauważono na poddaszu i dachu kamienicy.
Z budynku ewakuowano jedenaście osób. Później okazało się, że dwie zginęły w płomieniach.
Do natychmiastowej wyprowadzki zostali zmuszeni również ci, którzy mieszkali po drugiej stronie Wielkich Schodów. Od jęzorów szalejącego ognia dzieliło ich tylko kilka metrów. Na największe niebezpieczeństwo narażeni byli ci, którzy zajmowali lokale przy wejściu od południowej strony na Rynek.
W kulminacyjnym momencie akcji gaśniczej na miejscu pracowało 50 strażaków z dwunastu zastępów. Z żywiołem walczono dobrych kilka godzin. Niższe kondygnacje dwupiętrowego budynku zostały zalane dziesiątkami tysięcy litrów wody i piany.
Płomienie widać było z daleka. Rynek bowiem położony jest na wzgórzu. A pobliska iglica wieży katedralnej widoczna jest z każdego punktu Tarnowa.
Z późniejszych ustaleń dowiedzieliśmy się, że ogień zaprószyli bezdomni.
Spał tam Krasicki, później karmili kebabem
Kamienica Rynek 6 to budynek z ciekawą historią. Pod koniec XVIII wieku miała się w nim mieścić pierwsza rezydencja biskupa tarnowskiego. Dwie noce spał tam Ignacy Krasicki, który przez Tarnów jechał na wypoczynek „do wód”.
Później poszczególne lokale oddawano lokatorom, na dole funkcjonowały sklepiki.
Niedługo przed pożarem na dole sprzedawano kebab. Po sąsiedzku ulokowało się Tarnowskie Centrum Turystyki z hotelikiem.
Od strony Wielkich Schodów mieliśmy sklepy. Można też było zrobić sobie zdjęcie do dowodu w zakładzie fotograficznym.
Mogła się zawalić i byłby spokój
Od ponad siedemnastu lat w magistracie głowią się, co zrobić ze spaloną kamienicą. Najprościej byłoby ją zburzyć. Ale za nic w świecie na taki krok nie zgodzi się konserwator zabytków.
Snuto różne pomysły na przywrócenie do życia ruiny.
Najpierw prywatni właściciele liczyli, że zdobędą z Unii pieniądze na rewitalizację obiektu. Srodze się jednak przeliczyli.
Za prezydentury Romana Ciepieli lansowano pomysł odbudowy i umieszczenia tam Centrum Dialogu wraz z ogrodem zimowym. Pieniędzy zamierzano szukać w funduszach norweskich.
Nie udało się. Centrum Dialogu mieści się w dawnym Pałacu Ślubów przy ul. Gumniskiej. Nie przeszedł też pomysł ulokowania tam niektórych pomieszczeń dla Pasażu Odkryć.
Pudrowanie nieboszczyka
Przez lata stosowano różne triki, by przesłonić szpecącą Starówkę ruinę.
W porywie artystycznego uniesienia ktoś pomalował ścianę od strony zachodniej. A przy okazji przysięgi Terytorialsów na płycie Rynku wojskowi na elewację założyli siatkę maskującą.
Gdy Radzie Osiedla Starówka nie udało się doprowadzić do stworzenia muralu poświęconemu Józefowi Krogulskiemu (1815-1842), ta szarpnęła się na ufundowanie wielkoformatowej płachty, która jesienią i zimą przysłaniałaby fasadę od strony Rynku.
Zdobi ją postać urodzonego w Tarnowie kompozytora, zwanego „polskim Mozartem”. Górną część wydruku przedstawia niegdysiejsze górne piętro kamienicy.
Pomysł kosztował 12 tys. złotych. A zaprezentowano go we wrześniu ubiegłego roku.
Znacznie gorzej wygląda wszystko od strony Burku. Spacerowicze napotykają krajobraz rodem z filmów o Indianie Jonesie. Z resztek muru wystają samosiejki i małe drzewka.
Ileż można na półśrodkach?
Jedynie, co się na razie powiodło, to wykupienie budynku z rąk prywatnych właścicieli. Akty notarialne zostały podpisane w listopadzie 2024 roku. Radni, na wniosek prezydenta Jakuba Kwaśnego, zgodzili się wyłożyć z publicznych pieniędzy 1,5 miliona złotych.
I… to by było na tyle. Bo nowy właściciel zdążył posprzątać w środku. I rozesłać w świat zaproszenie, czym można byłoby zapełnić wstydliwą przestrzeń.
W pomysłach można było przebierać niczym w ulęgałkach. Miejsce eventów biznesowych, sala weselna, restauracja i wyszynk, przychodnia dla seniorów, muzeum dedykowane Janowi Szczepanikowi…
Czas temu jakiś Rada Osiedla Starówka z Naczelną Organizacją Techniczną wpadli na pomysł, by urządzić tam arsenał. W jego centrum umieścić konny pomnik hetmana Jana Tarnowskiego. Monument miałby powstać ze składek ludzi dobrej woli.
Rozważano nawet oddanie wszystkiego Towarzystwu Budownictwa Społecznego, które mogłoby tam postawić blok mieszkaniowy. A najbardziej oryginalnym pomysłem było posadowienie tam początkowej stacji kolejki gondolowej, która turystów miałaby wozić na Górę św. Marcina
Kilka dni temu w Sali Lustrzanej zebrały się tęgie głowy, by naradzić się, co zrobić z budynkiem. Efekty nasiadówki były co najwyżej mizerne.
Ekirerki w dłonie!
Zbliżają się siedemsetletnie urodziny Tarnowa. Obecni mieszkańcy oraz gospodarze miasta chcieliby przejść do historii jako ci, którzy zorganizowali godne uczczenie jubileuszu.
Do tej pory pomysły rzucane są ad hoc. Ale jeszcze trochę czasu do 2030 roku jest. Tym niemniej rzeczywiście ciekawym pomysłem byłoby przywrócenie do życia nieruchomości Rynek 6.
Na odsiecz władze zapraszają architektów. Taki melanż przyniósłby obopólne korzyści. Tarnowianom i turystom może nawet nową atrakcję, projektantom niezły atut do portfolio.
Byłaby to już druga próba kuszenia speców od zagospodarowywania przestrzeni budowlanej. W pierwszym konkursie, który rozstrzygnięto w ubiegłym roku co prawda pierwszej nagrody nie przyznano. Ale niektóre wizje wywołały bardzo ciepłe przyjęcie, choć nie zawsze przystawały do renesansowego Rynku.
Miasto odkurza pomysł i lada dzień ma zamiar ogłosić drugi pojedynek na pomysły ucywilizowania narożnika Rynku i Wielkich Schodów.
Wizjonerzy otrzymują do zapełnienia 700 mkw. powierzchni. A mnożąc przez ilość kondygnacji okaże się, że tych metrów będzie dobrych kilka tysięcy.
– Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z wyjątkowym miejscem, w sercu zabytkowej Starówki, gdzie obowiązują ograniczenia konserwatorskie. Stąd na pewno nie powstanie tutaj coś pokroju domu handlowego Krakus – jasno wyłuszcza prezydent Jakub Kwaśny.
Siostrzana ruina
Na tej samej, południowej, pierzei Rynku znajduje się jeszcze jeden budynek, który do renesansowego założenia Starówki pasuje niczym pięść do nosa.
To niszczejąca kamienica niedaleko skrętu w ul. Zakątną. Między siedzibą Naczelnej Organizacji Technicznej o otwartym niedawno hostelem.
Tu miasto może by i chciało coś tam zrobić. Problem jest jednak tak zwana struktura właścicielska.
– Tych właścicieli jest kilku i nie mogą się ze sobą porozumieć. Jako miasto mamy związane ręce – słyszymy od zastępcy prezydenta Macieja Włodka.
Budynek czasem wykorzystywany był do filmów czy spektakli, jako dekoracja do produkcji wojennych. Na dziś szpeci.