Tarnowskie Watergate. Ktoś pomylił próbki do badań. Przez kilka dni z basenowego prysznica leciała skażona woda
Koszmarny błąd pracownika firmy, która dostarczała próbki wody z basenów w Tarnowie do badań sanitarnych. W rurach prysznicowych jednego z kąpielisk wykryto bakterie legionelli.
Obiekt natychmiast zamknięto. Sęk w tym, że nie ten, co trzeba. Sprawa jest wyjaśniana, przyglądają się jej policja i prokuratura. TOSiR liczy straty i uspokaja, że sytuacja jest już opanowana.
Szczęściem w nieszczęściu jest to, że w Tarnowie, blisko stutysięcznym mieście, o tej porze roku czynne są tylko dwa baseny, z trzech w sumie dostępnych. Pierwsze kąpielisko znajduje się w Mościcach – w Miejskim Domu Sportu. Drugie ulokowane jest po przeciwnej stronie miasta, przy ul. Piłsudskiego, i nosi dumną nazwę Parku Wodnego.
W każdym z nich systematycznie prowadzona jest kontrola jakości wody. Pomiary prowadzone są całodobowo. Część z nich wykonują specjalne urządzenia.
Dzieje się to w systemie ciągłym. Dla pewności jednak co jakiś czas próbki pobiera się tradycyjnymi metodami, by odesłać je do dalszych analiz.
Dodatkowo średnio co dwa miesiące wszystkie instalacje czyszczone są przy pomocy wysokiej temperatury oraz specjalnych środków chemicznych. Te prace Tarnowski Ośrodek Sportu i Rekreacji wykonuje we współpracy z Miejskim Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej.
Roboty wykonywane są w nocy po to, by uniknąć ryzyka poparzeń przez osoby użytkujące baseny.
I psu na budę te wszystkie procedury...
Misterny system zabezpieczeń okazał się jednak nic niewarty wobec pomyłki pracownika firmy zewnętrznej dbającej o utrzymanie wymaganej jakości wody.
Rzeczony pracownik źle oznaczył próbówki. Afery pewnie by nie było, gdyby nie fakt, że w jednej z nich znajdowała się skażona bakterią „Legionella pneumophila” woda. Feralne kąpielisko postanowiono natychmiast wyłączyć z użytkowania.
I tak rozpętała się afera na cały kraj.
Burza w basenie wody
Wieść o skażeniu wody lotem błyskawicy rozeszła się po całym mieście. W magistracie oraz siedzibie TOSiR-u rozdzwoniły się telefony zaniepokojonych mieszkańców, którzy dla zdrowia korzystali w ostatnich dniach z kąpieli w miejskich basenach.
– Było tego naprawdę bardzo dużo. Nie nazwałbym jednak całej sytuacji paniką, ale raczej zdezorientowaniem. Pechowo mamy teraz sezon infekcyjny i wiele osób niepotrzebnie wiązało ten fakt z naszymi kłopotami – dodaje Marszałek.
Tym niemniej zaniepokojeni rodzice zaczęli wypisywać swoje pociechy z zajęć, internet grzał się od komentarzy. Niejednokrotnie winą za całą sprawę obarczano miasto.
Zarządzający pływalniami usiłowali zminimalizować kryzys. Na „dzień dobry” opublikowali komunikat w sieci:
– Tarnowski Ośrodek Sportu i Rekreacji informuje, że w wyniku błędnych oznaczeń próbek wody z basenu MDS przy ul. Traugutta doszło do zamknięcia tego basenu. Okazało się, że próbki błędnie oznaczone dotyczyły basenu przy ul. Piłsudskiego 30. (…) Natomiast na podstawie decyzji Sanepidu zostanie zamknięty basen przy ul. Piłsudskiego 30 do czasu uzyskania przez TOSiR prawidłowych wyników badań wody – dowiadujemy się.
Kolejnym krokiem było zlecenie 5 marca dodatkowych badań wody innej akredytowanej firmie. Wyniki poznamy za kilka dni.
Ale już dziś wiemy, że przy ul. Piłsudskiego po legionelli nie ma już śladu. Wczoraj, 9 marca, do biura w Mościcach dotarły ekspertyzy potwierdzające ten fakt. Jednak Park Wodny zostanie otwarty najwcześniej w piątek, 13 marca.
Nie taka legionella straszna?
W sukurs TOSiR-owi pośpieszyli pracownicy tarnowskiego Sanepidu. Na swojej stronie internetowej opublikowali obszerne informacje dotyczące tego, w jaki sposób można się zarazić bakterią i jakie to niesie skutki dla zdrowia.
W największym skrócie.
Bakterie „Legionella pneumophila” rozwijają się w ciepłej wodzie, w przedziale między 19 a 28 stopni. Jej środowiskiem są instalacje wodociągowe, prysznice, krany, jacuzzi, klimatyzatory, nawilżacze powietrza czy fontanny. Człowiek zakaża się poprzez wdychanie aerozolu skażonej wody, na przykład podczas brania prysznica po kąpieli w basenie.
W wysokiej temperaturze ginie. Gdy termometr pokazuje 70 stopni, bakteria jest natychmiast unieszkodliwiana. Przy 60 stopniach proces ten trwa dwie minuty.
Choroba, której można się przy okazji nabawić – legionoza – co prawda nie jest zaraźliwa, ale u osoby chorej atakuje układ oddechowy, szczególnie płuca, i powoduje tak zwaną gorączkę legionistów.
Ta z kolei charakteryzuje się wysoką temperaturą, bólami stawów oraz trudnościami w oddychaniu. Jej wylęganie się w organizmie człowieka może trwać nawet dziesięć dni. Z legionozą walczy się terapią antybiotykową.
Feralny bakcyl już raz w ostatnim czasie zagościł na basenie w Tarnowie. Było to na początku kwietnia 2024 roku. Jego obecność stwierdzono także w kąpielisku przy ul. Piłsudskiego. Z tą jednak różnicą, że wówczas obecny był on w nieckach basenowych. Kąpielisko zamknięto wtedy na kilka dni.
Teraz natomiast legionella upodobała sobie rury prysznicowe.
Lizanie ran
Jeszcze dobrą chwilę po ponownym otwarciu basenu sprawa feralnych próbek będzie wyjaśniana. Póki co trwają gorączkowe narady w mieście, jak zażegnać niezawiniony przez Tarnów kryzys wizerunkowy, a także finansowy. Bo pechowa fiolka uderzyła dość mocno TOSiR po kieszeni. Odpływ ludzi z pływalni już teraz jest widoczny.
– Szacujemy straty. Z prawnikami TOSiR-u będziemy zastanawiali się nad podjęciem kroków prawnych. Podejmiemy też decyzję o ewentualnym zerwaniu umowy z laboratorium, z którym do tej pory współpracowaliśmy. Powiem obrazowo: cała sytuacja była dla nas kubłem zimnej wody – kończy rozmowę telefoniczną Arkadiusz Marszałek.
„Gliniarz i prokurator” na tropie
Tarnowska afera basenowa, a raczej szum wokół niej, zaintrygował miejscową prokuraturę okręgową.
Ta zainteresowała się całą sprawą i podjęła już pierwsze kroki ku jej wyjaśnieniu.
– Zainicjowaliśmy postępowanie. To efekt licznych artykułów prasowych, które pojawiły się w związku z tą sprawą. Przeprowadzenie czynności zleciliśmy policji i dopiero gdy ewentualnie potwierdzi się przesłanka o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, śledztwo zostanie wszczęte – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, Mieczysław Sienicki.
W wieżowcu przy ul. Narutowicza, w którym mieści się Komenda Miejska Policji, wzięto się już do pracy.
– Na razie podejmujemy czynności rutynowe. Zapoznamy się z materiałem dowodowym, przesłuchamy świadków, sprawdzimy, kto zabezpieczał próbki, kto je przekazywał. Później naszą wiedzą podzielimy się z prokuraturą, która podejmie ewentualne dalsze kroki w tej sprawie – wyjaśnia asp. Kamil Wójcik, rzecznik tarnowskiej policji.
Lanie wody po tarnowsku
To nie pierwszy przypadek, kiedy – za sprawą basenów czy gospodarki wodnej w ogóle – Tarnów trafia na czołówki mediów.
Cała Polska w 2023 roku miała niezły ubaw z kąpieliska w Mościcach. Okazało się bowiem, że po ulewnych deszczach z lipca owego roku basen… został zalany. Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że kilkanaście dni wcześniej z wielką pompą oddawano obiekt do użytku po kompleksowym remoncie wartym 38 milionów złotych.
Z kolei do rangi eksportowego wstydu urasta kąpielisko pod Górą św. Marcina. Niegdyś ulubione miejsce wypoczynku całych pokoleń tarnowian dziś porasta chaszczami.
Tam na pewno nie pojawi się żadna bakteria, bo od lat jest ono nieczynne. Wspominane jest natomiast przy okazji kolejnych kampanii wyborczych, gdy obiecywane jest jego wskrzeszenie.
Póki co basen „pod Marcinką” jest wdzięczną inspiracją dla twórców memów. A nawet kompozytorów piosenek, bo takie też powstały.
Na koniec przypomnijmy jeszcze rozpętaną całkiem niedawno „wodną wojnę tarnowską”. Ta związana jest z kwestią wykupu akcji Tarnowskich Wodociągów z rąk Grupy Azoty. Chodzi o 12,4 procent udziałów.
Tu oś sporu zasadza się na konflikcie, którego stronami są chemiczny potentat, miasto oraz gmina Tarnów i sąsiedni Skrzyszów.
Idzie o kasę. I o to, kto da więcej. A może nawet kto komu bardziej dokuczy.
Niewykluczone, że w sprawę włączy się Prokuratoria Generalna.
Temat stanie na kolejnej sesji rady miejskiej zaplanowanej na koniec miesiąca.
A że sprawa jest rozwojowa, będziemy do niej wracać.