Tężnie solankowe pod znakiem zapytania. „Odkręcić serwowaną narrację będzie trudno”
W solance są bakterie i gronkowce
Końcem października miejscy urzędnicy poinformowali, że z powodu coraz niższych temperatur tężnie solankowe będą sukcesywnie wyłączane. Po sezonie letnim konieczna jest także ich konserwacja. Zarząd Zieleni Miejskiej zapowiedział jednocześnie, że z tężni będzie można ponownie skorzystać wiosną.
Jest tylko jeden problem.
– Jak pokazują moje badania, które tak naprawdę prowadzę od początku uruchomienia tężni przy zalewie w Nowej Hucie, w solance występują bakterie, gronkowce i co najgorsze, stwierdzona została również bakteria Escherichia coli (pałeczka okrężnicy), a także Enterococcus faecalis (paciorkowiec kałowy) i Clostridium perfringens (laseczka zgorzeli gazowej) – mówiła na łamach portalu Smoglab.pl prof. dr hab. inż. Katarzyna Wolny-Koładka z Katedry Mikrobiologii i Biomonitoringu Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.
Pytanie, czy do wiosny urzędnikom uda uporać się z tym problemem?
Okres jesienno-zimowej przerwy w działaniu tężni wydaje się odpowiedni, by się nad nim pochylić.
Gdy o sprawę zapytaliśmy miejskich urzędników, otrzymaliśmy linki do dwóch komunikatów, które ukazały się na stronie internetowej Zarządu Zieleni Miejskiej. Wynika z nich wprost, że miejskie tężnie solankowe to obiekty rekreacyjne i nie są wykorzystywane w leczeniu uzdrowiskowym. – Na chwilę obecną nie podlegają żadnym regulacjom – nie kryją w ZZM-ie.
To nie przeszkadzało urzędnikom w serwowaniu mieszkańcom informacji, że tężnie mogą mieć pozytywny wpływ na ich zdrowie. – Godzinny spacer przy tężni solankowej to dawka jodu, która odpowiada trzem dniom spędzonym na spacerach nad morzem – czytamy na oficjalnej stronie krakowskiego magistratu.
Tężnie za miliony złotych
Na terenie Krakowa znajdują się trzy tężnie solankowe. Jak podaje ZZM, pierwsza z nich została otwarta w 2020 roku nad zalewem Nowohuckim.
Druga znajduje się przy zalewie Bagry – we wschodniej części akwenu, przy ul. Bagrowej. Oddana do użytku w 2021 roku, powstała dzięki projektowi, który został wybrany w budżecie obywatelskim.
Najmłodszą tężnię uruchomiono pod koniec 2024 roku przy ul. Biskupa Filipa Padniewskiego, w bezpośrednim sąsiedztwie Łąk Nowohuckich. Jej budowa została dofinansowana z budżetu województwa małopolskiego. Pochłonęła prawie 1,6 mln zł.
Wszystkie tężnie działają od kwietnia do października.
W przesłanym nam komunikacie ZZM zwraca uwagę, że tężnie pełnią funkcje rekreacyjne i nie są urządzeniami, które wykorzystuje się w leczeniu uzdrowiskowym.
Urzędnicy zapewniają, że przed uruchomieniem na wiosnę, tężnie są dezynfekowane wodą o temperaturze minimum 65 stopni Celsjusza.
Zachowania niezgodne z regulaminem
W ZZM-ie twierdzą, że mimo dezynfekowania tężni, istnieje ryzyko pojawienia się w solance szkodliwych dla człowieka mikroorganizmów. Może być to efekt bezpośredniego narażenia obiektu na działanie deszczu, kurzu czy zanieczyszczeń, które przenosi wiatr.
– Ponadto dzikie zwierzęta, szczególnie ptaki, mogą zanieczyścić solankę zarazkami przez bezpośredni kontakt lub odchody. Istotnym zagrożeniem są także niewłaściwe, niezgodne z regulaminem zachowania użytkowników oraz brak przestrzegania zasad higieny, które mogą prowadzić do skażenia mikrobiologicznego – twierdzą urzędnicy.
I podkreślają, że obecnie czekają na wytyczne Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Ten „zapowiada wykonanie badań i kontroli w wybranych obiektach na terenie całego kraju”.
– Wyniki (...) staną się podstawą dla opracowania wytycznych, zapewniających bezpieczne warunki dla osób, korzystających z miejskich tężni solankowych – zapowiadają w urzędzie.
Jednocześnie miasto nie podało w swoich komunikatach, kiedy takie wytyczne miałyby być gotowe.
Jak poradzić sobie z zanieczyszczeniem?
Prof. dr hab. inż. Katarzyna Wolny-Koładka z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie potwierdza w rozmowie z nami, że „w tym momencie nie ma żadnych regulacji prawnych, które określałyby, jak nadzorować mikro-tężnie, a nawet jak je budować czy serwisować: w tym m.in. jak często wymieniać solankę”.
– Przede wszystkim musimy wiedzieć, czy jesteśmy w stanie poradzić sobie w jakiś sposób ze skażeniem mikrobiologicznym, które zostało wykazane w moich badaniach. W mikro-tężniach stwierdzałam to skażenie za każdym razem, w każdym roku, w każdym sezonie ich działania, od samego początku funkcjonowania tych obiektów – podkreśla naukowczyni.
Zakłada, że „miasto za każdym razem, gdy trwa jesienno-zimowa przerwa, prowadzi prace konserwacyjne w mikro-tężniach. To oznacza, że w ich efekcie skażenie nie jest niwelowane. Trzeba zatem wypracowania metody, dzięki której uda się gminie z tym skażeniem uporać”.
Zwracamy uwagę, że niektórzy mieszkańcy nie traktują mikro-tężni wyłącznie jako atrakcji. Bywają osoby, które podsuwają się jak najbliżej gałązek tarniny, żeby wdychać opary solanki.
– Zupełnie nie winiłabym obywateli za to, że chcą przychodzić do mikro-tężni i że polubili tę formę spędzania czasu. Od początku narracja serwowana przez urzędników, samorządowców była taka, że te obiekty mają właściwości lecznicze – zauważa Wolny-Koładka.
I dodaje: – Słyszeliśmy przecież i czytaliśmy, że godzina przy tężni to jak trzy dni nad morzem. Pojawiały się też głosy, że w Krakowie mamy problem ze smogiem, a więc tego typu obiekty będą remedium. Wspomniane przeze mnie stwierdzenia padały też w tegorocznych projektach do Budżetu Obywatelskiego. W takiej sytuacji wcale się ludziom nie dziwię, że w taką narrację uwierzyli.
Tymczasem, i to już jest zapisane w prawie, mikro-tężnie nie są konstrukcjami leczniczymi. Są to wyłącznie elementy małej architektury. – Odkręcić serwowaną ludziom narrację będzie trudno. Przez kilka lat słyszeli, że tężnie mogą poprawić ich stan zdrowia, tymczasem okazuje się, że mogą zadziałać wręcz odwrotnie – zauważa nasza rozmówczyni.
Urzędnicy twierdzą, że podjęli rozmowy z osobami, które zgłaszały budowę kolejnych tężni do budżetu obywatelskiego. – Dotyczą modyfikacji zadań i zamiany tężni na zagospodarowanie innego rodzaju – twierdzą w magistracie.
Mieszkańcom zalecają stosowanie się do regulaminów tężni.