To historia o niezwykłej woli walki i zaufaniu. Ten bieg zdarzeń może dotknąć każdą kobietę w ciąży

Chociaż dzisiaj pani Agnieszka, jej mąż Michał i mały Filip cieszą się sobą i z optymizmem patrzą w przyszłość, to wciąż mają za sobą widmo tygodni dramatycznej walki, która przerodziła się w długie miesiące niepewności i strachu.

Nie każda ciąża to piękne i kolorowe karty, które kończą się tak, jak w książkach. Jednak właśnie w tych najtrudniejszych historiach można znaleźć największą determinację, wolę walki, zachowanie trzeźwego myślenia, wsparcie i bezwzględne zaufanie. W takich kilku zdaniach można zamknąć to, co spotkało panią Agnieszkę, jej męża Michała i małego synka – Filipa. 

Szpital Ujastek
Szpital Ujastek
Krzysztof Kalinowski

To pierwsza ciąża bliźniacza w rodzinie

W rodzinie pani Agnieszki i jej męża Michała nie było dotychczas ciąży bliźniaczych. Dlatego informacja o tym, że pani Agnieszka nosi pod sercem dwoje dzieci była na początku szokiem, który następnie przerodził się w wielką radość.

Oczywiście mieliśmy obawy, jak sobie poradzimy z dwójką dzieci, jednak gdzieś z tyłu głowy zawsze marzyliśmy o dwójce, dlatego bardzo się ucieszyliśmy. Również ze względów praktycznych. Jednak muszę przyznać, że oswajanie z tą informacją zajęło nam prawie tydzień
Pani Agnieszka

Ta ciąża od początku była obarczona wysokim ryzykiem. Już we wczesnym etapie pojawiły się niejednoznaczne wyniki badań prenatalnych oraz 7-centymetrowa torbiel na jajniku. Mimo to, pani Agnieszka – kobieta spokojna, konsekwentna i niezwykle zdyscyplinowana – z pokorą przyjmowała każdy dzień ciąży takim, jaki był. Nie uciekała od rzeczywistości, ale robiła wszystko, by dać swoim dzieciom jak największą szansę - podkreśla zespół Szpitala położniczo-ginekologicznego Ujastek, pod którego opiekę trafiła kobieta.

Szpital Ujastek
Szpital Ujastek
Freepik.com

Wszystko stało się tak nagle

14 czerwca był dniem, kiedy wszystko się zmieniło. Był to 17. tydzień ciąży.

– To właśnie tego dnia odwiedziliśmy Szpital położniczo-ginekologiczny Ujastek, gdzie trwały dni otwarte. Był to zwyczajny dzień. Gdy jednak wróciliśmy do domu, zauważyłam u siebie dosyć nietypowe objawy, które jeszcze na początku tak bardzo mnie nie zmartwiły. Wieczorem sytuacja znacznie się pogorszyła – wspomina pani Agnieszka.

Zaniepokojone małżeństwo udało się do jednego z krakowskich szpitali, gdzie okazało się, że u pani Agnieszki doszło do rozwarcia szyjki macicy. 

– Tam dowiedzieliśmy się, że poród może się rozpocząć tak naprawdę w każdej chwili. Ze względu na to, że nasz lekarz prowadzący pracował w szpitalu na Ujastku, postanowiliśmy tam pojechać – relacjonuje kobieta.

U pani Agnieszki stwierdzono niewydolność szyjki macicy. – Lekarz, który mnie przyjął, starał się jak najbardziej mnie uspokoić. Tłumaczył, że w takiej sytuacji wiele kobiet zastanawia się, czy to ich wina, czy coś mogły zrobić, żeby do tego nie dopuścić. Wyjaśnił, że „nie”, że to pojawia się nagle i nikt nie jest w stanie tego przewidzieć - wspomina.

Kobieta na długi czas musiała pozostać w szpitalu. Jak po czasie ocenia personel lecznicy: – Była dla nas wzorem cierpliwości i wiary.

Rodzina - Szpital Ujastek
Rodzina - Szpital Ujastek
Archiwum prywatne

Wielkie wsparcie ze strony bliskich

– Nie wiedziałam, że to wszystko tak się potoczy. Nie spakowałam żadnych rzeczy. Gdy mój mąż pojechał do domu, żeby mi cokolwiek przywieźć, ja zagłębiłam się w przeszukiwanie informacji na ten temat w internecie. Mój niepokój rósł z minuty na minutę. To była straszna noc zarówno dla mnie, jak i dla Michała, który musiał zostać w domu – opowiada.

Kolejne dwa tygodnie kobieta spędziła w pozycji leżącej. – To było naprawdę bardzo trudne. Nie mogłam pójść do toalety, samodzielnie się wykąpać czy chociażby usiąść. Byłam w zupełności zależna od innych. Nauczyłam się nawet jeść lewą ręką. Bardzo dużo pomagał mi mój mąż, który był u mnie codziennie, a także moje przyjaciółki, które specjalnie zrobiły sobie kurs na opiekuna medycznego, by mogły mi pomóc się umyć – mówi nam Pani Agnieszka.

Najgorsze dopiero miało nadejść

Później przyszedł czas na USG. – Pani, która je robiła, znalazła jedno bijące serduszko. Następnie zaczęła szukać drugiego. Pojawiały się myśli, że po prostu drugi bliźniak trochę się schował, może źle ustawił. Niestety tak się nie stało. Pani doktor zadzwoniła po drugą lekarkę, która również potwierdziła, że serduszko drugiego dziecka nie bije – wspomina.

– Początkowo to do mnie nie docierało. Zapewne był to szok. Dopiero, gdy wróciłam na salę, zadzwoniłam do męża i wypowiedziałam te słowa na głos, to wtedy zorientowałam się, co się wydarzyło. Mój mąż powiedział mi wtedy, że musimy się teraz bardzo mocno skupić na drugim dziecku, że musimy zrobić wszystko, co tylko się da by ono przeżyło – dodaje Pani Agnieszka.

Małżeństwo z wielką determinacją postanowiło zawalczyć o życie drugiego dziecka. 

Rodzina - Szpital Ujastek
Rodzina - Szpital Ujastek
Archiwum prywatne

Walka o życie dziecka

Lekarze poinformowali wówczas parę o konieczności poronienia martwego płodu ze względu na zaawansowanie sytuacji położniczej. Pani Agnieszka bardzo się tego obawiała – przez całą ciążę była przygotowana na cesarskie cięcie, nie na poród naturalny. Dzięki czujności i doświadczeniu lekarzy procedurę przeprowadzono bezpiecznie.

– Te wszystkie wydarzenia nałożyły się na naszą rocznicę ślubu. Jeszcze nim to wszystko się stało, chcieliśmy ją świętować, cieszyć się sobą, planować przyszłość, ale w obliczu tych wydarzeń żadne świętowanie nie wchodziło w grę. Nasze myśli były zajęte zupełnie czymś innym – mówi.

Pani Agnieszka wspomina też, że czuła się wtedy bardzo dobrze zaopiekowana. – Wcześniej rzadko bywałam w szpitalu, jednak to był pierwszy raz, gdy lekarze tak dobrze umieli mi to wszystko wyjaśnić, zaprezentowali mi swój cały plan działania, a także wyjścia awaryjne, gdyby stało się coś nieoczekiwanego – mówi.

Kolejne kilka dni kobieta spędziła w łóżku. – Dokładnie w czwartek, w 19 tygodniu ciąży założono mi tzw. szew ratunkowy – okrężny, który miał zapewnić bezpieczeństwo mojemu dziecku. Kolejne tygodnie spędziłam w szpitalu, ponieważ lekarze chcieli cały czas monitorować sytuację. Często wspominali, że to bardzo nietypowy przypadek, że pierwszy raz się z czymś takim spotykają. Do tego wciąż towarzyszyła nam obawa, że może się urodzić wcześniak – opowiada.

Rodzina - Szpital Ujastek
Rodzina - Szpital Ujastek
Archiwum prywatne

Tak się jednak nie stało

Jak wspomina zespół szpitala, to, co wydarzyło się później, zdarza się niezwykle rzadkozarówno w praktyce, jak i w literaturze medycznej. Mowa o tzw. porodzie odroczonym, w którym po poronieniu jednego z bliźniąt udało się utrzymać ciążę przez kolejne 17 tygodni.

Dokładnie w 35. tygodniu ciąży – po miesiącach walki, wiary i współpracy – na świat przyszedł Filip. Urodził się naturalnie, bez konieczności cesarskiego cięcia.

Ta sytuacja była dużym zaskoczeniem

– Tak naprawdę nie byłam jeszcze gotowa na poród. Miałam kilka przygotowanych rzeczy, ale na pewno nie spodziewałam się, że wszystko się zacznie 16 października. Ta sytuacja zaskoczyła mnie dokładnie o godz. 6.55, niespakowaną i niegotową. Mój mąż również był w olbrzymim szoku. W mojej głowie był natłok myśli: trzeba się spakować, opanować swoje emocje i do tego uspokoić mojego męża, który zakodował w swojej głowie, że do porodu jeszcze dużo czasu – wspomina z uśmiechem pani Agnieszka.

O godz. 9.40 kobieta była już na sali porodowej. – To było tak dziwne uczucie, gdy nareszcie wzięłam moje dziecko na ręce. Niestety trwało tylko chwilę, ponieważ mały bardzo szybko tracił ciepło i musiał trafić do inkubatora. Na szczęście spędził tam zaledwie dobę. Nie miał problemów z oddychaniem, ani z ssaniem. 17 października był już z nami. Chociaż bardzo mocno chcieliśmy już wyjść do domu, to musieliśmy jeszcze spędzić w szpitalu tydzień – opowiada.

Noworodek
Noworodek
Archiwum prywatne

Z optymizmem patrzą w przyszłość

– Teraz, po tak długim czasie stresów i emocjonalnych przeżyć, nareszcie jesteśmy w domu – razem! Maluszek dużo śpi, chętnie je i o bardzo nietypowych godzinach w nocy lubi sobie pogaworzyć – podsumowuje pani Agnieszka.

– Nasza dzielna pacjentka spędziła w Szpitalu położniczo-ginekologicznym Ujastek łącznie 54 dni podczas trzech hospitalizacji. Była wzorem współpracy, spokoju i zaufania – dla całego zespołu inspiracją. Tata obecny, uważny, mądry w swoim wsparciu – pomagał jej przetrwać najtrudniejsze chwile, przypominając, że nawet w obliczu straty warto szukać światła tam, gdzie ono wciąż się tli – podkreśla zespół Szpitala położniczo-ginekologicznego Ujastek.