Tomasz Leśniak: Mówimy o dużych stratach budżetu miasta [ROZMOWA]
Miasto Wspólne ma w planie co tydzień informować o adresach kamienic, za które zostały w przeszłości zapłacone odszkodowania, a mimo wszystko nie są one własnością miasta bądź Skarbu Państwa, lecz osób prywatnych lub firm. O tym, czy te osoby mogą czuć się czemuś winne, rozmawiamy z Tomaszem Leśniakiem.
Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Uważa pan, że właściciele kamienic, za które w przeszłości były zapłacone odszkodowania, mieli wiedzę o tym fakcie?
Tomasz Leśniak, Miasto Wspólne: Każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie. Zdarza się, że mafia reprywatyzacyjna znajduje właścicieli lub spadkobierców, następnie w sądach przeprowadzane są postępowania spadkowe, a po ich zakończeniu mafia szybko odkupuje nieruchomości od spadkobierców po zaniżonej cenie i sprzedaje je kolejnym osobom. Możliwy jest jednak też inny scenariusz – w końcu sami spadkobiercy nie musieli wiedzieć, że np. ich ciocia dostała odszkodowanie za daną kamienicę.
Pierwsze listy związane z układami indemnizacyjnymi zaczęły trafiać do Polski ok. 1999 roku.
Nie znamy dokładnej daty, ale problem jest wciąż aktualny. Ministerstwo Finansów do tej pory nie opublikowało wykazów nieruchomości objętych układami indemnizacyjnymi z Francją, Austrią i Grecją, a podobno państwo francuskie już zniszczyło dokumenty dotyczące odszkodowań. Oznacza to, że kolejne kamienice mogą być dziedziczone i sprzedawane, choć powinny dziś należeć do gminy.
Jaki, według pana, był cel utajnienia tych układów indemnizacyjnych między PRL a innymi krajami?
Możliwe, że władze PRL obawiały się reakcji obywateli na informację o wypłacaniu odszkodowań obywatelom państw zachodnich. Dziś nie jest to jednak istotne. Ważniejsze jest ustalenie, jak to możliwe, że co najmniej 25 spłaconych w ramach układów indemnizacyjnych kamienic trafiło w ręce osób fizycznych i spółek. Wartość każdej z nich to minimum kilka milionów złotych. Mówimy więc o dużych stratach budżetu miasta.
Jako Miasto Wspólne pokazujecie obecnych właścicieli stawiając ich w nienajlepszym świetle. Chyba za duży akcent jest położony na tych ludzi, a przecież dopóki czegoś sąd nie orzeknie, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy zakupili nieruchomości w dobrej czy złej wierze.
Nie oceniamy legalności działań – to rola sądów. Upubliczniamy natomiast nazwiska, ponieważ mieszkańcy Krakowa mają prawo wiedzieć, kto korzysta na reprywatyzacji. Przez wiele lat panowała narracja, że reprywatyzacja jest sprawiedliwa - właściciele lub ich spadkobiercy po prostu odzyskują to, co im zabrano. Tymczasem zyski zgarnia często wąska grupa osób, które nie mają żadnych rodzinnych związków z przedwojennymi właścicielami. Najczęściej są to deweloperzy, prawnicy i notariusze. Zdarzają się też politycy. Np. senator Jarosław Lasecki.
Te kamienice kupowane w latach 90. były bardzo zaniedbane. Trzeba było mnóstwa pieniędzy, aby je doprowadzić do takiego stanu jak obecnie. Z tej perspektywy nie wygląda mi to na interes życia.
Nieruchomości to teraz najbardziej dochodowy interes. Szczególnie te reprywatyzowane, które najczęściej zlokalizowane są w centrum miasta. Tymczasem brak ustawy reprywatyzacyjnej sprawił, że Kraków stracił po 1989 roku co najmniej kilkaset kamienic. Również dlatego, że wielu polityków traktowało je jako obciążenie miejskiego budżetu.