Tomasz Sarara: Na mojej walce nie będzie ziewania!

– Między linami trzeba zostawić całe serce, bo tego oczekują ludzie kupujący bilety. Nie dopuszczę, żeby na mojej walce było ziewanie. Będzie pełna agresji i zaangażowania – mówi Tomasz Sarara. Z najlepszym polskim kickboxerem rozmawialiśmy głównie na temat jego występu na Battle of Warriors II. Zdradził nam też najbliższe plany, które mają umożliwić mu powrót do światowej czołówki.

Michał Szczepanik: Zacznę od gratulacji z okazji zdobycia mistrzostwa Polski w kickboxingu.

Tomasz Sarara: Dzięki. Nieskromnie powiem, że nie pamiętam, kiedy ostatnio przegrałem na tego typu imprezie, więc udało się ponownie (śmiech). Nikomu nic nie ujmując muszę jednak przyznać, że nie były to zbyt ciężkie walki. Czułem się bardzo pewnie i cieszę się, że spełniłem oczekiwania.

Mimo wszystko to chyba niezłe przetarcie przed występem na Battle of Warriors II?

Jasne. Dla każdego zawodnika, również dla mnie, mistrzostwo Polski znaczy bardzo wiele. Nie twierdzę, że potraktowałem mistrzostwa jak walki sparingowe. Był to test przed kolejnymi wydarzeniami, który udało się w pełni zaliczyć.

Czyli forma rośnie?

Tak, choć w ostatnich miesiącach miałem mniej czasu, by skupić się na własnych przygotowaniach. Tym nie mniej z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z dyspozycji.

Wyjaśnijmy od razu dlaczego tego czasu było mniej. Poza własnymi treningami prowadzisz też zajęcia w wiślackiej sekcji Trenuj Sporty Walki.

I nie ukrywam, że zajmuje mi to wiele czasu. Mam w tej chwili kilkanaście treningów tygodniowo. Jest to czasochłonne, bywa też męczące, ale nie narzekam i robię to bardzo chętnie. Realizuję się jako trener, a poza tym prowadzę zajęcia aktywnie, więc sam sporo się na nich ruszam.

Twoim piątkowym rywalem będzie Peter Balaz. Wielki facet ze Słowacji.

Z tego, co słyszałem waży co najmniej 115 kg i jest trochę wyższy ode mnie (197 cm – przyp. MS), więc rzeczywiście kawał chłopa. Bardzo lubię walczyć z takimi rywalami. Wprawdzie zawsze powtarzam, że jestem takim trochę naciąganym „ciężkim”, ważę teraz 100 kg, ale nie obawiam się. Wiem, jak sobie z takimi rywalami radzić. W ostatnich latach nabrałem ogromnej, naprawdę ogromnej pewności siebie. Nie powiem, że zupełnie się tą walką nie stresuję, bo na pewno takie uczucie się pojawi. Jednak dzięki wspomnianej pewności siebie potrafię sobie z presją lepiej poradzić, zachowuję zimną krew i to daje mi przewagę nad przeciwnikami.

Widziałeś jego walki? Jakie są jego mocne i słabe strony?

Moja filozofia jest taka, żeby przed wejściem do ringu nie skupiać się przesadnie na rywalu. Wolę skoncentrować się na własnym przygotowaniu. Wiem mniej więcej co to za zawodnik, jaki styl walki preferuje i to powinno mi wystarczyć. Na pewno będę od niego szybszy i lepiej przygotowany kondycyjnie, na te aspekty postawię.

W mediach zwyczajowo jesteś przedstawiany jako wychowanek i podopieczny legendy K1 Ernesto Hoosta. Po Twoim wyjeździe z Holandii rzeczywiście jakaś forma współpracy między wami nadal istnieje?

Cały czas utrzymujemy kontakt. Mogę nawet pochwalić się, że Ernesto za niecałe cztery tygodnie będzie gościem na moim weselu (śmiech). Dostaję propozycje walk od jego grupy Team Mr Perfect. Ostatnio jedna z nich przeszła mi koło nosa, bo nie otrzymałem wizy na wjazd do Stanów, ale 28 maja walczę w Rosji właśnie jako reprezentant teamu Hoosta. Oczywiście współpraca wygląda inaczej niż wtedy, gdy byłem na miejscu. Jak tylko znajduję wolne 2-3 tygodnie, to staram się tam latać na treningi. Po pierwsze po to, by pielęgnować tę współpracę i uczyć się czegoś nowego, a po drugie, bo zawsze chętnie odwiedzam Holandię. Mam do tego miejsca duży sentyment.

Z tego co mówisz wnioskuję, że występ na BoW II jest jednym z etapów przygotowania do kolejnych, jeszcze większych wydarzeń z Twoim udziałem.

Powiem tak: ta walka jest dla mnie bardzo ważna. Do każdej podchodzę w ten sam sposób, zawsze chcę wygrywać i w ogóle nie biorę pod uwagę innego scenariusza. Nie da się jednak ukryć, że BoW II nie zapewni mi wielkiej promocji. Gala odbije się większym echem na rynku ogólnopolskim, ale moje cele są jeszcze wyższe. Dlatego potrzebuję takich starć, jak chociażby to w Rosji, bo to one są gwarancją dużego rozgłosu.

Rozumiem, że po różnych kłopotach życiowych planujesz powrót do europejskiej i światowej czołówki K1?

Bardzo bym chciał. Trenuję odkąd skończyłem 11 lat. Kickboxing to całe moje życie, włożyłem w niego mnóstwo czasu i nie ukrywam, że również pieniędzy. Dlatego powrót na tę najwyższą półkę jest moim wielkim marzeniem, w dodatku popartym wcześniejszymi wynikami, tym co już osiągnąłem. Szukam każdej możliwej drogi, która otworzy mi drzwi do tego, by się realizować. Przez pewien okres była to właśnie Holandia, ale – jak wspomniałeś – problemy życiowe zmusiły mnie do powrotu do Polski. Zmieniła się więc droga, ale cel pozostaje ten sam.

W takim razie wróćmy jeszcze do BoW II, które będzie kolejnym kroczkiem na tym szlaku. Na których uczestników gali warto zwrócić szczególną uwagę?

Bardzo bym chciał, by powiodła się walka Norbertowi Cabie. Podobnie jak ja, jest trenerem w TSW, a poza tym bardzo dobrym zawodnikiem. To walka rewanżowa, na pierwszej gali było jakieś zamieszanie z decyzją sędziów, zostały niewyjaśnione sprawy. Życzę mu więc, żeby tym razem wygrał wyraźnie, a wiem, że jest świetnie przygotowany. Drugim takim zawodnikiem jest Salim Touahri, który powalczy w formule MMA. Dobry zawodnik, ze świetnymi papierami. Myślę, że pokaże się z dobrej strony.

Nie da się jednak ukryć, że kibice przyjdą przede wszystkim dla Ciebie, zwłaszcza że na pierwszej gali rozbudziłeś apetyty. Bezlitośnie obijałeś Michała Wlazło i sam słyszałem, jak wielu fanów wzdychało: „Szkoda, że nie było knock-outu”.

(śmiech) Chyba za bardzo tego knock-outu chciałem i dlatego nie wyszło. Trochę się podpaliłem, bo chciałem zrobić walkę pod publikę. I myślę, że mogła się podobać, mimo że nie posłałem rywala na deski. Zabrakło pewnie kilkunastu sekund. Być może tym razem się uda, choć oczywiście nie to jest głównym celem.

Kibice mogą być więc pewni, że w ringu znów zobaczą agresywnego i efektownego Tomka Sararę?

Jasne, uwielbiam takie walki! Sam sobie narzucam tempo, do którego musi dostosować się przeciwnik. Wiesz, wygrane są bardzo ważne, ale chodzi też o to, by być zawodnikiem, którego ludzie chcą oglądać, o którym się mówi. Trzeba zostawić między linami całe serce, bo tego oczekują ludzie kupując bilety. Nie można walczyć na wstecznym biegu. Nie dopuszczę, żeby na mojej walce było ziewanie. Będzie pełna agresji i zaangażowania.

 

***

Więcej na temat gali Battle of Warriors II i dystrybucji biletów możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.