Tragedia Wisły Kraków. Gol w doliczonym czasie zabrał punkt!
Wisła Kraków przegrała z Koroną Kielce 0:1 w meczu zamykającym 6. kolejkę Lotto Ekstraklasy. Rozstrzygający gol padł w doliczonym czasie gry, kiedy wydawało się, że obie ekipy pogodziły się już z bezbramkowym remisem.
Wydarzenie: O ogromnym pechu, a wręcz nieszczęściu mogą mówić piłkarze Wisły Kraków. Po słabej pierwszej połowie, ale obfitującej w akcje bramkowe drugiej, po 90 minutach gry na zegarze był bezbramkowy remis. Biała Gwiazda miała szansę przerwać pasmo porażek i przywieźć z Kielc niezwykle cenny punkt. Niestety jej marzenia przekreślił Jacek Kiełb, który w doliczonym czasie gry pokonał Michała Miśkiewicza i sprawił, że trzy punkty zostały w Kielcach. Wisła tym samym zanotowała już piątą z rzędu porażkę.
Bohater: Mateusz Zachara mógł strzelić gola dla Wisły i to nawet nie jednego, a przynajmniej dwa. Choć napastnik gości sporo pracował w ataku, to jeszcze lepszą robotę wykonał Maciej Gostomski. Trzeba przyznać, że piłka bardzo chętnie wpadała w objęcia bramkarza Korony i nawet po silnych strzałach krakowian nie sprawiała mu żadnych problemów. Pokonać Gostomskiego próbował nie tylko Zachara, ale też Patryk Małecki, Arkadiusz Głowacki, czy Krzysztof Mączyczyński. Na szczęście dla kielczan żadnemu się nie udało.
Rozczarowanie: Zawodnicy zamiast skupić się na grze, by precyzyjniej wymieniać podania i budować akcje ofensywne, to postawili na grę faul. W pierwszej połowie sędzia Bartosz Frankowski trzykrotnie sięgał do kieszeni, by pokazać zawodnikom żółty kartonik. W statystyce fauli w pierwszych 45 minutach gry górą była Korona - miała ich aż 10, a Wisła o połowę mniej. Co ciekawe, w takim samym odstępie czasu w statystyce celnych strzałów było 0:0.
Warto zwrócić uwagę: W pierwszej części spotkania Wisła dłużej utrzymywała się przy piłce, lecz to Korona stworzyła sobie lepsze sytuacje do strzelenia gola. W 17. minucie Marcin Cebula podawał do wychodzącego sam na sam Jacka Kiełba. Zawodnik Korony trafił jednak w bramkarza, choć nawet gdyby piłka znalazła się w siatce, sędzia trafienia by nie uznał. W ocenie arbitra liniowego Kiełb był na spalonym. Przechytrzyć Michała Miśkiewicza próbował chwilę później Serhij Pyłypczuk. Piłka po jego uderzeniu otarła się jeszcze o Richarda Guzmicsa i bramkarz Białej Gwiazdy nie miał żadnych problemów z jej złapaniem.
- Po zmianie stron Wisła zaczęła grać nieco lepiej. W 48. minucie zespołowi gości prowadzenie mógł zapewnić Arkadiusz Głowacki. Po uderzeniu głową obrońcy krakowian Maciej Gostomski musiał nieźle się wyciągnąć, by zmienić tor lotu piłki, zmierzającej prost do bramki. Niespełna dziesięć minut później umiejętności bramkarskie Gostomskiego chciał sprawdzić Patryk Małecki. Choć pomocnik Wisły uderzył bardzo mocno, to jednak piłka leciała w sam środek bramki, gdzie ze spokojem czekał na nią bramkarz Korony.
- Wisła próbowała, ale to Korona pierwsza trafiła do bramki. Tyle tylko, że sędzia trafienia Miguela Palanci nie uznał, gdyż wcześniej dotknął piłki któryś z graczy gospodarzy, będący na spalonym. To, co nie udało się po blisko godzinie gry, udało się w doliczonym czasie gry. Jacek Kiełb skarcił przyjezdnych za niewykorzystane sytuacje i tuż przed końcowym gwizdkiem zapewnił gospodarzom trzy punkty.
Korona Kielce - Wisła Kraków 1:0 (0:0)
Bramki: Kiełb (90+3.)
Korona: Gostomski – Gabovs, Dejmek, Diaw, Kallaste – Kiełb, Grzelak, Możdżeń, Cebula (57. Palanca), Pyłypczuk (73. Marković) – Sekulski (79. Zając).
Wisła: Miśkiewicz – Bartosz (38. Jović), Głowacki, Guzmics, Sadlok – Mączyński, Uryga, Boguski, Małecki – Zachara, Ondrasek (86. Brlek).
Żółte kartki: Dejmek, Cebula, Gabovs, Grzelak – Głowacki.
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń).