Trener Wisły: Nie widziałem jeszcze takiego meczu
Wisła Kraków po dwunastu meczach u siebie bez porażki przegrała na własnym obiekcie z Lechią Gdańsk 0:1. Krakowianie od 50. minuty musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce Tomasza Cywki.
Przy Reymonta nie było trzynastego meczu bez porażki. – To dla nas smutny mecz - przegraliśmy na własnym stadionie. Realizowaliśmy nasze założenia, ale wydarzyły się pewne rzeczy, na które nie mieliśmy wpływu – mówił po spotkaniu trener Wisły Kraków Kiko Ramirez. – Łukasz Załuska we wcześniejszych meczach radził sobie dobrze, dlatego za gola nie chcę go winić. Nie ma sensu oceniać postawy bramkarza. Na taki wynik złożyły się też inne sytuacje - niepodyktowany rzut karny, dwie żółte kartki dla Cywki i parę innych – wyliczał szkoleniowiec.
Trener na trybunach
Spotkanie przy Reymonta budziło sporo emocji. Sam trener Białej Gwiazdy zakończył mecz na trybunach. – Co będzie to będzie. Trzeba w takich meczach rozumieć trenerów, którzy przeżywają bardzo intensywne spotkania i reagują ekspresyjnie – tłumaczył opiekun Białej Gwiazdy. – Nie widziałem tu jeszcze takiego meczu. Uspokajałem Patryka Małeckiego, zdjąłem marynarkę i rzuciłem nią, za co zostałem wyrzucony z ławki. Sędzia nic mi nie powiedział, tylko odesłał mnie do szatni - dodał.
Czerwona kartka
Na początku drugiej połowy dwie żółte, a konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Tomasz Cywka. – Tomek to zawodnik, który w ciągu kilkunastu meczów nie obejrzał kartki, teraz w ciągu pięciu minut zyskał dwie. Trudno to zrozumieć. Nie zdarza się to często, ale taki jest futbol – skomentował krótko trener Ramirez.
Swoje napomnienia tłumaczył również sam zainteresowany. – Szczególnie ta druga sytuacja była niepotrzebna. To mój błąd, osłabiłem drużynę. Nie wiem, czy przez to przegraliśmy, ale szkoda, na pewno szkoda tej sytuacji – podkreślił w klubowych mediach Tomasz Cywka. – Teoretycznie po tej straconej bramce to my stworzyliśmy sobie więcej sytuacji – dodał.
Zero strzałów
W pierwszej połowie Wisła nie oddała żadnego strzału. – Lechia nie tyle nas zaskoczyła, co my w trochę złym stylu zaczęliśmy ten mecz. Cofnęliśmy się za bardzo i oddaliśmy inicjatywę. Goście wykreowali w pierwszej połowie jedną czystą sytuację, my niestety nic. Mogliśmy bardziej agresywnie ruszyć w drugiej połowie – mówił zawodnik.
Na dwadzieścia minut przed końcem meczu zakotłowało się w polu karnym Lechii. – Nie wiem, czy powinien być karny. Arbiter nam go nie przyznał i niestety nie udało nam się wyrównać – zakończył Cywka.