„Urszula Dudziak i Justyna Steczkowska dały mi wiele cennych wskazówek” [Rozmowa]

Większość kojarzy go zapewne z „The Voice of Poland” i „Bitwy na głosy”. Jednak ten etap Karol Dziedzic ma już dawno za sobą. Wokalista pracuje obecnie nad swoim debiutanckim albumem, którego zapowiedzią jest singiel „Wilki”. O artystycznej wolności i czy show-biznes naprawdę jest taki zły, opowiada w rozmowie z LoveKraków.pl.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: To nie twoje pierwsze kroki w show-biznesie. Czy twoim zdaniem talent obecnie wystarczy, czy trzeba dodatkowo robić show wokół twórczości?

Karol Dziedzic: Długo się nad tym zastanawiałem. Od najmłodszych lat myślałem, że talent wystarczy i będę mógł bazować na tym, co mam. Wypracuję piękny głos i technikę, a wszyscy będą mnie chcieli…

A kiedy zderzyłeś się z rzeczywistością?

Kiedy po raz pierwszy trafiłem do telewizji. Zrozumiałem przede wszystkim, że to ciężka praca, którą trzeba wykonać. Chodzi mi o tworzenie muzyki, poznawanie nowych ludzi i co najważniejsze – tworzenie własnego materiału autorskiego. To jest niezbędne, żeby zaistnieć na rynku. Ważne, żeby nie być tylko chłopakiem, który śpiewa covery, ale pokazywać siebie, a swoje „ja” przerzucać na muzykę.

Na pewno w starcie pomogły ci programy „Bitwa na głosy” i „The Voice of Poland”. Czy z perspektywy czasu sądzisz, że pomogły ci także w dalszej karierze czy nie?

Pamiętam pierwsze spotkanie  z telewizją, jakim była „Bitwa na głosy”. Marzyłem od zawsze, żeby gdzieś wystąpić. Wiedziałem, że sporo ludzi mnie zobaczy, a ja w końcu będę mógł robić to, co lubię. Od dziecka oglądałem programy muzyczne w telewizji, m.in. „Fabrykę gwiazd”. Wcześniej też oglądałem „Od przedszkola do Opola”, do którego zawsze chciałem pójść, ale rodzice mówili, że mi przejdzie. Ale byłem uparty i cały czas trzymałem się swoich zainteresowań. Trafiłem do „Bitwy na głosy”, za kulisy programu i ujrzałem te światła, poczułem tę atmosferę w studiu… Byłem szczęśliwy, bo wiedziałem, że chcę to robić! Uznałem, że to początek tego wszystkiego. Ale oczywiście tak nie było….Wówczas nie wiedziałem jeszcze, jak to wszystko działa, nie byłem otoczony ludźmi, którzy by mi podpowiedzieli, w jaką stronę iść.

Teraz już masz takich doradców?

Tak – oprócz  osób, które dają mi cenne wskazówki i mnie wspierają, nabyłem też doświadczenie, które było gromadzone przez lata metodą prób i błędów.

Wrócę jeszcze na moment do programów muzycznych. W „Bitwie na głosy” znalazłeś się w drużynie Urszuli Dudziak, a w „The Voice of Poland” wybrałeś Justynę Steczkowską. Czy faktycznie wyglądało to tak, że zajmowały się swoimi artystami, czy było to tworzone na potrzeby show?

Gdybym mógł powiedzieć prawdę... Urszula Dudziak była przekochaną i niesamowicie zdolną kobietą. Doskonale wiedziała, kto jest zdolny i dzięki temu dobierała osoby do swojej drużyny. Na pewno nauczyła mnie otwartości i jak pozbyć się stresu, bo wyjście na scenę początkowo nie było aż tak proste. W studiu, co prawda, nie było dużo ludzi, ale kiedy uświadomiłem sobie, jak liczne grono widzów to ogląda… To wtedy pomyślałem, że będzie ciężko. Urszula wprowadzała jednak spokój w naszej drużynie. Jeśli chodzi o Justynę Steczkowską, dała mi kilka cennych wskazówek, co powinienem robić, a czego nie, co zmienić w swoim głosie. Dotarły do mnie, ale nie zawsze je stosuję, bo jestem uparty, na co wpływa też mój znak zodiaku, czyli Byk. Lubię podążać swoją drogą, ale nie wiem, dokąd mnie to doprowadzi. Przez cały czas nas wspierała i pomogła otworzyć się na ludzi i pokazać własne wnętrze. Najcenniejsza w tym wszystkim jest szczerość.

Publiczność zawsze docenia szczerość na scenie.

To bardzo ważne. Co z tego, że można mieć świetną technikę, warsztat, jeśli w tym wszystkim nie ma prawdy i są to tylko nuty i dźwięki? Kiedy wychodzimy na scenę i mamy coś do powiedzenia, mamy bagaż doświadczeń i śpiewamy swój tekst, lub czyjegoś autorstwa, ale spójny z nami, to robi wrażenie. A ludzie doceniają szczerość.

Chodzi o to, żeby nie być takim produktem scenicznym?

Dokładnie. W dzisiejszych czasach większość młodych wokalistów stara się być produktem, by być na topie, bo jest nas naprawdę dużo, ale trzeba uważać, żeby nie ulegać wpływom innych ludzi i warto robić swoje.

Na polskiej scenie mamy sporo nowych wykonawców. A w jakiej przestrzeni muzycznej ty się odnajdujesz?

Początkowo myślałem, że będę rockmanem i będę tworzył muzykę rockową. Uwielbiałem Bryana Adamsa, Guns’n’Roses. Uwielbiałem głosy z takimi chrypami, takim piachem… We mnie muzyka rockowa dość długo grała, ale z czasem to się zmienia. Nie wiem, czy to kwestia dojrzewania do pewnych rzeczy i z tego młodego, szalonego wieku przechodzimy w dojrzalszy. Teraz wolę muzykę bardziej popową, która ma trafić do szerszego grona odbiorców. Oczywiście chciałbym pójść z tą nowoczesnością i troszkę podebrać tej muzyki elektronicznej, żeby to było na światowym poziomie.

Pracujesz nad swoim debiutanckim albumem. Zapowiada go singiel „Wilki”. Co cię zainspirowało do jego stworzenia?

Na pewno jedną z takich rzeczy było wiele zmian w moim życiu. Utwór nawołuje do zmian, a już same „auuu” opowiadało o wolności. Ona w końcu we mnie wybrzmiała i mogłem nareszcie pokazać siebie przez ten utwór. Żyję w gronie swoich przyjaciół, co słychać w utworze. Takie odniesienie pojawia się również w teledysku. Tak samo jak wilki żyją w watasze, my jako grupa przyjaciół jesteśmy przepełnieni takimi emocjami.

Na płycie będzie zatem dużo wolności i o tym jaki jesteś.

Po dość długim czasie mogłem się przekonać, czym jest wolność słowa i wolność muzyczna, czyli realizacja swoich projektów. W końcu się to udało, więc chciałem nadal przerzucać to na muzykę i pokazywać kim naprawdę jestem.

Jakich artystów cenisz teraz?

Na pewno na tej liście są James Arthur, ShawnMendes, James Bay, Matthew Koma. Wszyscy mają wrażliwość muzyczną na moim poziomie, dlatego na nich skupiałem się muzycznie. To przestrzenna muzyka, mająca dużo oddechu w sobie.

Gdzie chciałbyś być za dziesięć lat?

Na pewno skończyć już Krakowski Instytut Sztuki Wokalnej, ale mógłbym tam ciągle siedzieć (śmiech). Uwielbiam to miejsce, dzięki niemu się rozwijam. Na pewno chciałbym mieć na swoim koncie mnóstwo płyt, a nawet wydawać album każdego roku. Do tego rzesze fanów… Chciałbym jednak, żeby ludzie brali ze mnie przykład i bym był dla nich takim wzorem muzycznym - pokazywał, że życie można zmienić. Ale przede wszystkim marzę, żeby być szczęśliwy.