Urzędowy automat kontra rzeczywistość. Sąd po stronie bezrobotnego likwidatora
Aby móc się ubiegać o status osoby bezrobotnej i zarejestrować w urzędzie pracy, trzeba spełnić kilka wymogów. Oprócz, co oczywiste, braku zatrudnienia, należy przedstawić gotowość do podjęcia pełnowymiarowej pracy. I tu pojawiają się czasem problemy.
Kumulacja pecha?
Blisko 60-letni mężczyzna, ojciec czwórki dzieci, przez 10 lat prowadził firmę. Jak sam ujął, przez Brexit, Covid i Zielony Ład został zmuszony do postawienia jej w stan likwidacji. W międzyczasie znalazł zatrudnienie w międzynarodowej korporacji, jednak po roku spółka poinformowała go, że nie przedłuży z nim umowy.
Mężczyzna zgłosił się do krakowskiego urzędu pracy z wnioskiem o rejestrację i przyznanie zasiłku. Pod koniec maja 2025 roku otrzymał jednak decyzję odmowną. Przyczyną było „stwierdzenie braku gotowości do podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy z uwagi na pełnioną funkcję w spółce prawa handlowego”.
Chciał wrócić na rynek z nowymi umiejętnościami
Mężczyzna przekonywał, że ówczesne prawo nie wymieniało likwidatorów czy członków zarządu jako osób, które nie mogą być bezrobotne. Podkreślał, że kwestie formalne nie kolidują z jego dyspozycyjnością – czego dowodem był fakt, że wcześniej bez problemu łączył funkcję likwidatora z pracą na pełen etat. Wyjaśnił również, że proces zamykania firmy jest na końcowym etapie i nie wymaga już od niego niemal żadnego zaangażowania.
W uzasadnieniu skargi do sądu administracyjnego stwierdził, że z uwagi na wiek boi się wykluczenia zawodowego. Nie krył, że jego celem było skorzystanie z urzędowych szkoleń, by wrócić na rynek pracy z nowymi kompetencjami – celował w sektor IT.
„Przesadny formalizm”
Sąd stanął po stronie mężczyzny, zauważając, że prawo obowiązujące do końca maja 2025 roku nie wskazywało wprost likwidatora spółki jako osoby, której nie przysługuje status bezrobotnego (nowe, surowsze przepisy weszły w życie 1 czerwca).
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie ocenił, że sprawa jest o tyle wyjątkowa, iż w momencie rejestracji w urzędzie likwidacja spółki była już właściwie zakończona.
Choć skarżący formalnie nie zawiesił działalności firmy, sąd uznał, że odmawianie mu statusu bezrobotnego tylko z tego powodu byłoby przesadnym formalizmem. Urzędy błędnie założyły, że samo bycie likwidatorem – bez względu na etap prac – automatycznie przekreśla szansę na pomoc państwa.
WSA nakazał urzędnikom ponowne rozpatrzenie wniosku. Muszą oni teraz ustalić, na jakim etapie znajdowała się likwidacja firmy w dniu, gdy jej właściciel zgłosił się do urzędu. Kluczowym dowodem ma być m.in. data zamknięcia firmowego rachunku bankowego. To ona pozwoli ostatecznie potwierdzić, czy mężczyzna faktycznie spełniał warunki do otrzymania statusu bezrobotnego. Wyrok jest nieprawomocny.