W Czyżynach czeka nas komunikacyjny paraliż [Rozmowa]

Z Jerzym Woźniakiewiczem, Członkiem Zarządu Dzielnicy XIV Czyżyny, rozmawiamy o sporze wokół wycinki drzew, ogromnym osiedlu przy dawnym pasie startowym i nowym otwarciu w podejściu do zieleni w mieście.

Jakub Drath, LoveKraków.pl: Od kilku miesięcy angażuje się Pan w ratowanie 51 drzew przy osiedlu Avia. Deweloper jednak nie zamierza ustąpić. Jest sens walczyć?

Jerzy Woźniakiewicz, Członek Zarządu Dzielnicy XIV Czyżyny: To było dla nas oczywiste, że ta walka nie skończy się na orzeczeniu Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Niestety, w grę wchodzą duże pieniądze i zdajemy sobie sprawę, że deweloper będzie walczył o to, by z ziemi, którą ma w Czyżynach, wycisnąć jak największe zyski. A te drzewa w tym po prostu przeszkadzają. Mamy nadzieję, że jeśli pierwsza i druga instancja przyjęły takie samo stanowisko, to również sąd podzieli te argumenty.

Czy pozostawienie tych drzew oznacza automatycznie zablokowanie planowanej przez Budimex inwestycji?

Tak. Deweloper posiada tam zezwolenie na budowę, ale dopóki nie uzyska zgody na usunięcie drzew, pozwolenie jest niewykonalne. Miejmy tylko nadzieję, że nie stanie się tak, że one z niewiadomych przyczyn nagle uschną.

Pojawiają się jednak głosy, że może warto było pozwolić i mieć dzięki temu zagospodarowane skwery.

Myślę, że niektórzy mieszkańcy nie do końca nadążyli za grą, która miała na celu zdezorientowanie społeczności lokalnej. Chodziło o to, że deweloper przedstawiając propozycje zagospodarowania skwerów, równocześnie stronie społecznej podsuwał do podpisania deklarację, z której wynikało, że przyjmujemy do wiadomości ofertę Budimexu. Te deklaracje mogłyby później zostać wykorzystane w różny sposób, a zresztą my jako mieszkańcy osiedla, nie jesteśmy w tym sporze stroną, bo stroną jest miasto. Nie byliśmy więc uprawnieni do jakichkolwiek targów z deweloperem. Po drugie, ta oferta była śmieszna: deweloper mówił o dwóch parkach, a chodziło o dwa skwery, które nie leżą na jego terenie. Jeżeli chciał wyjść z ofertą w stronę mieszkańców, to mógł to zaproponować na swoim terenie. Na zaprojektowanie jednego z tych skwerów dzielnica już zarezerwowała 7 tysięcy złotych i myślę, że wspólnie z Zarządem Zieleni Miejskiej będziemy w stanie wykonać ten skwer sami. Deweloper i tak wyciął już mnóstwo drzew i ma obowiązek wykonania nasadzeń zastępczych, więc powstanie takiego skweru byłby dla niego tylko udogodnieniem.

Ale niezależnie od tego, czy te budynki powstaną, to tylko część problemu powstającego osiedla. Czego się Pan spodziewa po oddaniu do użytku całego kompleksu?

Kwestia drzew tylko przelała czarę goryczy mieszkańców. Kiedy spotkali się z bezpośrednią groźbą, że stracą ostatnie drzewa na tym terenie, powiedzieli „dość” i sami bardzo aktywnie zaangażowali się w ten protest. W przyszłości możemy się tam spodziewać całego szeregu problemów komunikacyjnych. Nie ma tutaj dobrego wyjazdu, oprócz ulicy Włodarczyka (przez osiedle Dywizjonu 303) i łączącej się z ul. Kłosowskiego ul. Orlińskiego.

Tam już teraz tworzą się korki.

Należy się spodziewać paraliżu komunikacyjnego, który niestety dotknie również dotychczasowych mieszkańców Czyżyn. Jeśli ktoś buduje osiedla bez odpowiednich dróg, a ten problem dotyczy tylko nowych mieszkańców, którzy kupują mieszkania z pełną świadomością, to jest jego sprawa jego i jego klientów. Ale jeśli te drogi są połączone z dotychczasowym systemem komunikacyjnym, to już rzutuje na sytuację w całych Czyżynach. Druga sprawa to miejsca parkingowe. Został tam przyjęty bardzo niski współczynnik 0,6 miejsca na jedno mieszkanie. Już w trakcie budowy, kiedy przyjeżdżają tylko robotnicy, na okolicznych ulicach jest ogromny problem z parkowaniem. Do tego dochodzi grodzenie osiedla - powstawanie takich osiedli powoduje samo w sobie głębokie podziały społeczne. Już teraz dzieci przechodząc obok ogrodzonego placu zabaw pytają, dlaczego nie mają do niego dostępu.

Jako dzielnica opiniują Państwo wiele inwestycji. Które części Czyżyn budzą największe zainteresowanie inwestorów?

W Czyżynach pozostało już niewiele działek pod zabudowę. W tej chwili takim gorącym tematem jest uratowanie dla zieleni tych działek, które są pomiędzy Parkiem Lotników Polskich a ulicą Lema.

Miasto przygotowuje tam plan miejscowy, ale sporo decyzji już wydano.

Miejmy nadzieję, że poprzez odpowiednie zapisy planu, a potem wykupienie tych terenów będzie można powiększyć park. Położenie przy Tauron Arenie jest bardzo korzystne dla inwestycji komercyjnych, więc te działki na pewno są łakomym kąskiem dla inwestorów. Ale myślę, że dzięki planowi wiele z nich można jeszcze uratować. Żyjemy w czasach pewnego przełomu, jeśli chodzi o podejście do planowania przestrzennego. Wcześniej miasto odrzucało propozycje wykupu działek, mówiąc o tym, że decyduje się na to tylko przy inwestycjach strategicznych. Teraz to się zmienia.

Myśli Pan, że na fali tej zmiany myślenia możliwe są również zmiany w istniejących parkach? Park Lotników Polskich wymaga wielu inwestycji.

Kluczem są tutaj pieniądze. Oceniam, że bardzo dużym wydarzeniem było powołanie Zarządu Zieleni Miejskiej, który jest według mnie jednostką bardzo profesjonalną, ale też na razie nieskażoną biurokracją. To są osoby, które starają się myśleć inaczej niż te, które od lat funkcjonują w obiegu urzędowym. Mają otwarte umysły i czują potrzebę poprawy jakości zieleni w mieście. I dzięki temu, że jest to osobna jednostka, interesy zieleni nie muszą się ścierać z interesami np. komórek odpowiedzialnych za sieć dróg.

Obserwował Pan to na Rajskiej, przy okazji nasadzeń wzdłuż biblioteki?

To prawda. Bardzo dobrze się nam współpracowało i współpracuje. Trzymam kciuki, żeby się udało w podobny sposób uporządkować także drugą część ulicy.