W Krakowie nie tylko ekstraklasa. "Pozostaje lekki niedosyt" [Rozmowa]

Przed sezonem 2015/16 grono krakowskich trzecioligowców powiększyło się. Wszystko za sprawą awansu rezerw Cracovii, które wygrały rozgrywki IV ligi i rozpoczęły zmagania szczebel wyżej. Jak rundę jesienną w wykonaniu beniaminka podsumowuje trener rezerw Pasów, Piotr Górecki?

Adam Delimat, LoveKraków.pl: Jest Pan zadowolony z rundy jesiennej w wykonaniu swojej drużyny?

Piotr Górecki, trener Cracovii II: Na pewno pozostaje delikatny niedosyt, bo punktów mogliśmy mieć troszkę więcej. W meczach, które przegrywaliśmy nie graliśmy źle, brakowało wykończenia i szczęścia. Największy problem mamy ze straconymi bramkami. Zbyt często zdarza nam się to po błędach indywidualnych, szczególnie po stałych fragmentach. Jeśli chodzi o ligę pozostaje więc niedosyt, ale myślę, że mimo wszystko możemy być zadowoleni. Cracovia to beniaminek, w drużynie grają głównie młodzi chłopcy. Gdyby nie reorganizacja, bylibyśmy w środku tabeli, a różnice punktowe są naprawdę niewielkie. Jak na pierwszą rundę w trzeciej lidze - wynik jest bardzo dobry.

Dla młodych chłopaków przeskok z IV do III ligi jest bardzo duży?

Zdecydowanie tak. Przeskok jest ogromny nie tylko dla młodych chłopaków, ale i dla seniorów. Trzecia liga to zupełnie inne granie, tu grają piłkarze ograni i doświadczeni i widać to też na boisku. Niejednokrotnie kiedy do rezerw schodzą zawodnicy z pierwszej drużyny, wcale w trzeciej lidze nie gra im się łatwiej niż w ekstraklasie. Tu występują zarówno doświadczeni, jak i młodzi, którzy walczą, biegają i chcą się pokazać.

Trzecia liga to też weryfikacja dla chłopaków, którzy po raz pierwszy muszą się mierzyć z futbolem seniorskim.

To dla nich kolejne doświadczenie. Seniorska piłka zdecydowanie różni się od tej młodzieżowej i doskonale widać to w meczach. Praktycznie we wszystkich meczach, które przegrywaliśmy byliśmy co najmniej równorzędnym - jeśli nawet nie lepszym piłkarsko zespołem. Jedynie w meczu z Hutnikiem faktycznie było widać, że jesteśmy dla rywali tylko tłem. Resztę spotkań przegrywaliśmy brakiem doświadczenia i błędami indywidualnymi. Jeżeli chodzi o grę, można być zadowolonym i to jest budujące.

Punktem zwrotnym były dwa mecze derbowe. Najpierw wysokie zwycięstwo nad Wisłą, a później lanie od Hutnika.

Zgadza się, po meczu z Hutnikiem wpadliśmy w mały dołek, ale wiemy czym to było spowodowane. Złożył się na to szereg czynników, my zdajemy sobie sprawę gdzie tkwiła przyczyna i wyciągnęliśmy z tego wnioski. Mamy nadzieję, że taki mecz, jak ten z Hutnikiem już nam się nie powtórzy.

Jak traktuje Pan zejścia piłkarzy z pierwszej drużyny? Z jednej strony to wzmocnienia składu, z drugiej - ci zawodnicy nie trenują z wami i na boisku nie łapią takiego kontaktu.

Rezerwy to specyficzna drużyna do prowadzenia, w której praktycznie każdy mecz gramy w innym zestawieniu. My gramy tą samą taktyką, co pierwszy zespół, natomiast rzeczywiście nie jest to łatwe. Co tydzień gra się w innej konfiguracji, często bywa tak, że zawodników dostajemy na ostatni trening przed meczem, albo nie trenują z nami wcale. Każdy zdawał sobie z tego sprawę, ja sam wiedziałem, że tak wygląda praca w rezerwach. Również zawodnicy są tego świadomi, wiedzą, że drużyna rezerw jest po to, żeby grali tam też zawodnicy odbudowujący się po kontuzjach lub kończący mikrocykl tygodniowy. Zdawaliśmy sobie z tego sprawę jeszcze przed rundą.

Do końca nie było wiadomo ile ta runda potrwa. Jest Pan zadowolony, że dwie wiosenne kolejki ostatecznie zostały odwołane?

Oczywiście, jeżeli trzeba byłoby grać, tobyśmy grali, ale mamy spory kłopot jeśli chodzi o boiska treningowe. Murawa nie wygląda teraz najlepiej, pogoda też jest złudna. Wydaje się, że jest ciepło, ale powietrze jest bardzo wilgotne, a boiska są grząskie i zabłocone. Odwołanie tych kolejek to bardzo dobre posunięcie - inaczej boiska byłyby po prostu zniszczone.