W niedzielę derby Małopolski. Będzie się działo

Po pełnej radości przerwie na mecze reprezentacji, teraz z zainteresowaniem będziemy patrzeć na spotkania krakowskich drużyn, które w 12. kolejce ekstraklasy zagrają w niedzielę. Na pierwszy ogień pójdzie Wisła, która o 15:30 podejmie ekipę Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. Czym będzie niedzielny mecz na stadionie przy Reymonta?

- Spotkaniem sąsiadów z tabeli

Choć przed sezonem mało kto mógłby się takiego wariantu spodziewać, po 11. kolejkach to sensacyjny beniaminek sytuuje się w tabeli nad 13-krotnym mistrzem Polski. Początek nie był dla Termaliki łatwy, jednak po kilku wpadkach nadeszła lepsza seria meczów, wśród których na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim zwycięstwo z mistrzem, Lechem Poznań. Na chwilę obecną ekipa z Niecieczy ma na swoim koncie 15 punktów i, z jednym oczkiem przewagi nad Wisłą, plasuje się w tabeli na szóstym miejscu.

- Sentymentalną podróżą Kazimierza Moskala

Tak się stało, że w krótkim okresie w życiu Kazimierza Moskala, który nie był związany z Wisłą, na chwilę priorytetem stała się właśnie Termalika. Trzy lata temu, kiedy po przygodzie w fazie pucharowej Ligi Europy Moskal pożegnał się na jakiś czas z Białą Gwiazdą, jasne było, że legenda Wisły postara się znaleźć zatrudnienie w roli trenera gdzieś indziej. Trafiło akurat na pierwszoligową Termalikę, która, na przekór przeciwnościom, mierzyła bardzo wysoko - w awans do ekstraklasy. I być może stałoby się to wcześniej, gdyby nie ogromny pech zespołu z Niecieczy prowadzonego właśnie przez Moskala.

W sezonie 2012/13 losy awansu do ekstraklasy ważyły się do samego końca. Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek w walce o awans pozostawały cztery drużyny, jednak główny faworyt był jeden - Termalica nad resztą stawki miała co najmniej trzy punkty przewagi. Ostatnie kolejki ułożyły się jednak fatalnie - najpierw Niecieczanie przegrali z bezpośrednim konkurentem, Zawiszą, a później zremisowali z Olimpią Grudziądz tracąc bramkę za sprawą trafienia… golkipera gości w ostatniej sekundzie meczu. Mimo to Termalika przed ostatnią kolejką miała nad Cracovią dwa punkty przewagi. Przewagi, którą zniweczyła, przegrywając aż 1:4 z Flotą Świnoujście i jednocześnie żegnając się ze swoim trenerem, Kazimierzem Moskalem.

– Od tamtego okresu minęło już trochę czasu. Zespół Termaliki zmienił się kadrowo w dużym stopniu – wspomina Kazimierz Moskal. Jednocześnie szkoleniowiec Białej Gwiazdy podkreśla, że w niedzielę jego zespół interesuje tylko komplet punktów: – Przerwa na kadrę była dla nas wyjątkowo długa, bo jesteśmy żądni rewanżu. Z Piastem nie udało nam się choćby zremisować, ale tym razem zrobimy wszystko, by wygrać.

- Starciem metropolii z wioską

Gdyby o wyniku decydować miała ilość mieszkańców Niecieczy i Krakowa, Wisła pobiłaby historyczny rekord zwycięstwa. Kraków liczy bowiem ponad tysiąc razy więcej mieszkańców niż, położona również w województwie małopolskim, maleńka Nieciecza. W zestawieniu z 750 mieszkańcami Niecieczy spośród drużyn ekstraklasy lepiej w tym aspekcie wypada tylko Legia, która przecież nie tak dawno… zremisowała z Termaliką na własnym stadionie. Podopieczni Piotra Mandrysza niejednokrotnie w tym sezonie udowodnili już jednak, że rozmiar nie ma znaczenia i do Krakowa przyjadą z tym samym nastawieniem.

- Powrotem „Baszcza” na Reymonta

„Baszczu z nami, kibicami” - tak jeszcze niedawno skandowali kibice na stadionie przy Reymonta. Marcin Baszczyński to bowiem jedna z największych legend Wisły i ulubieniec kibiców. W Krakowie popularny Baszczu spędził prawie dekadę, rezygnując swego czasu nawet z transferu do rosyjskiego Zenita Sankt Petersburg. Baszczyński w Wiśle spędził najpiękniejsze lata swojej kariery, co zwieńczone zostało również wzruszającym pożegnaniem. Kiedy w 2009 roku prawy obrońca kończył swoją przygodę z Białą Gwiazdą, postanowił w szczególny sposób pożegnać się z fanami. Przy akompaniamencie okrzyków zawartych w pierwszych słowach akapitu Baszczyński wyszedł na kibicowskie gniazdo i dziękował za lata wsparcia. Latem tego roku Baszczyński objął stanowisko dyrektora sportowego w klubie z Niecieczy, a niedzielny mecz przy Reymonta będzie dla niego szczególnym wydarzeniem.

Dla Baszczyńskiego nie będzie to jednak powrót po długich latach. Działacz Termaliki ostatni mecz w barwach Wisły Kraków rozegrał bowiem… tydzień temu, kiedy przy Reymonta w spotkaniu charytatywnym Wiślacy zmierzyli się z dawnymi legendami. Baszczyński wystąpił oczywiście po stronie legend, a mecz rozpoczął w wyjściowym składzie. Po końcowym gwizdku Baszczyński nie stronił od żartów: – Mam pretensje do kolegów z drużyny, bo chcieliśmy upolować któregoś z rywali, a wszyscy zeszli z boiska zdrowi – śmiał się Baszczu. Zupełnie poważnie dodał jednak, że mecz Gwiazdy dla Białej Gwiazdy pozwolił mu na nowo poczuć moc, jaką Wisła dysponowała kilkanaście lat temu i przywołać wspomnienia związane z zawodnikami i kibicami.

- Małymi derbami Małopolski

Małopolska wreszcie, po X latach przerwy doczekała się trzeciego przedstawiciela w ekstraklasie. Od lat poza Wisłą i Cracovią próżno było w niej szukać trzeciego przedstawiciela tego województwa, a ostatnim takim był… Hutnik Nowa Huta - prawie 20 lat temu. Termalica rokrocznie walczyła jednak o awans i wreszcie w sezonie 2014/15 dopięła swego. Za sprawą awansu drużyny z małej wsi pod Tarnowem, oprócz Wielkich Derbów pomiędzy Wisłą a Cracovią, w tym sezonie będziemy również świadkami derbów mniejszych, z udziałem Termaliki właśnie. Jedno takie spotkanie już za nami - we wrześniu ekipa Piotra Mandrysza po ekscytującym spotkaniu wygrała z Pasami 3:2.

- Pierwszym takim ligowym pojedynkiem w historii

Jak dotąd jeszcze nigdy na szczeblu ligowym czy pucharowym Biała Gwiazda nie mierzyła się z Termaliką. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że było to spowodowane przede wszystkim faktem, iż drużyna z Niecieczy od zawsze klasyfikowana była niżej niż potężna do niedawna Wisła. Obie drużyny spotkały się ze sobą wyłącznie raz - w meczu towarzyskim, w którym krakowska drużyna wygrała 3:1. Czy tamten mecz należy jednak traktować poważnie? Wydaje się, że niekoniecznie, skoro wszystkie bramki dla Wisły zdobył wówczas… Daniel Sikorski. Szybki rzut oka na tabelę każe stwierdzić, że w ostatnim czasie w polskiej piłce nastąpiło małe przewartościowanie i w niedzielne popołudnie nikt za darmo nie odda trzech punktów Wiśle.