Wielkanoc po krakowsku [cz. I]
Wiosna jest uznawana za czas odrodzenia życia. Właśnie na wspomnianą porę roku przypadają również Święta Wielkanocne. Zapraszamy w krótką podróż po krakowskich zwyczajach, o których opowiedziała nam Karolina Pachla-Wojciechowska z Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
Wiosenni kolędnicy, palmy wielkanocne, pisanki i zabawki z krakowskich odpustów Emaus i Rękawka? Wszystko to można zobaczyć w czterech ścianach Muzeum Etnograficznego w Krakowie na wystawie OD-NOWA. Pod nazwą kryje się tematyka związana z obrzędami wiosennymi. Nie zabrakło tu również akcentów krakowskich.
Na początek: o co chodzi z tą wiosną?
Koniec XIX i 1. poł. XX wieku obfitowały w dynamiczny rozwój naukowy. W związku z tym ludzie przejawiali coraz większe zainteresowanie ludowymi obrzędami, które były obecne w chrześcijańskich obrzędach związanych ze Świętami Wielkanocnymi.
- Wiosna jest czasem oczyszczania – opowiada Karolina Pachla-Wojciechowska z Muzeum Etnograficznego w Krakowie. – To taki newralgiczny moment, przede wszystkim poprzez doświadczenie słabości. Odczuwamy zatem potrzebę stworzenia nowej przestrzeni, czyli popularnych „wiosennych porządków”
Wielkanoc po krakowsku
Niemalże każdy region w Polsce posiada swoje tradycje związane z Wielkanocą. Wystarczy wymienić chociażby Niedzielę Kwietną oraz Poniedziałek Wielkanocny na Podhalu czy Żywiecczyźnie. W Krakowie na przestrzeni wieków również wykształciło się wiele ciekawych obrzędów, jednak musimy pamiętać, że zainteresowanie nimi przypada dopiero na wiek XIX. Obrzędy te były związane przede wszystkim z tradycją ludową. Festyn zwany Rękawką czy Emaus były jednymi z najważniejszych wydarzeń wśród mieszkańców Krakowa, na które udawali się całymi rodzinami i nabywali różnego rodzaju zabawki. Ale od początku.
Żegnaj zimo!
Jednym z najbardziej znanych wielkanocnych zwyczajów jest Siuda Baba. To usmolona kobieta, którą odgrywa mężczyzna. Wędruje po domostwach w towarzystwie kilku krakowiaków i Cygana i zbiera datki. Poszukuje również młodych dziewczyn, które zostają przez nią ubrudzone sadzą.
- Zwyczaj ten jest praktykowany w Poniedziałek Wielkanocny i zachował się jedynie w podkrakowskich wsiach – mówi Karolina Pachla-Wojciechowska. – Tradycja ta nawiązuje do słowiańskich obrzędów mających na celu pożegnanie zimy.
„Coście wy za jedni?”
Niedziela Palmowa wiązała się z działalnością wiosennych przebierańców zwanych pucherokami. Można ich było spotkać przede wszystkim w podkrakowskich Zielonkach. Charakterystycznymi elementami stroju była czapka ozdobiona papierowymi wstążkami oraz długi kij zakończony młotkiem.
- Nazwa ta wywodzi się od słowa łacińskiego puer, czyli chłopiec. Wskazuje zatem na źródła obyczaju, czyli występy żaków pod kościołami w Krakowie – mówi Karolina Pachla-Wojciechowska.
W Niedzielę Palmową pucheroki składali datki i skandowali fragmenty pieśni wielkopostnych, poezji sowizdrzalskiej z XVII i XVIII wieku oraz rozmowy katechetyczne.
Pisanki nie takie kolorowe
Wielkanoc większości z nas kojarzy się przede wszystkim z barwnymi pisankami. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, że niegdyś nie były one aż tak barwne jak teraz. Zazwyczaj występowały w jednym kolorze, który to uzyskiwano poprzez zastosowanie barwników naturalnych. Znajdowały się one na przykład w łupinach cebuli czy burakach ćwikłowych.
- Krakowskie pisanki były podarunkami, które wręczano rodzinie lub gościom – mówi Karolina Pachla-Wojciechowska. – Zwyczaj ten miał miejsce zarówno w tradycji ludowej, jak i wśród mieszczan.