Wielki powrót do Wisły stał się faktem
O tym mówiło się od kilku tygodni, a Chorwat oglądał nawet z loży VIP niedawny mecz Wisły Kraków z Arką Gdynia. We wtorek, w ostatnim dniu zimowego okna transferowego, klub z Reymonta wypożyczył do końca roku z Genoi Petara Brleka.
Choć w ekipie Joana Carrillo nie brakuje środkowych pomocników, to pierwsze wiosenne mecze pokazały, że Wiśle przyda się ofensywny środkowy pomocnik. Klub zdążył już zrobić miejsce dla Brleka, rozwiązując w ubiegłym tygodniu umowę z Hiszpanem Victorem Perezem, który przyszedł latem i miał go zastąpić. Doświadczony piłakrz zawiódł jednak na całej linii.
Zapracował na transfer
Brlek trafił pod Wawel dokładnie dwa lata temu, 27 lutego 2016 roku ze Slavena Belupo. Potrzebował dużo czasu, by grać na miarę talentu i oczekiwań kibiców, ale jak się rozpędził, był jednym z najlepszych obcokrajowców w ekstraklasie. W polskiej lidze rozegrał 43 mecze, zdobył dziesięć bramek i miał dwie asysty.
Latem zainteresowała się nim włoska Genoa. Obecny sezon Brlek zaczał jeszcze jako piłakrz Wisły, transfer do Serie A opiewający na ponad dwa miliony euro został ogłoszony 24 sierpnia ubiegłego roku. Chorwat nie wywalczył sobie jednak pewnego miejsca w składzie nowego klubu i zagrał tylko w pięciu spotkaniach. Po zimowych transferach Genoi stało się jasne, że 24-latek będzie miał jeszcze większe trudności z regularnymi występami.
Długie negocjacje
Włosi postanowili go wypożyczyć, ale Brlek mógł trafić tylko do Wisły. W tym sezonie grał już w oficjalnych meczach w dwóch klubach i zgodnie z przepisami nie mógłby reprezentować innej drużyny.
Rozmowy między klubami przeciągały się. Chodziło o warunki wypożyczenia Chorwata do Polski. Geno chciała zmniejszyć kwotę transferu, a Wisłę interesowało tylko darmowe wypożyczenie.
Brlek zagra przy Reymonta z numerem 21, w którym występował w czasie swojej pierwszej przygody z Białą Gwiazdą. Raczej nie znajdzie się w kadrze na środowe spotkania z Koroną Kielce, ale dość szybko powinien pojawić się na polskich boiskach. – Wraca do dyspozycji, pracował z zaufanymi ludźmi i fizjoterapeutami – mówi trener Carrillo.