Wielki znak zapytania po referendum. Kraków miał otrzymać kilkadziesiąt mln zł
Tak blisko
W tej kwestii niemal wszystko było już ustalone. Polski Związek Alpinizmu przygotował koncepcję, uczelnia zgodziła się przekazać grunt pod inwestycję, a finansowanie miały zapewnić miasto Kraków i Ministerstwo Sportu i Turystyki.
Samorząd nie miał jeszcze zabezpieczonych pieniędzy, a mówi się o wydatku rzędu 30 mln zł. Drugą część miała pokryć dotacja z rządu. Łączny koszt inwestycji jest szacowany na 50-60 mln zł.
Były nawet plany wizyty ministra sportu Jakuba Rutnickiego w Krakowie przed referendum zorganizowanym 24 maja i poinformowaniu o przygotowaniach do budowy wraz z gwarancją dofinansowania.
Plan schowany do szuflady?
Koniec końców Rutnicki pod Wawel nie dojechał, a mieszkańcy, którzy poszli do urn, w referendum zdecydowali o odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Pełniący jego obowiązki do wyłonienia w wyborach nowego włodarza miasta Stanisław Kracik zdecydował m.in., że w zaproponowanej formule nie będzie realizowany tor motocyklowo-samochodowy. Inwestycję wyciągnięto z szuflady na tygodnie przed referendum.
Czy to samo czeka centrum przygotowań olimpijskich, o które zabiegało środowisko wspinaczkowe, na czele z mistrzynią olimpijską Aleksandrą Mirosław? Do wyboru nowego prezydenta nikt w mieście raczej nie będzie deklarował gotowości realizacji dużego projektu. A wybory mogą zmienić jeszcze więcej.
Wyczynowcy potrzebują warunków
O centrum pytamy jednego z gorących orędowników, wiceprezesa Polskiego Związku Alpinizmu Miłosza Jodłowskiego, profesora krakowskiej AKF.
– Jest bardzo potrzebne. Nie tylko my jako związek, ale wspinaczka jako dyscyplina, nie przeskoczymy pewnego progu bez porządnego centrum przygotowań na światowym poziomie. Relatywnie to cały czas jest tania dyscyplina i jesteśmy w stanie postawić tory w kilku miejscach. Natomiast specjalistycznej infrastruktury wymaga wspinaczka na trudność i bouldering – mówi Miłosz Jodłowski.
W Polsce większość ścianek jest zarządzana przez komercyjne podmioty i praktycznie nie da się zapewnić zawodnikom regularnych treningów. – Przygotowanie ścianek komercyjnych na cele wyczynowe to dwa-trzy dni pracy. Obiekt trzeba zamknąć i właściciele na to nie pójdą – komentuje wiceprezes PZA.
Być jak Innsbruck
Krakowskie centrum wspinaczkowe miało być odpowiedzią na zapotrzebowanie wyczynowych sportowców, reprezentantów Polski, i amatorów wspinania. Obiekty są oblegane zwłaszcza zimą, gdy nie można korzystać ze skałek. Przedstawiciele miasta informowali, że w Krakowie wspina się nawet 50 tys. osób.
Marzeniem polskiego środowiska jest budowa ośrodka na wzór Climbing City Innsbruck z Austrii. – Teraz jeździ tam cała Europa. Gdyby udało się doprowadzić do powstania centrum w Krakowie, pewnie chętnie przyjeżdżałyby kadry Słowacji, Ukrainy, Łotwy – wymienia Jodłowski.