Więzy niemalże rodzinne miały zdecydować o trzymilionowym spadku
Przed krakowskim sądem rozpoczął się proces czterech oskarżonych o próbę wyłudzenia kamienicy i składanie fałszywych zeznań. Trzech członków rodziny P. i Mirosław Cz. zlożyli wyjaśnienia. Nie przyznają się do winy i twierdzą, że według nich zmarła właścicielka nieruchomości właśnie Cz. (dozorcy) zostawiła w spadku budynek.
Prokuratura oskarżyła Stanisława P, jego żonę Zofię i córkę Monikę oraz dozorcę budynku Mirosława Cz. o to, że w porozumieniu usiłowali doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na szkodę gminy – kamienicą przy ul. Krowoderskiej 47. Dodatkowo wprowadzili w błąd sąd i złożyli fałszywe zeznania.
Stanisław P. podczas składania wyjaśnień podkreślił, że nie jest karany, a teraz jest bezpodstawnie oskarżony. Przypomniał, że sprawa spadku toczyła się siedem lat i prokuratura nie znalazła powodu, aby wystąpić z oskarżeniem. Dopiero w na wniosek miasta w 2017 roku śledczy zajęli się sprawą i sformułowali akt oskarżenia. – Prezydent nie ma żadnej wiedzy na temat spadku. To wszystko powtórzenie pomówień i spekulacji – przekonywał P.
Szczegółowo też opowiedział o swojej znajomości z właścicielką kamienicy, Krystyną M. A wszystko zaczęło się w 1999 roku, kiedy to kobieta szukała kogoś, kto zajmie się jej nieruchomością. Od tego roku mężczyzna miał umowę oraz notarialne pełnomocnictwo. Oprócz tego, jak powiedział, zajmował się sprawami wykraczającymi poza ramy umowy, którą zawarli. M.in. 2,5 roku przed śmiercią kobiety zlecił na jej prośbę wycenę kamienicy, jej majątku w mieszkaniu oraz załatwiał sprawy związane z miejscem na cmentarzu. Stanisław P. stwierdził, że planowała już wtedy przekazanie nieruchomości Cz. Mężczyzna powiedział, że Krystyna M. miała dobre stosunki z jego córką, ponieważ kobiety dzieliły wspólne zainteresowania.
„Szukaj testamentu”
1 czerwca 2017 roku właścicielka kamienicy źle się poczuła. Poprosiła żonę dozorcy, aby ta poszła po rodzinę P. (nie całą). W jej pokoju stawili się Stanisław P. z żoną i córką. Krystyna M. miała powiedzieć, że to chyba jej ostatnie dni i chce sporządzić testament. Zapytała, czy P. chcą być świadkami. Stanisław P. zanotował jej ostatnią wolę w kalendarzu i przeczytał. Z treścią tą zgodziła się umierająca.
Pięć dni później M. zmarła w szpitalu. Rodzina P. wraz z innymi lokatorami, rodziną K., udali się do mieszkania zmarłej. Jedni w celu szukania testamentu, a Stanisław K. aby zdobyć wycinek potwierdzający pobranie emerytury, bo jak stwierdził, było mu to potrzebne do spraw związanych z pogrzebem. Rodzina K. miała przez pewien czas przeszukiwać mieszkanie w celu znalezienia testamentu. Stanisław P. powiedział, że to bezcelowe i że on wie, kim jest spadkobierca.
Razem spędzali święta
Mirosław Cz. dozorcą został 1 listopada 1998 roku. W swoich wyjaśnieniach przekonywał, że z biegiem czasu między jego rodziną a Krystyną M. zaczęły pojawiać się niemalże rodzinne więzi. Kobieta miała bardzo lubić jego dzieci, często przebywać zwłaszcza z 8-letnią córką Cz. – Uczyli się razem języka francuskiego, bo M. go znała – powiedział.
Co niedzielę, według Cz., jedli razem obiady. Kobieta miała pamiętać o urodzinach i imieninach rodziny, dawać im prezenty. Cz. odwzajemniali uprzejmości. Spędzali też razem każde święta i wspólnie przygotowywali posiłki w mieszkaniu kobiety. Mirosław Cz. stwierdził też, że razem z żoną chodził na spacery z M. W schyłkowym okresie życia kobiety Cz. opiekowali się nią. Całość ma przekonać sąd, że oskarżenia o oszustwo są bezpodstawne, a spadek, który przypadł dozorcy mieszkającemu na 11 mkw. w tejże kamienicy, również jest prawdą.
Postępowanie będzie kontynuowane.