Wisła Kraków nie obroniła tytułu i nie przeszła do historii
W 2022 roku w Krakowie Biała Gwiazda uległa Etimesgut Ankara z Turcji 2:5. 12 miesięcy później w Hiszpanii okazała się gorsza od innego klubu znad Bosforu - przegrała 2:3 z Sahinbey Belediyespor. 2024 przyniósł upragniony tryumf i na włoskiej ziemi drużyna pokonała 2:1 CD Flamencos z Hiszpanii. W miniony weekend mistrzom Polski nie udało się obronić trofeum. Odebrali im go piłkarze gospodarzy - tureckiego zespołu Alves Kablo, którzy zwyciężyli 6:1. Tym samym wiślakom nie udało się zostać pierwszym zespołem w historii, który wygrał Ligę Mistrzów dwa razy z rzędu.
Do finału bez straty gola!
Wisła bardzo dobrze rozpoczęła turniej w Ankarze. Nasi ampfutboliści jak burza dotarli do finału, a przez fazę grupową i półfinał przebrnęli z kompletem zwycięstw i bilansem bramkowym 21:0. Finałowym rywalom również jednak nie brakowało determinacji, bo chcieli odzyskać trofeum dla Turcji. Kluby z tego kraju wygrywały wszystkie edycje Ligi Mistrzów od momentu jej powstania w 2019 roku, aż do ubiegłego sezonu, gdy najlepsza okazała się polska drużyna.
Docenią srebro
W drugiej połowie honorowego gola dla krakowian strzelił Kamil Grygiel. Alves Kablo udowodnił, że przydomek „Galacticos”, nawiązujący do Realu Madryt, nie jest przypadkowy. – Mnie i całemu zespołowi jest teraz smutno, bo wyszliśmy na boisko z marzeniami o zwycięstwie, wyszliśmy, aby walczyć o zwycięstwo. Nie udało się pokonać faworyzowanego rywala, więc teraz jest nam przykro… Musimy przetrawić tę porażkę – mówi Przemysław Świercz, kapitan Białej Gwiazdy.
– Srebrny medal ma dla nas bardzo gorzki smak, bo chcieliśmy złota. Musimy więc oswoić się z porażką, a potem podnieść głowy, bo naprawdę w meczu z Turkami walczyliśmy, nie przeszliśmy obok niego. Przeanalizujemy to spotkanie, aby naprawić popełnione w nim błędy – dodaje Tomasz Góralik, trener Wisły.
Była to pierwsza porażka Wisły od października 2023 roku, uwzględniając mecze w polskiej lidze i europejskich pucharach. – Czwarty z rzędu finał Ligi Mistrzów to ogromny sukces i tak trzeba na to patrzeć. Wiele drużyn w Europie depcze nam po piętach, bo ampfutbol szybko się rozwija, a my i tak co roku gramy w finale. Na razie jesteśmy rozczarowani, ale ostatecznie będziemy mogli być dumni z drugiego miejsca – tłumaczy Góralik.