Wisła minimalnie lepsza od Widzewa. "Jaki wojewoda - taki mecz"
Błąd Dino Gavrica, zamieniony na gola przez Patryka Małeckiego zadecydował o zwycięstwie Wisły Kraków nad Widzewem Łódź. Po czterech kolejnych ligowych meczach bez zwycięstwa, Biała Gwiazda wreszcie dopisała sobie komplet punktów, dający nadzieję na powrót do górnej połowy tabeli.
"Jaki wojewoda - taki mecz" - to hasło skandowane w drugiej połowie przez grupkę kibiców, najlepiej oddaje atmosferę i futbolową jakość dzisiejszego widowiska. Od strony piłkarskiej było ono odzwierciedleniem obecnej sytuacji obu klubów. I wypadkową ich pozycji w tabeli (przed tą kolejką Widzew i Wisła sąsiadowały ze sobą na pozycjach 11 i 12).
Za fatalną atmosferę odpowiada zaś wspomniany wojewoda Małopolski Jerzy Miller, który niezrozumiałą decyzją pozbawił fanów RTS-u możliwości wspierania swojego klubu z trybun. W efekcie ponad tysiąc widzewiaków, wraz z zaprzyjaźnionymi fanami z Chorzowa, manifestowało przed stadionem od strony Błoń. Kibice Białej Gwiazdy, w ramach solidarności z przyjezdnymi, przez większość meczu powstrzymali się zaś od dopingu. Klimat spotkania przypominał więc stypę po dwóch klubach, które jeszcze niedawno rządziły w lidze, a dziś targane problemami pałętają się w ogonie.
Co gorsza, z powyższą opinią nie próbowali polemizować zawodnicy zakładający aktualnie koszulki Wisły i Widzewa. Festiwal błędów, nieporadności, strat i nieporozumień trwał więc w najlepsze. Nic nie zapowiadało, by jednym bądź drugim udało się skonstruować jedną składną akcję, która dałaby chociaż szansę na bramkową zdobycz. W swoim stylu szarpał Sarki, ale dośrodkowania do hasającego w ataku Boguskiego były z góry skazane na niepowodzenie. I pewnie zakończyłoby się najgorszego sortu bezbramkowym remisem, gdyby nie szkolny błąd Gavrica. Prawy obrońca RTS-u podawał do Mielcarza w taki sposób, że piłkę zdążył przejąć Małecki i pewnie umieścił ją w bramce.
To jedna z zaledwie dwóch sytuacji godnych odnotowania. Druga wydarzyła się już pięć minut później. Bezsensowna zabawa z piłką Miśkiewicza i Chaveza zakończyła się stratą, a następnie faulem tego drugiego na Kaczmarku. Sędzia Borski słusznie wyrzucił Honduranina z boiska i przez moment wydawało się, że osłabiona Biała Gwiazda znajdzie się w opałach. Nic bardziej mylnego. Widzewiacy z przewagą jednego zawodnika prezentowali się równie żenująco, jak wtedy gdy siły były wyrównane. Pod bramką Wisły ani na moment nie zrobiło się na tyle gorąco, by serca nielicznych kibiców zaczęły szybciej pompować krew.
- Nie potrafiliśmy wykorzystać tej przewagi. Powinniśmy być zespołem, który będzie stwarzał więcej sytuacji do wyrównania - narzekał trener gości, Radosław Mroczkowski. - Liczyłem na to ruszenie, na większą determinację. Pretensje o to, że wyjeżdżamy bez dorobku punktowego możemy mieć tylko do siebie. W zgoła odmiennym nastroju był rzecz jasna Kulawik: - Z Legią zagraliśmy bardzo dobrze, a przegraliśmy. Dziś zagraliśmy słabiej, lecz zdobyliśmy komplet punktów. Taki jest urok piłki. Cieszył się także z dobrej postawy kilku młodych zawodników.
Rzeczywiście, zwłaszcza występy Alana Urygi i debiutującego w podstawowej jedenastce w meczu ligowym Pawła Stolarskiego zasługują na pochwałę. Wnukom nie będą o nich opowiadać, ale w lustro mogą spojrzeć bez wstydu. Warto także podkreślić, że w wyjściowym składzie Białej Gwiazdy po raz pierwszy od niepamiętnych czasów znalazło się miejsce dla zaledwie dwóch obcokrajowców. Można jedynie żałować, że za liczbą piłkarzy znad Wisły nie idzie ich piłkarska jakość.
Wisła Kraków - Widzew Łódź 1:0 (0:0)
50' Małecki
Wisła: Miśkiewicz - Stolarski, Chavez, Uryga, Burliga - Sobolewski, Wilk - Małecki (90' Sikorski), Chrapek (46' Garguła), Sarki - Boguski (58' Głowacki)
Widzew: Mielcarz - Płotka, Phibel, Abbes, Gavrić - Nowak (46' Bartoszewicz), Okachi - Pawłowski, Dudek (66' Bartović), Kaczmarek (76' Rybicki) - Stępiński
Sędziował: Marcin Borski (Warszawa)
Żółte kartki: Sobolewski, Uryga, Garguła, Miśkiewicz - Dudek, Abbes
Czerwona kartka: Chavez 55'