Wisła pojechała na sparing prywatnymi samochodami

Na forach internetowych można przeczytać, że to wstyd, by piłkarze ekstraklasowej drużyny na mecz jechali prywatnymi samochodami. – Wynikało to jedynie z logistyki – z tego, że dzięki takiemu rozwiązaniu piłkarze przed wolnym weekendem mogli po sparingu pojechać bezpośrednio do domów – tłumaczy rzecznik klubu Damian Juszczyk.

W piątek podopieczni Dariusza Wdowczyka zagrali w Kalwarii Zebrzydowskiej sparing z występującą w wadowickiej okręgówce Kalwarianką i wygrali 7:0. Kibice byli zaskoczeni, że ekstraklasowa drużyna na obiekt klubu nie podjechała wynajętym autokarem, ale zawodnicy wychodzili z prywatnych samochodów. Na jednym z forum kibiców przeczytaliśmy, że to „wstyd i kompromitacja”.

W Wiśle się nie przelewa i każda złotówka jest oglądana nie dwa, a trzy razy. Klub tłumaczy, że taka forma transportu na spotkanie została zaproponowana przez zawodników i nie jest związana z problemami finansowymi. – Wynikało to jedynie z logistyki – z tego, że dzięki takiemu rozwiązaniu piłkarze przed wolnym weekendem mogli po sparingu pojechać bezpośrednio do domów, zamiast przymusowego powrotu do Myślenic tylko po to, aby tam wsiąść do swoich samochodów – mówi nam Damian Juszczyk, rzecznik prasowy Białej Gwiazdy.

Piłkarze, z którymi rozmawialiśmy, oficjalnie sprawy nie chcieli komentować. – To nie był dla nas problem, a część kolegów rzeczywiście jechała potem do rodzin, które mieszkają w innych częściach Polski – powiedział nam jeden z nich.