Wisła – Puszcza 2:2. Gjoni: Punkt ważniejszy niż gole. Duda: Fortuna nam nie sprzyja

Zawodnicy Puszczy byli zdecydowanie bardziej zadowoleni z remisu na stadionie Wisły w meczu 30. kolejki I ligi. Dla gości dwukrotnie strzelił Amarildo Gjoni.

Pierwszy dublet

Dla Albańczyka sprowadzonego do Puszczy w przerwie zimowej było to już szóste trafienie na polskich boiskach. Mecz z Wisłą był o tyle wyjątkowy, że po raz pierwszy zapisał na koncie dublet. 27-latek odpowiadał na trafienia Frederica Duarte i Jordiego Sancheza.

Po spotkaniu Amarildo Gjoni rozmawiał z dyrektorem sportowym Wisły, swoim rodakiem Vullnetem Bashą. – Jest tutaj bardzo dobrym dyrektorem – odpowiedział zawodnik. Gdy zapytaliśmy się, czy wyobrażałby sobie zmianę klubu na Wisłę, tylko się uśmiechnął.

– Jestem bardzo szczęśliwy z dwóch strzelonych goli, ale jeszcze bardziej cieszy mnie wywalczony punkt. Trzy byłyby lepsze, ale w takim meczu jeden też nie jest zły. To jest piłka – komentuje były zawodnik Sheriffa Tyraspol.

Wyjątkowa atmosfera przy Reymonta

Gjoni bardzo dobrze odnajduje się w fizycznej I lidze, lubi pojedynki. W pierwszej połowie wiślacy skutecznie utrudniali mu zadanie, ale w drugiej zdołał ich przechytrzyć. Po meczu docenił atmosferę na stadionie przy ul. Reymonta, którą stworzyli przede wszystkim kibice Wisły, ale była też grupa z Niepołomic.

Derby Małopolski oglądało blisko 30 tys. osób. – To jest świetne miejsce. Daliśmy z siebie maksimum i wywozimy bardzo ważny dla nas punkt – podkreślił.

Amarildo Gjoni
Amarildo Gjoni
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Wiśle znów trochę zabrakło

Po remisie wiadomo, że Biała Gwiazda będzie musiała poczekać na awans co najmniej do kolejnego weekendu. 3 maja wieczorem zagra na wyjeździe ze Stalą Rzeszów.

W piątek zremisowała trzeci mecz z rzędu. Pod nieobecność kontuzjowanych kapitanem drużyny był Kacper Duda.

Nie przegraliśmy w tym roku żadnego meczu. Gramy o zwycięstwo, więc jest niedosyt, ale kolekcjonujemy punkty. Walcząc o najwyższe cele potrzeba jednak zwycięstw
Kacper Duda

Krakowianie nie mają jednak podstaw do paniki.

 – Z jednej strony można powiedzieć, że fortuna nam nie sprzyja, bo bramki naprawdę padają z sytuacji na milimetry, gdzie niekoniecznie muszą paść. A z drugiej strony przeciwnicy grają cały czas tak, że możemy być spokojni, mamy zapas punktów. W każdym kolejnym meczu musimy grać o zwycięstwo i wiemy, że da nam to upragniony awans  – dodaje pomocnik.

Choć Puszcza miała zdecydowanie wyższy zespół, wiślacy radzili sobie w powietrznej walce. Byli dobrze przygotowani na to, co rywale mogą zaprezentować.