Wisła wygrała na wyjeździe. Cracovia zgubiła punkty u siebie
Wisła Kraków pokonała Piasta Gliwice 2:1 i tym samym odniosła swoje drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie. Cracovia natomiast tylko zremisowała z Arką Gdynia 1:1 w ważnym w kontekście walki o górną ósemkę spotkaniu.
Niemoc wyjazdowa
Po spotkaniu w Gliwicach Wisła ma na swoim koncie dwa wyjazdowe zwycięstwa i tyle samo remisów. Aż 8 meczów rozgrywanych poza własnym stadionem przegrała. – To dla nas bardzo ważna wygrana. Szczególnie ze względu na czas, który upłynął od naszego ostatniego wyjazdowego zwycięstwa. Przełamaliśmy złą passę, a to ważne dla naszej mentalności – mówił po spotkaniu trener Białej Gwiazdy Kiko Ramirez.
Pierwszy gol dla Wisły padł dopiero w 69. minucie, a na dziesięć minut później Piast zdołał wyrównać. – Myślę, że cała drużyna do samego końca wierzyła w zwycięstwo. Po praktycznie pierwszej groźnej sytuacji dla rywali straciliśmy bramkę, ale do ostatniego gwizdka liczyliśmy na odwrócenie losów spotkania – podkreślił szkoleniowiec.
Bohater
Zdenek Ondrasek na zdobycie gola potrzebował niespełna czterech minut. – To nie jest ważne, że strzeliłem bramkę. Najbardziej istotne jest, że w końcu potrafiliśmy zwyciężyć. Oczywiście gol, a na dodatek otwierający wynik meczu, wprawił mnie w naprawdę dobry humor i myślę, że będę dzięki niemu silniejszy – mówił klubowym mediom zawodnik Wisły.
Czeski piłkarz pojawił się na murawie w miejsce Pawła Brożka. Po trafieniu Czecha obaj cieszyli się z gola. – Czy podbiegłem do Pawła? Właściwie to on podbiegł do mnie! A tak serio to był bardzo miły gest z jego strony. I sądzę, że pomiędzy nami jest taka zdrowa rywalizacja. Wspieram go w stu procentach i bardzo miło widzieć, że on także potrafi mnie docenić – zaznaczył Ondrasek.
Ostatnie 20 minut meczu przyspożyło kibicom sporo emocji. Piast wyrównał, ale ostatnie słowo należało do krakowskiej Wisły. – Piast nie miał zbyt wielu okazji do zdobycia bramki. Właściwie sami podarowaliśmy naszym przeciwnikom prezent i Badia z niego skorzystał. Na pewno pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną - tworzyliśmy na murawie kolektyw. Starcie ze Steauą podczas zimowych przygotowań pokazało, że powinniśmy grać do końca i to też uczyniliśmy – zakończył zawodnik.
Remis niczym porażka
Dla Cracovii spotkanie z Arką Gdynia było meczem o sześć punktów. – Przed spotkaniem byliśmy mocno zmobilizowani do walki o zwycięstwo. Był to dla nas mecz ostatniej szansy. By gonić górną ósemkę musieliśmy wygrać, a to nam się nie udało. Szanse matematyczne ciągle mamy i będziemy dalej walczyć – mówił po spotkaniu opiekun Pasów Jacek Zieliński.
Na początku meczu do bramki rywala trafił Marcin Budziński. Arbiter podjął jednak błędną decyzję i nie uznał prawidłowo zdobytego gola. – Sędzia gola nie uznał i nie ma bramki. Jest to przykre, bo zdrzemnął się sędzia liniowy – uciął krótko szkoleniowiec.
Murawa na stadionie przy ulicy Kałuży podobnie jak gra gospodarzy nie prezentowała się najlepiej. – Nie do pomyślenia jest to, by na takiej murawie rozgrywać mecze ekstraklasy. Nie chcę się denerwować, bo ktoś mi zarzuci, że szukam usprawiedliwienia dla naszej gry. Jednak to kartoflisko, bo murawą tego nazwać nie można, nie nadaje się do gry – zaznaczył wzburzony trener.
Okradziony
Po sytuacji z 11. minuty na trybunach zawrzało. Marcin Budziński dwukrotnie faulowany wstał i oddał strzał z dystansu. Piłka trafiła w poprzeczkę i spadła tuż za linią bramkową. – W pierwszym momencie myślałam, że jest gol. Jednak sędzia był tak pewny, że uwierzyłem, że podjął prawidłową decyzję. Później z trybun dało się słyszeć okrzyki, że sędzia się pomylił. Był to błąd, który najprawdopodobniej zabrał nam trzy punkty – komentował zawodnik Pasów.
Piłkarze Cracovii decyzję arbitra przyjęli z pokorą. – Zachowaliśmy się frajersko, że nie podbiegliśmy do sędziego, by jeszcze przemyślał swoją decyzję. Powinniśmy zareagować, ale chyba nikt z nas nie był do końca przekonany, że był gol. Sędzia miał lepszy kąt widzenia od nas – tłumaczył Budziński i dodał niepocieszony – W sytuacji spornej można popełniać błędy. Rozumiem, że sędziowie to tylko ludzie, ale ktoś w między czasie pokazał mi zdjęcie i nie było mowy, że ta sytuacja była kwestią sporną. Gol był ewidentny.