Wisła-Zagłębie. Za co w Sosnowcu można dostać w papę
Rafał Pietrzak nie przejmuje się żartami z Sosnowca, ale przestrzega przed mówieniem, że leży na Śląsku. Prezydentowi Krakowa poleca dobre miejsce do rodzinnych spacerów. Mimo ogromnej sympatii do miasta i Zagłębia, w poniedziałek liczą się dla niego tylko trzy punkty. Początek o godzinie 18.
Najbardziej znaną osobą pochodzącą z Sosnowca a mieszkającą w Krakowie jest prezydent Jacek Majchrowski. Miesiąc temu wywołał niemałą burzę, gdy w rozmowie z Onetem dał do zrozumienia, że Sosnowiec nie jest jego miastem marzeń.
– Dzieciństwo i młodość zawsze wspomina się z sentymentem. Mogę jednak powiedzieć, że cieszę się, że nie mieszkam w Sosnowcu. Jak pan będzie w Sosnowcu, to pan zrozumie – powiedział Majchrowski. Prezydent rodzinnego miasta prezydenta poczuł się dotknięty i nawet zagroził odebraniem Majchrowskiemu honorowego obywatelstwa. Kryzys udało się zażegnać. Prezydent przeprosił i tłumaczył, że jego słowa zostały źle odebrane. – Nie czytałem tego wywiadu, ale ludzie mi mówili o tych słowach. Zdziwiłem się, bo u nas wcale nie jest tak źle – mówi Pietrzak, który 26 lat temu urodził się w Sosnowcu, tam stawiał pierwsze kroki jako piłkarz i debiutował w ekstraklasie.
Tylko nie Śląsk!
– Miasto się rozwija, zmienia na plus. Jak pan prezydent znajdzie czas, to polecam mu na rodzinny spacer kompleks Stawiki – uśmiecha się Pietrzak. Lewy obrońca przekonuje, że w Sosnowcu nie przejmują się z żartów o mieście. Większym ryzykiem obarczone jest stwierdzenie, że Sosnowiec leży na Śląsku. Mieszkańcy są na nie uczuleni. – To Zagłębie Dąbrowskie. Za Śląsk, mówiąc po młodzieżowemu, można było dostać w papę – śmieje się Pietrzak.
Sosnowiczanin był jednym z najmłodszych debiutantów w historii ekstraklasy. Trener Piotr Pierścionek, który prowadził zdegradowane już z ekstraklasy Zagłębie, wpuścił go na boisko, gdy miał 16 lat i 97 dni. On zrobił też z niego lewego obrońcę.
– Nominalnie byłem skrzydłowym. Kiedyś kolega złapał kartki i trener zapytał mnie, co sądzę o lewej obronie. Nie mogłem odmówić i tak już zostało. Zawsze gram ofensywnie, a nad obroną muszę cały czas pracować – przekonuje Pietrzak, który chodził na mecze Wisły odbywające się w Sosnowcu, gdy stadion przy Reymonta przechodził modernizację.
– To był zespół gwiazd. Trudno byłoby mi w nim wywalczyć miejsce – mówi.
Myślał o Zagłębiu
W ostatnich miesiącach Pietrzak jest na fali. Regularnie gra w zespole Macieja Stolarczyka i sensacyjnie trafił do reprezentacji Jerzego Brzęczka. Pół roku temu jego piłkarskie życie nie było tak różowe. Wypożyczony do Zagłębia Lubin nie mieścił się w pierwszym składzie i musiał występować w rezerwach.
– W Wiśle na wiosnę nikt poważnie o mnie nie myślał. Miałem ważny kontrakt, ale szukałem sobie kolejnego klubu, w którym mógłbym grać. Pomyślałem m.in. o Zagłębiu Sosnowiec, oni pomyśleli o mnie. Na przeszkodzie stanęły jednak pieniądze. Beniaminka nie było stać, by wykupić mnie z Wisły – przypomina Pietrzak. – Różnie mogło być, ale zyskałem na letnich zmianach w Wiśle. Nie mam na co narzekać, że życie tak się potoczyło – zaznacza obrońca.
Uwaga na kartki
Po ostatnim remisie na Legii ma mieszane uczucia. Z jednej strony cieszy się, że nie przegrali, ale zwycięstwo stracone w ostatnich minutach też go boli. – Dla nas najważniejsze jest jednak to, że po raz kolejny pokazaliśmy faworytom, by przedwcześnie nas nie skreślali – mówi Pietrzak. W poniedziałek nie będzie miał sentymentów i zrobi wszystko, by trzy punkty zdobyła Wisła. – Musimy narzucić swój styl gry i grać czysto, bo czwórka naszych obrońców jest zagrożona pauzą za kartki. Na pewno nie będziemy odpuszczać. Zagłębiu wiele zawdzięczam, ale w poniedziałek o tym zapominam – zapewnia.