Wisła złapała tlen. Pierwsza wygrana na wyjeździe
Od 3 maja, czyli 230 dni czekała Wisła na wyjazdową wygraną w ekstraklasie. Dokonała tego w niezwykle ważnym meczu z Łódzkim Klubem Sportowym (4:2), dzięki czemu to łodzianie spędzą zimę na ostatnim miejscu, a Wisła jedną lokatę wyżej.
Trener Artur Skowronek w trzecim kolejnym meczu wystawił ten sam skład. Szybko musiał dokonać zmiany, ponieważ Lukas Klemenez, strzelec zwycięskiego gola z Pogonią Szczecin, nie był oszczędzany przez zawodników Łódzkiego Klubu Sportowego. Po jednym starciu podniósł się i grał dalej, ale po kilku minutach i kolejnym upadku dał znać, że dłużej nie da rady.
Przełamanie Sadloka
W pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi drużynami kibice oglądali cztery gole. W rewanżu piłkarze obu drużyn postarali się o to już do przerwy. Jeszcze z Klemenezem na boisku Arkadiusza Malarza pokonał Maciej Sadlok. Lewy obrońca był w tym sezonie krytykowany za wykonywanie stałych fragmentów, jednak w 14. minucie przymierzył idealnie. Na trafienie czekał aż 9873 minuty, od 28. kolejki sezonu 2015/2016. Właścicielem Białej Gwiazdy był jeszcze Bogusław Cupiał, a trenerem Dariusz Wdowczyk. To jego piąty gol w ekstraklasie, a czwarty w barwach Wisły.
Bramka 30-letniego obrońcy był następstwem świetnego podania Michała Maka do Pawła Brożka i faulu na napastniku krakowian. Sędzia Paweł Raczkowski najpierw ukarał obrońcę Kamila Juraszka żółtą kartką, ale po obejrzeniu powtórek doszedł do wniosku, że musi zmienić kolor.
Kontrowersja
Wisła miała jednego zawodnika więcej, ale zupełnie nie było tego widać. To łodzianie częściej atakowali i w 33. minucie wyrównali po rzucie karnym wykonanym przez Daniego Ramireza. Arbiter ponownie posiłkował się VAR-em, ale jego decyzja o „jedenastce” po zagraniu ręką Rafała Janickiego wywołała falę komentarzy i na pewno długo będzie komentowana.
Stracony gol nie podłamał wiślaków i przed przerwą wyszli na prowadzenie 3:1. Rzut karny wywalczony przez Maka wykorzystał Jakub Błaszczykowski, a w po walce rezerwowych Wasilewskiego i Maksymiliana Rozwandowicza ten drugi strzelił samobója.
Basha postawił kropkę nad "i"
ŁKS się nie poddawał. Przed przerwą z bliska spudłował Bartłomiej Kalinkowski, czym bardzo zdenerwowało trenera Kazimierza Moskala, który jeszcze przed gwizdkiem sędziego zły udał się do szatni. Po zmianie stron kapitalnie uderzył Ramirez, ale jeszcze lepiej w bramce spisał się Michał Buchalik. 20 minut przed końcem "Buchal" po raz kolejny uratował zespół, zatrzymując Łukasza Sekulskiego.
Goście długo nie mogli być pewni zwycięstwa, ale po bombie sprzed pola karnego Vullneta Bashy stało się jasne, że krakowianie tych trzech punktów już nie wypuszczą. Nie wygrali jednak 4:1, bo w doliczonym czasie Ramirez drugi raz podszedł do karnego. "Jedenastka" po ręce Wasilewskiego nie podlegała dyskusji.
W dwóch wygranych w grudniu meczach krakowianie pokonali bramkarzy pięciokrotnie, ale tylko Basha trafił z gry. Piłkarze podkreślali, że z nowym szkoleniowcem sporo pracują nad stałym fragmentami i za słowami przyszły czyny. 13-krotny mistrz Polski po 20 meczach ma 17 punktów, trzy więcej od ŁKS. Wiosnę zacznie maksymalnie z sześciopunktową stratą do bezpiecznego miejsca. Przed wiślakami kilkanaście dni na odpoczynek po naprawdę trudnym roku. Artur Skowronek zaplanował pierwsze zajęcia na 7 stycznia.
ŁKS – Wisła Kraków 2:4 (1:3)
Bramki: Ramirez (33., karny, 90. karny) – Sadlok (14.), Błaszczykowski (43., karny), Rozwandowicz (45.), Basha (78.).
ŁKS: Malarz – Grzesik, Juraszek, Sobobiński, Rozmus – Piątek, Kalinkowski (67. Sekulski) – Wolski (16. Rozwandowicz), Ramirez, Trąbka (46. Guima) – Ruiz.
Wisła: Buchalik – Burliga, Klemenez (19. Wasilewski), Janicki, Sadlok – Pawłowski, Basha – Błaszczykowski, Chuca (53. Boguski), Mak – Brożek (72. Brożek).
Żółte kartki: Wolski, Sobociński, Guima, Ramirez, Rozwandowicz, Pirulo – Chuca, Pawłowski, Wasilewski.
Czerwona kartka: Juraszek (12., za faul).
Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa).