Wisła znów na kolanach
Drugiej porażki z rzędu przed własną publicznością doznała Wisła Kraków. Po Ruchu Chorzów sposób na wywiezienie z Krakowa trzech punktów znalazł Zawisza. Zawodnicy Ryszarda Tarasiewicza zwyciężyli 1:0 po golu Jorge Kadu.
Można zatem mówić o małej sensacji, bo chyba nikt nie spodziewał się, że po piorunującej końcówce spotkania z Legią kłopoty tego kalibru może Wiśle sprawić przeciętny Zawisza. Magia przebiegu polskiego klasyku sprzed tygodnia nie może jednak przysłonić fanom suchych liczb. A te nie pozostawiają złudzeń, że piłkarze z Reymonta do formy z jesieni jeszcze nie wrócili. W czterech ostatnich spotkaniach zdobyli zaledwie dwa punkty i w tej kolejce mogą wypaść poza podium tabeli.
– Przegraliśmy wygrany mecz. Graliśmy nieźle, byliśmy zespołem dużo lepszym. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać – kręcił głową Paweł Brożek. Trudno odmówić mu racji. Wisła rzeczywiście wyglądała na boisku nieźle. Zwłaszcza w pierwszych 20 minutach drugiej odsłony zepchnęła rywali do bardzo głębokiej defensywy i wydawało się, że prędzej czy później musi otworzyć wynik.
Za każdym razem czegoś jednak brakowało. A to strzał Brożka minimalnie mijał bramkę, a to w ostatniej chwili blokował go jeden z obrońców. Innym razem Nawotczyński przeciął idealne dośrodkowanie Sarkiego, albo Kaczmarek szczęśliwie zbijał strzał tego samego zawodnika. Zawodnicy Smudy ostrzelali bramkę Zawiszy aż 20 razy, jednak zaledwie trzy razy posłali piłkę w światło bramki. Goście uderzali znacznie rzadziej, za to okres dobrej gry Białej Gwiazdy zakończyli zabójczą kontrą, po której Kadu nie dał szans Miśkiewiczowi.
– Jesienią przed własną publicznością pokazywaliśmy zupełnie inną grę. Sam staram się myśleć pozytywnie, wiem czego mi brakuje i wiem co zrobić, żeby prezentować się lepiej – przyznał Brożek. Najlepszy strzelec z R22 w 2014 roku nadal pozostaje bez zdobyczy bramkowej, co ma bezpośrednie przełożenie na wyniki drużyny.
Dziś wydają się one całkowicie uzależnione od dyspozycji Semira Stilica. Miał największy udział przy zwycięstwach z Piastem (wywalczył rzut karny), Cracovią (gol i asysta) oraz remisie w Warszawie. Gdy Bośniak był w słabszej dyspozycji, skończyło się beznadziejnym 0:0 w Gdańsku i dwiema porażkami w Krakowie. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że w zespole aspirującym do strefy medalowej odpowiedzialność za ofensywę musi rozkładać się na znacznie większą liczbę graczy.
Wisła Kraków – Zawisza Bydgoszcz 0:1 (0:0)
Kadu 67’
Wisła: Miśkiewicz – Burliga, Nalepa, Bunoza, Piotr Brożek – Dudka (70’ Chrapek), Stjepanović – Sarki (85’ Szewczyk), Stilić, Guerrier (70’ Guerrier) – Paweł Brożek
Zawisza: Kaczmarek – Lewczuk, Nawotczyński, Micael, Ziajka – Hermes, Drygas – Wójcicki (65’ Alvarinho), Masłowski, Wojciechowski (57’ Kadu) – Geworgian (90’ Petasz)
Sędziował: Marcin Borski
Żółte kartki: Piotr Brożek – Drygas, Geworgian