Wisła znów wraca do Krakowa na tarczy
Wisła Kraków przegrała z Miedzią Legnica 0:2 po trafieniach z pierwszego kwadransa. Choć krakowianie dłużej utrzymywali się przy piłce, to nie znaleźli sposobu na pokonanie znakomicie spisującej się defensywy gospodarzy. Nawet kiedy piłka zdołała zatrzepotać w siatce Miedzi, sędzia trafienia nie mógł uznać z uwagi na spalonego.
Wisła ostatnio przeżywa ciężkie chwile. Sprawy finansowe nie wyglądają najlepiej, przez co fani krakowskiego klubu nie mogą ze spokojem patrzeć w przyszłość. Do tego piłkarsko podopieczni trenera Macieja Stolarczyka też zawodzą, co widać zwłaszcza w meczach wyjazdowych. Przed potyczką z Miedzią krakowianie zremisowali przy Łazienkowskiej z Legią Warszawa, a przed tygodniem Arka Gdynia strzeliła im aż cztery bramki. Kibice mimo wszystko mocno wierzą w swój zespół, co pokazali po powrocie wiślaków z Gdyni, gdy w środku nocy chcieli dodać im otuchy przed kolejnym pojedynkiem.
Faworyt nie zawsze wygrywa
W tym sezonie krakowianie już raz z Miedzią Legnica wygrali. Na własnym obiekcie ograli beniaminka 2:1. Rywal, który udanie rozpoczął sezon, teraz zbiera punkty, by nie tyle znaleźć się w górnej ósemce, co utrzymać się w ekstraklasie. Faworyt tym samym sobotniego pojedynku był jeden – Wisła Kraków.
Jakież jednak było zdziwienie krakowian, gdy w pierwszym kwadransie po dwóch zabójczych kontrach przegrywali 0:2. W 2. minucie Petteri Forsell przerzucił piłkę na prawą stronę do Pawła Zielińskiego, ten ruszył mocno do przodu, wpadł w pole karne i zagrał na piąty metr, gdzie czekał na podanie Henrik Ojamaa. Nieco ponad dziesięć minut później Estończyk wygrał pojedynek biegowy z Zoranem Arseniciem i zdecydował się na strzał z dwudziestu metrów. Ratować sytuację próbował jeszcze Maciej Sadlok, ale jego interwencja była tak niefortunna, że skierował piłkę do własnej bramki.
Zaskoczeni, ale zdeterminowani
Przyjezdni próbowali uspokoić grę i zdecydowali się na atak pozycyjny. Niekorzystnie wpłynęło to na jakość widowiska, gdyż przez kolejne dwadzieścia minut na boisku wręcz wiało nudą. Niebezpiecznie dla gości zrobiło się w 40. minucie, gdy na murawę w polu karnym padł Maciej Piątkowski. Sędzia po analizie VAR uznał jednak, że wszystko odbyło się w zgodzie z przepisami. Dzięki czemu krakowianie mogli odetchnąć i z myślą, że jeszcze nie wszystko stracone, zejść do szatni.
REKLAMA
Po przerwie Wisła szukała gola kontaktowego. Miedź nie miała zbyt wiele do powiedzenia, ale w defensywie spisywała się bardzo poprawnie. Strzały wiślaków albo zostały zablokowane, albo spokojnie wyłapywał je bramkarz gospodarzy. Zdenek Ondrasek dość łatwo dawał się również złapać na ofsajdzie. Po godzinie gry trener Maciej Stolarczyk zdecydował się na zmiany. Na boisku w miejsce Tibora Halilovicia pojawił się Dawid Kort, a chwilę później Martina Kostala zastąpił Marko Kolar. Ten pierwszy mógł zaliczyć wejście smoka, gdyż w 69. minucie po zagraniu głową, umieścił piłkę w siatce. Podobnie jednak jak Ondrasek, dał się złapać na spalonym, przez co trafienie nie mogło zostać uznane.
Do końca Wisła w dalszym ciągu częściej była w posiadaniu piłki i szukałą gola. Swoją kolejną szansę miał jeszcze Zdenek Ondrasek, ale piłka w tym spotkaniu nawet jeśli wpadała do bramki Miedzi, to zawodnik Wisły był na spalonym.
Miedź Legnica – Wisła Kraków 2:0 (2:0)
Bramki: Ojamaa (2.), Sadlok (12. sam.)
Miedź: Kanibołockyj – Bartczak, Osyra, Miljković, Fernandez (89. Garguła) – Purzycki, Zieliński, Camara, Ojamaa (80. Szczepaniak) – Forsell, Piątkowski (85. Piasecki).
Wisła: Lis – Pietrzak, Sadlok, Arsenić, Bartkowski – Halilović (61. Kort), Plewka, Balleste, Kostal (66. M. Kolar) – Boguski (82. Bartosz), Ondrasek.
Sędziował Łukasz Szczech (Warszawa).