Wkład własny rośnie, ale można go ominąć

W tym roku wkład własny przy zakupie mieszkania na kredyt wynosi przynajmniej 10% jego wartości, a w 2017 roku osiągnie przynajmniej 20%. Istnieje jednak możliwość kupna mieszkania z wkładem własnym na obecnym poziomie.

Jak wynika z danych Związku Banków Polskich, w ubiegłym roku w Krakowie udzielono 10 tysięcy kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości 2.2 miliarda złotych, przy których wkład własny mógł wynieść jedynie 5%. Podwojenie tej kwoty w tym roku to dopiero początek zmian, które narzucają banki, jednak osoby spełniające określone warunki mogą w następnych latach otrzymać kredyt wpłacając dalej 10% wartości mieszkania.

– Tak jak obecnie, będzie można wnieść tylko 10 proc. wkładu własnego. W takim przypadku kwota brakująca do „bezpiecznej granicy” (czyli w 2016 r. do równowartości 15 proc. wartości nieruchomości, a od 2017 r. do 20 proc. wartości) będzie musiała być dodatkowo ubezpieczona. Ewentualnie bank będzie mógł zastosować alternatywne zabezpieczenie: blokadę tej brakującej kwoty środków na rachunku bankowym kredytobiorcy, czyli teoretycznie klient ma te pieniądze na rachunku, ale są one „zamrożone” – wyjaśnia Mikołaj Fidziński, analityk z Comperia.pl.

Dlaczego wkład własny rośnie?

Istnieje wiele powodów dla których nadzorca bankowy zdecydował się wprowadzić nakaz wnoszenia wkładu własnego przy zakupie mieszkania. Kredyty z wkładem własnym są dużo tańsze. Wraz z jego wzrostem zmniejsza się wysokość odsetek i całkowita wysokość kredytu, co zwiększa bezpieczeństwo kredytobiorcy. Nadzorca bankowy stwierdził, że jeśli ktoś nie jest w stanie zgromadzić środków finansowych na wkład własny, to może się okazać, że nie będzie go również stać na spłacanie kredytu. W takiej sytuacji kredytobiorca jest bardziej bezpieczny i czuje większą odpowiedzialność za spłatę swojej pożyczki.

– Komisja Nadzoru Finansowego aktywnie stara się niwelować czynniki ryzyka na rynku kredytów hipotecznych. Oprócz obowiązku wnoszenia wkładu własnego to choćby uniemożliwienie zaciągania kredytów walutowych osobom zarabiającym w złotych, czy wprowadzenie bardziej restrykcyjnych zasad oceny zdolności kredytowej. Wszystkie te decyzje zmierzają w zasadzie do jednego – żeby kredyty mieszkaniowe brały osoby, które naprawdę na to stać – podsumowuje Mikołaj Fidziński, analityk z Comperia.pl.