Wojewoda strzela sobie w kolano. Radykałowie poczuli krew
KOMENTARZ. „Gdy rozum śpi, budzą się demony”. Francisco Goya zauważył tę prawidłowość już ponad 200 lat temu. A wojewoda Miller wciąż nie nauczył się tej prostej rzeczy. I zanim postanowił zmienić formułę obchodów trzeciomajowych, powinien przewidzieć, z czym będzie się to wiązało. Zwłaszcza w Krakowie. Rozum pana Millera nie dość, że poszedł spać, to jeszcze uciekł. A demony, nieśpiące od dawna, korzystają z tego.
Radykałowie spod znaku Konfederacji Polski Niepodległej mogli dowoli krzyczeć o rozbiorze, czy likwidacji Polskiego państwa. Pan Bzdyl porównywał obecną ekipę rządową do targowickich zdrajców narodu i namawiał do likwidacji PO i PSL-u „zanim oni zlikwidują Polskę”.
Nawet obecni tam członkowie Prawa i Sprawiedliwości nie musieli się bardzo wysilać. Jedynie Andrzej Adamczyk postanowił zagrać na nucie „podziału” narodu poprzez „zabranianie” świętowania uchwalenia konstytucji z 1791 roku. Ponad tysięcznym tłum z entuzjazmem przysłuchiwał się wywodom pana Bzdyla o mafii, łapówkach i wojnie, którą muszą wygrać.
Kraków jest specyficznym miastem, konserwatywnym. Człowiek rozsądny powinien wiedzieć, że pseudo-nowoczesne „Za3maj się” nie przejdzie. Tradycji się nie zmienia. Zwłaszcza takiej – patriotycznej. A mogło być przyjemnie. Bez żadnych ekscesów, ultraprawicowych wystąpień i retoryki wojennej. Jednak rozum wojewody Millera dawno temu poszedł spać, jakoś tak przy okazji zamknięcia trybuny dla gości przed meczem Wisły z Widzewem. I nic nie wskazuje na to, że ma się obudzić.