Współpraca z kibolami odbija się czkawką. Kolejny rok walki o legalizację budynku
W 2009 roku Wojciech K. otrzymał pozwolenie na budowę dwóch „bliźniaków” przy ulicy Siarczanej w Krakowie. Zgodnie z projektem, który zatwierdził urząd miasta, miały powstać cztery mieszkania i tyle samo garaży. Budowa rozpoczęła się w 2011 roku, jednak zamiast domów powstało 12 lokali mieszkalnych, ale bez garaży. Jak udało nam się ustalić ,na podstawie dokumentów notarialnych, cena np. 42-metrowego mieszkania wynosiła 160 tys. zł.
Mieszkańcy, a konkretnie Ewa K., która nota bene ma tak samo na nazwisko jak oskarżony inwestor, walczy o legalizację budynku. Aby tego dokonać, potrzebuje decyzji o warunkach zabudowy. Urząd miasta konsekwentnie odmawia ich wydania, umarzając postępowanie z uwagi na brak prowadzenia postepowania legalizacyjnego przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Co ciekawe, toczy się ono, ale instancję wyżej.
Prokuratura wchodzi do gry
Sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które 19 sierpnia tego roku uchyliło decyzję i nakazało ponowne rozpatrzenie wniosku. To już drugi niemal pełny obieg tej sprawy na ścieżce odwoławczej. Pod koniec 2024 roku sąd administracyjny wydał wyrok, uchylając negatywne dla mieszkańców decyzje.
Jako że sprawa jest powiązana z działalnością pseudokibiców Cracovii, którzy – według śledczych i sądu – prali brudne pieniądze na rynku nieruchomości, do postępowania w czerwcu 2025 roku przyłączył się prokurator Tomasz Dudek. Śledczy uważa, że nie ma możliwości stworzenia miejsc parkingowych na działce zgłoszonej przez wnioskodawców – ani teraz, ani w przyszłości. Przypomniał również o negatywnej opinii rady dzielnicy w tej sprawie i wskazał na sprzeczność wnioskowanej zmiany sposobu użytkowania nieruchomości z zapisami studium.
SKO jednak uchyliło decyzję prezydent, opierając się na wcześniejszym wyroku. Sąd stwierdził, że zmiana nadal wpisuje się w funkcję mieszkaniową, a przepisy nie nakładają obowiązku określania minimalnej liczby miejsc parkingowych ani powierzchni biologicznie czynnej w sposób, na który powoływał się magistrat.
Spór sprowadzał się do liczby miejsc postojowych. Urzędnicy wymagali 14, podczas gdy przy budynku dostępnych jest 12. Właścicielka zadeklarowała wynajem brakujących miejsc na sąsiedniej działce, lecz urząd nie zaakceptował tego rozwiązania. WSA uznał, że przepisy nie przewidują takiego ograniczenia i przy wydawaniu warunków zabudowy nie ustala się sztywnej liczby miejsc. Dlatego odmowa pozytywnej decyzji była – jak wskazano – nieuzasadniona.
Rozwiązaniem nie jest tylko rozbiórka
Legalizacja samowoli budowlanej to procedura, dzięki której właściciel może uratować nielegalnie wzniesiony budynek przed rozbiórką. Wymaga złożenia wniosku do nadzoru budowlanego, przygotowania dokumentacji – w tym projektu i potwierdzenia zgodności inwestycji z planem zagospodarowania – oraz uiszczenia wysokiej opłaty legalizacyjnej. W przypadku starszych obiektów, istniejących od co najmniej 20 lat, prawo przewiduje uproszczony tryb, w którym wystarczy ekspertyza techniczna potwierdzająca bezpieczeństwo użytkowania i inwentaryzacja budynku, często bez konieczności płacenia kary.