„Wybuch wojny był końcem wielu planów” [Rozmowa]

Marian Jędo to były żołnierz AK i dowódca grupy osłony radiostacji „Wisła”. Jego książka „Mój wrzesień 1939” opowiada o wojnie  z perspektywy siedemnastolatka. Po skończeniu gimnazjum, ze względu na trudną sytuację materialną, wstąpił do wojska. W rozmowie z LoveKraków.pl przyznaje, że wybuch II wojny światowej przekreślił wiele planów, a on sam nie przypuszczał, że jego wspomnienia zostaną opublikowane.

Natalia Grygny, LoveKrakow.pl: Jak wygląda II wojna z perspektywy 17-letniego chłopaka?

Marian Jędo: To był szok. Szok, zawiedzenie i żal! Za tym, co minęło i skończyło się w tak tragiczny sposób. Wybuch wojny był dramatycznym końcem wielu planów. Mieliśmy przed sobą piękne perspektywy. Wstąpiłem do wojska, marzyłem o tym, aby zostać żołnierzem lotnictwa.

Czy ta książka jest pewnego rodzaju świadectwem, które chciał Pan przekazać młodszemu pokoleniu?

Wszystko, co przedstawiam w tej książce jest zrozumiałe i czytelne nawet dla dziecka. Brak tutaj „wielkich” wyrażeń czy obcych zwrotów. Pisałem prostym językiem, ponieważ nie mam wykształcenia humanistycznego, a techniczne.

A pojawiła się myśl, że po zakończeniu wojny światowej przedstawi Pan swoje wspomnienia w takiej formie?

Nie, nie było takiej myśli. Na bieżąco pisałem i tworzyłem rysunki do książki. Wszystko było wewnątrz mnie. Chciałem to utrwalić, ale nie przypuszczałem, że zaistnieje możliwość publikacji. Tworzyłem to dla siebie. Za komuny byliśmy zastraszeni i sterroryzowani. Pracując w biurze konstrukcyjnym, co miesiąc pojawiał się inny człowiek i słuchał o czym mówię.

Dlaczego w książce pojawiły się również rysunki? To uzupełnienie Pańskiej opowieści?

Rysunki stanowią utrwalenie treści książki. Rysuję postacie, które mają w nich swoje odpowiedniki. Dzięki temu uchwyciłem treść w obrazie. To jest jedna całość.

Czy utkwiło Panu w pamięci jakieś wydarzenie, o którym szczególnie trudno zapomnieć?

Byłem wtedy na górze, która nazywa się Rajska. Stamtąd jest widok na Piaski Wielkie,  Łagiewniki i Krzemionki. Piaski Wielkie otoczyli policjanci, a ja stałem oparty o pień drzewa. Miałem na sobie ubranie, jakie mieliśmy w oddziale. Na głowie miałem czarny beret – taki, jaki nosiła obsługa czołgów niemieckich. Kiedy tamci opuścili Piaski, zszedłem na dół z góry. Wędrowałem między chatami, kiedy nagle wyłoniło się dwóch Niemców. Nieśli karabiny i amunicję. Było za późno, żeby się wycofać. Gdybym to zrobił, byłbym w takim położeniu, że mogliby do mnie strzelić. Mijając się, spojrzeliśmy sobie w oczy. Usłyszałem: bandit! bandit! Patrzyliśmy wciąż na siebie, czekałem co zrobią. Kiedy odwrócili głowy, rzuciłem się do ucieczki. Nigdy tego nie zapomnę. Jak oni mogli powiedzieć do mnie: bandit? Nie zaatakowali mnie tylko dlatego, bo pewnie myśleli, że nie jestem sam.