„Wychodzę, a tam pustka”. Zabił dwie osoby, ucierpieli wszyscy
Justyna (rocznik 1999) i Zbigniew (1994) zostali pochowani na cmentarzu w Limanowej. Dzień przed pogrzebem ich bliscy apelowali: „Prosimy wszystkich – dziennikarzy, media, osoby postronne – by uszanowali naszą żałobę. Prosimy: nie publikujcie relacji, nie fotografujcie, nie filmujcie. Dla nas to nie jest wydarzenie – to rozdzierające serca pożegnanie. (…) Nie kierujemy do nikogo żalu. Rozumiemy, że ta tragedia poruszyła wielu ludzi w całej Polsce. Ale teraz – po dniach pełnych napięcia, strachu, lęku i bólu – chcemy być tylko rodziną w żałobie. Potrzebujemy ciszy”. Niektóre media pojawiły się na pogrzebie. W sieci opublikowano zdjęcia dwóch trumien, wynoszonych z kościoła w Starej Wsi.
***
Katarzyna Grucela, Sąd Okręgowy w Nowym Sączu: 30 czerwca 2025 roku do Sądu Rejonowego w Limanowej wpłynął akt oskarżenia [przeciwko Tadeuszowi, przyp. red.] w sprawie o przestępstwa: znęcanie się nad żoną, groźby karalne wobec teściów, kierowanie traktorem w stanie nietrzeźwości.
***
Najbliżsi sąsiedzi ofiar nie chcą rozmawiać. Tylko jedna kobieta [imię i nazwisko do wiadomości Redakcji] przystaje i godzi się na rozmowę: – Moja córka ma dziecko prawie w tym samym wieku, co Justyna miała Polę. Chodziły na spacer, spotykały się czasem. Normalna rodzina. Jak żyło się w trakcie policyjnej obławy? Wolę o tym nie mówić. Z jednej strony człowiek chce przeżyć żałobę, z drugiej strony był nawał ludzi, tego wszystkiego, drony, cała obstawa.
Kobieta nadal jest w szoku. Smutno jej, gdy wychodzi przed garaż, a tam pustka. Nie ma już Justyny i Zbyszka. – Został ogromny żal – wyjaśnia ze łzami w oczach. Gdy Tadeusz dokonywał zbrodni, była w swoim domu. – Nie widziałam tego. Nic nie słyszałam, bo na budowie głośno grała muzyka. Zbyszek budował dom: dla Justyny i dla dziecka. O tym, że coś się stało, dowiedziałam się, jak moja córka przybiegła z dwójką dzieci: ze swoim i z Polą. Płakała i mówiła: bierz dziecko i zamykaj szybko drzwi. Pozamykałam drzwi i pytam: co się stało? A ona: nie wiem, Darek [brat Zbigniewa, przyp. red.] dał mi Polę pod opiekę. Dopiero potem przyszedł sąsiad i mówi: ja was będę pilnował, dopóki policja nie przyjedzie. Człowiek się zdenerwował. Wiedziałam, że coś musiało się stać. Później przyszedł strażak i powiedział: ojciec nie żyje, a matkę reanimują. Więc wiedziałam już, o kogo chodzi, bo Polę mieliśmy u siebie. Darek powiedział, że on ją odebrał od Justyny, a Justyna padła przed nim.
Justynę wspomina jako dziewczynę z sercem na dłoni. Wcześniej była fryzjerką, w ostatnim czasie opiekowała się dzieckiem. – Przepraszam, będę już musiała iść na autobus – mówi posmutniałym głosem kobieta i podąża drogą w dół wioski.
Trauma
Podchodzimy pod kolejne budynki, pod budowany dom, pod koło gospodyń wiejskich:
– Panowie, proszę odejść.
– My nie mamy traumy, z nami nie pogadacie. Cały czas się mamy dobrze.
– Jakby się coś działo, to byście gówno zrobili.
– Szczerze mówiąc, nie jestem skłonna do rozmowy.
– Jest spokój, nic się nie dzieje, musimy żyć dalej.
– Panie, dajcie nam spokój, do widzenia.
***
Media o poszukiwaniach sprawcy zabójstwa: Wtorek był piątym dniem największej od lat policyjnej obławy w Małopolsce. Trwało intensywne poszukiwanie 57-latka, podejrzanego o podwójne zabójstwo i usiłowanie zabójstwa. Śmiertelnie postrzelił córkę i jej męża, a także ranił swoją teściową. Kobietę w ciężkim stanie przetransportowano do szpitala. Ciało mężczyzny zostało odnalezione. Dziennikarz tvn24.pl podał, że na zwłoki natrafiono na terenie zalesionym. Informację potwierdził również wojewoda Małopolski Krzysztof Jan Klęczar, który dodał wpis na Facebook'u. Podziękował służbom za ciężką pracę.
***
Stop
Jedziemy wąską, bardzo krętą drogą. Z jednej i drugiej strony ściana lasu. Gdzieniegdzie puste przestrzenie, można zjechać i na moment postawić tam auto. Stop. Na poboczu widać znicze. To musi być miejsce, gdzie odnaleziono ciało Tadeusza. Znicze są trzy. Obok stoi świeczka. Na ziemi widać ślady opon. Jakaś ścieżka prowadzi w leśną gęstwinę. Za plecami słyszymy szum przejeżdżających aut. Ciało zabójcy leżało bardzo blisko głównej drogi, na której cyklicznie odbywa się Wyścig Górski „Limanowa-Przełęcz pod Ostrą”.
Harmoszka
Dalej od osiedla, na którym doszło do tragedii, ludzie są bardziej chętni do rozmowy. – Pewnie, że znałem gościa, i jego żonę, bo jest z mojego wieku. Znałem ich z imprez. Z żoną chodzili nieraz i na zabawy, i na ogniska. Jaki to był człowiek? Normalny. Skryty taki. Lubił pograć. Na ogniskach jak był, to zaraz harmoszkę wyciągał. Nic nie zapowiadało tragedii. Jakieś odchyły mu w łeb walnęły widocznie – mówi napotkany mężczyzna. Szkoda mu Justyny i Zbigniewa. – Zięcia znałem. Dobry chłopak. Motocykle lubił, crossy – dodaje. Narzeka na policję. – Niech ich Bóg zachowa. To jest policja? Paranoja. 500 ludzi i gościu się krył w krzakach.
Spotykamy osoby, które krytykują działania mediów. Oburzają się, że ich słowa były przekręcane, a w efekcie zalewała ich fala hejtu. Wspominają tragedię sprzed lat, kiedy dziennikarze akurat pomogli. To było w 2016 roku. Chodzi o potężny wybuch gazu, w którym ucierpiała rodzina Florków. Andrzej i jego syn Marcin przeżyli. Matka chłopaka niestety zmarła. Pomoc poszkodowanym zaoferowała m.in. gmina Limanowa: pieniądze, dach nad głową. Z pomocą ruszyła cała Stara Wieś. – Podkreślcie, że wiele osób na tragedii Justyny i Zbyszka ucierpiało. Nie tylko rodzina. Społeczność ucierpiała z powodu swoich wypowiedzi, gdzie chcieli być obiektywni, chcieli powiedzieć prawdę, a ucierpieli, bo media przekręcały wypowiedzi – mówi mieszkaniec.
Stefan zna teściów Tadeusza, czyli m.in. Elżbietę, która została postrzelona przez 57-latka. Przeżyła. – Konflikt w tej rodzinie narastał. Uważam, że największą winę za tragedię ponosi prokuratura, która dała przeczytać Tadeuszowi akta. Wiedząc, że ma zakaz zbliżania się do swoich ofiar. Wystarczyło, by postawić tam jednego policjanta – mówi mężczyzna. – Tadeusz uchodził za bardzo pracowitego. Nie był zawadiaką. Był uczynny. Nikt na jego temat nie powie złego słowa, na zewnątrz nikomu nie szkodził. Ale jemu w małżeństwie nie układało się. Teściowa za bardzo ingerowała – dodaje.
Grobu Justyny oraz Zbigniewa nie widać. Wciąż przykrywają go kwiaty. Wśród nich białe róże. Ona miała 26 lat, on 31. Dzień przed pogrzebem ich bliscy napisali: „W centrum naszej troski jest teraz roczna Pola – córka Justyny i Zbyszka. Ona nie rozumie jeszcze, co się stało. Uśmiecha się, bawi, szuka Mamy i Taty. To dla Niej dziś biją wszystkie nasze serca. Zrobimy wszystko, by dać Jej dom pełen miłości, poczucia bezpieczeństwa, opieki i ciepła – choć wiemy, że nigdy nie da się wypełnić pustki, jaką zostawiła ta zbrodnia”.