XI Krakowski Bieg Sylwestrowy zgromadzi blisko 2000 biegaczy
Od 10 lat 31 stycznia odbywa się Krakowski Bieg Sylwestrowy, który z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. – Jeśli chodzi o przebrania i atmosferę, Kraków jest nie do doścignięcia – twierdzi dyrektor sportowy Krakowskiego Klubu Biegacza „Dystans” Paweł Żyła.
W 2013 roku wystartowało 1768 zawodników. W tym roku organizatorzy przygotowali 2000 medali i tyle samo pakietów startowych. Dla uczestników zaplanowano dwie trasy: 5 i 10 kilometrów. W tej drugiej wziąć mogą udział tylko osoby powyżej 18 roku życia. Z kolei krótszy dystans mogą pokonać wszyscy. Limit czasu dla obydwu tras wynosi 90 minut. Bieg rozpocznie się o godzinie 12:00, a zakończy o 13:30.
Utrudnienia na drogach
Podczas tak dużej imprezy nie da się uniknąć utrudnień na drogach. – Najpoważniejsze zmiany będą dotyczyć ulic Franciszkańskiej i Dominikańskiej. Będą one wyłączone z ruchu kołowego i szynowego od godziny 11:40. Od 11:30 będzie obowiązywało wyłączenie ruchu ulic św. Idziego i Podzamcze do skrzyżowania z ulicą Straszewskiego. Nieco poważniejsze utrudnienia będą na ulicach Floriańskiej, św. Marka, św. Tomasza i innych wokół Plant – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl koordynator ds. bezpieczeństwa Krakowskiego Biegu Sylwestrowego Andrzej Batko.
„Krakowa się już nie dogoni”
– Myślę, że Krakowa się już nie dogoni. Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, ilości ludzi przebranych, zwariowanych itd., tego się dogonić nie da. Są większe biegi, jak w Barcelonie czy Frankfurcie, skąd wywodzi się pomysł Krakowskiego Biegu Sylwestrowego, ale jeśli chodzi o przebrania i atmosferę Kraków jest nie do doścignięcia – uważa Paweł Żyła.
Przypomnijmy, że historia Krakowskiego Biegu Sylwestrowego sięga 2004 roku, kiedy odbywał się pod nazwą Sylwestrowy Bieg Radości. 10 lat temu, w pierwszej imprezie wzięło udział 134 biegaczy (112 mężczyzn oraz 22 kobiety). Z roku na rok wydarzenie zyskiwało na popularności.
– Pamiętam początki tej imprezy. Wówczas biegaczy było mniej i byli oni postrzegani jako coś dziwnego. Ludzie, widząc facetów w „rajtuzach”, pukali się w głowę, dzisiaj to nie jest już żadnym problemem dla nikogo. W 2004 roku trasa biegła spod smoka wawelskiego, bulwarami Wiślanymi na drugą stronę, nawrotka była pod posterunkiem wodnym policji i wracano pod smoka – wspomina dyrektor sportowy Krakowskiego Klubu Biegacza „Dystans”.