Z piłką przez historię: Wisła Kraków - "Gang Kasperczaka"
Kraków to wyjątkowe miejsce na piłkarskiej mapie Polski. Zawsze, mniej lub bardziej, o obliczu krajowego futbolu decydowały zespoły spod Wawelu. W stolicy Małopolski miały miejsce zarówno radosne, jak i smutne piłkarskie momenty. LoveKraków.pl rozpoczyna więc cykl artykułów „Z piłką przez historię”, w których postara się chociaż pokrótce przedstawić najważniejsze chwile związane z krakowską piłką nożną. Na początek Wisła Kraków z sezonu 2002/2003.
„Gang Kasperczaka”
W obecnym sezonie dwa zespoły reprezentujące Kraków w ekstraklasie, a więc Cracovia i Wisła grają co najwyżej przyzwoicie, i to tylko na własnym ligowym podwórku. Jednak nie tak dawno teamu z Krakowa bały się najlepsze europejskie załogi. Mowa tu oczywiście o piłkarzach Henryk Kasperczaka. „Gang Kasperczaka” potrafił odprawić z kwitkiem drużyny, których nazwy na europejskim arenie futbolowej budzą największy szacunek. Na dodatek, o obliczu pamiętnej jedenastki decydowali prawie sami Polacy! Dzięki Wiślakom, jedenaście lat temu, kibice mogli chociaż na chwilę zapomnieć o niepowodzeniach reprezentacji na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii.
Słoweńcy na rozgrzewkę
Wiślacy do zmagań w europejskich pucharach przystępowali jako wicemistrzowie Polski. Sezon 2001/2002 zakończyli na drugim miejscu z zaledwie jednym punktem straty do mistrza, Legii Warszawa. Dzięki miejscu na pudle krakowianie awansowali do eliminacji Pucharu UEFA. Te przeszli niczym bolid Formuły 1. W rundzie wstępnej pewnie ograli północnoirlandzki Glentoran FC, aż 6:0 w dwumeczu. Sądząc po sile rozpędu zespołu z Krakowa, kibice mogli liczyć na udany sezon. Jednak nikt nawet w najskrytszych snach nie myślał o tym, że za kilka miesięcy podopieczni Henryka Kasperczaka będą bili najlepszych w Europie.
W pierwszej rundzie los przydzielił piłkarzom Białej Gwiazdy drużynę ze Słowenii. NK Primorje to dobry przeciwnik na przetarcie. Pierwszy mecz odbył się na wyjeździe. Drużyna ze Słowenii była nad wyraz gościnna, gdyż Wiślacy wrócili do Krakowa z dwubramkową zaliczką. Rewanż na stadionie przy ulicy Reymonta był prawdziwym popisem strzeleckich umiejętności krakowian. Wynik 6:1 musiał budzić respekt. Piłkarze spod Wawelu po raz pierwszy pokazali całej Europie, że nie zamierzają być chłopcami do bicia.
Adriano i spółka pokonani
Prawdziwe schody miały rozpocząć się od kolejnego etapu Pucharu UEFA. Na przeciw Wiślakom mieli stanąć solidni Włosi. Drużyna z Półwyspu Apenińskiego miała zetrzeć w drobny pył jedenastkę Kasperczaka. W składzie przeciwnika roiło się od gwiazd: rumuński snajper Adrian Mutu, francuski bramkarz Sebastian Frey oraz młody Brazylijczyk Adriano, to tylko niektóre ówczesne asy AC Parma. Pierwsza połowa meczu z Włochami tylko potwierdziła klasę rywala. Na trudnym terenie wicemistrzowie Polski przegrywali po pierwszej części spotkania 0:1 po golu Donatiego. Wiślacy nie mieli zamiaru poddać się bez walki. Tuż po wznowieniu drugiej połowy remis dał niezawodny Żurawski. Korzystnego dla Wiślaków wynika nie udało się utrzymać, bowiem w końcówce spotkania, ku wielkiej uciesze włoskich kibiców zwycięstwo gospodarzom zapewnił Mutu. Wynik 1:2 nie był zły. Zdobyta bramka na wyjeździe pozostawiała cień nadziei na awans.
Drugi mecz miał pokazać prawdziwą wartość krakowian. Czternastego listopada 2002 roku około ośmiu tysięcy kibiców było świadkami wielkiego piłkarskiego show w wykonaniu swoich ulubieńców. Nic nie zapowiadało jednak prawdziwego święta w Krakowie. Po pierwszej połowie jedenastka z Reymonta przegrywała po golu Adriano. Szanse awansu były już znikome. Drugie 45 minut zmieniło nastroje kibiców o 180 stopni. Wiślacy grali jak natchnieni. Drużynę do walki poderwał gol Kosowskiego. Przebojowy skrzydłowy wyrównał po kiksie Freya. Dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego do dogrywki doprowadził Maciej Żurawski, który tym golem wprawił kibiców w prawdziwą ekstazę. Z trybun po raz pierwszy dało się usłyszeć: „Żuraw władca muraw”. Dogrywka była już tylko formalnością. Wiślacy niesieni na skrzydłach szczęścia jeszcze dwukrotnie trafiali do bramki przeciwnika. Najpierw uczynił to Żurawski. Ostatnią bramkę zaś strzelił Daniel Dubicki. Wisła zmasakrowała Włochów 4:1! Krakowianie pokazali, że potrafią wygrać z każdym. Od tego momentu nikt nie chciał wylosować Białej Gwiazdy.
Niemieckie żniwa
Wiślacy z przytupem awansowali do kolejnej rundy. Na tym poziomie nie było już słabych przeciwników. Krakowianie ze spokojem wyczekiwali na swojego przeciwnika. Po przekonywującym zwycięstwie nad Włochami uwierzyli we własne możliwości. Zrozumieli, że są w stanie zrobić jeszcze niejedną niespodziankę. Następnym rywalem piłkarzy z Krakowa miał być niemiecki zespół Schalke 04. Niemcy w ostatniej rundzie wyeliminowali Legię. Klub z Krakowa miał być kolejnym polskim przeciwnikiem, którego nasi sąsiedzi z zachodu pokonają w tej edycji Pucharu UEFA. Podopieczni Kasperczaka byli ostatnimi przedstawicielami kraju znad Wisły.
Tym razem pierwsza odsłona pojedynku odbyła się w Krakowie. Gospodarze grali dobrze, objęli prowadzenie po samobójczym trafieniu Poulsena. Sensacja była blisko. Jednak w 81. minucie wyrównał Emile Mpenza. Remis z czwartym zespołem Bundesligi uznano za olbrzymi sukces. Wiślacy nieśmiało zaczęli wierzyć w wyeliminowanie przeciwnika. Rewanż odbył się na Arena AufSchalke. Właśnie na tym obiekcie piłkarze Białej Gwiazdy zagrali prawdopodobnie najlepszy mecz w tamtej edycji Pucharu UEFA. Strzelanie rozpoczęło się w 40. minucie. Wtedy to mocnym strzałem z woleja wynik na 1:0 ustalił Żurawski. Dwie minuty później wyrównał również Polak – tym razem jednak z przeciwnej drużyny, Tomasz Hajto, obrońca zespołu Schalke. Wynik do przerwy dawał dogrywkę. Jednak krakowianie nie mieli ochoty zadowalać się takim rezultatem. Szturm na niemiecką bramkę rozpoczął Kalu Uche, który sześć minut po wznowieniu gry, dał prowadzenie drużynie z Polski. Niesamowita gra chłopców z Reymonta została przekuta w sukces. W ostatnich 10. minutach bramki zdobyli Żurawskiego oraz Kosowski. Wisła znów sensacyjnie wygrała! –Schalke -Wisła 1:4! W lutym Wisła gra w IV rundzie Pucharu UEFA! – tak krzyczał, komentujący wtedy ten nieprawdopodobny mecz, Tomasz Jasina. Warto dodać, że osobą, która pomagała relacjonować mecz z Gelsenkirchen był Adam Nawałka, obecny selekcjoner reprezentacji Polski. Niemcy nie mieli wówczas nic do powiedzenia. „Gang Kaspreczaka” zdobył kolejny łup.
Marsz na Rzym
Krakowski klub znalazł się wśród szesnastu najlepszych zespołów w Europie. Już w 2003 roku krakowianie mieli zmierzyć się z Lazio Rzym. Doświadczenie związane z Włochami było co najmniej miłe, gdyż w drugiej rundzie krakowianie przeszli Parmę. Teraz liczono na powtórkę. Mecz w Rzymie był szalony. Wiślacy dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, jednak nie potrafili dowieźć zwycięstwa do końca. Remis 3:3 po dwóch golach z rzutów karnych strzelonych przez Żurawskiego oraz jednym Kalu Uche, świadczył o niezwykłej skuteczności krakowian. Wbić trzy gole na tym poziomie i takiemu przeciwnikowi, to naprawdę nie lada wyczyn. Niestety, Wisła miała wówczas jeden słaby punkt. Był nim bramkarz Angelo Hugues. Wszystkie celne strzały w światło bramki krakowian zazwyczaj kończyły się stratą gola. Biała Gwiazda mogła wygrać w Rzymie, ale w myśl przysłowia: „Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”, należało się cieszyć z remisu. Wisła nieraz pokazała, że potrafi grać z olbrzymim rozmachem.
Głęboka wiara w sukces, jakim miało być wyeliminowaniem piłkarzy ze stolicy Włoch, nie była więc bezpodstawna. Rewanż miał się odbyć dwudziestego siódmego lutego, ale z powodu złego stanu murawy, został przeniesiony na piątego marca. Drugi mecz z Lazio rozpoczął się idealnie dla krakowian. Już w 4. minucie piłkarze z Reymonta objęli prowadzenie po strzale Marcina Kuźby. Wystarczyło ten wynik utrzymać do końca. Tym razem szczęście nie było po stronie drużyny z Krakowa. Dwa ciosy (w 17. minucie trafił Fernando Couto, a w 55. wynik ustalił Enrico Chiesa) zadane przez rzymian zakończyły piękny sen o europejskich pucharach. Co ważne, sen, który stał się jawą.