Za 10 złotych miesięcznie do woli będzie można jeździć autobusami po mieście
W nowej taryfie przewozowej MPK szczególnie atrakcyjnie przedstawia się kupno biletu miesięcznego, który ma kosztować ledwie 10 złotych. Można też od razu kupić sobie kwartalny abonament za złotych 30.
Tarnów, wprowadzając nowe taryfy komunikacyjne, chce przede wszystkim zachęcić mieszkańców do korzystania z publicznego transportu. Jako argumenty podawane są względy ekologiczne czy te rozwiązujące korki na ulicach w godzinach szczytu.
Bo wpływy z biletów to niewielki zastrzyk gotówki do budżetu spółki.
„Mamy autobusy jak w Mediolanie”
Od wielu lat miasto łoży duże pieniądze na poprawę stanu publicznej komunikacji. Jak czytamy na stronie miejskiego przewoźnika, tabor MPK liczy obecnie 112 autobusów.
Szczególną dumą spółkę napawa posiadanie 17 elektrycznych pojazdów Solaris Urbino n12E, które kosztowały ponad 67 milionów złotych. Lwia część pieniędzy pochodziła z Krajowego Planu Odbudowy oraz Narodowego Fundusz Ochrony Środowiska.
– Identyczne jeżdżą po Mediolanie, Warszawie, Berlinie czy Madrycie. Naprawdę, pasażerowie naszego MPK jeżdżą w komfortowych warunkach. I bardzo zachęcamy, by jak najwięcej osób korzystało z naszej komunikacji – mówi Wiktor Bochenek, Pełnomocnik Prezydenta Tarnowa do spraw Koordynacji Polityk Miejskich.
Nagroda za bycie „Tarnowianinem Premium”
Żeby kupić się „Bilet za dychę” trzeba spełnić kilka warunków. Po pierwsze, trzeba być mieszkańcem miasta i płacić tu podatki. Po drugie, posiadać Tarnowską Kartę Miejską w wersji Premium. Karta w wersji Standard się nie liczy.
Wszelkich aktualizacji swojej karty można dokonać pod adresem internetowym: sdk.umt.tarnow.pl. Można też wypełnić papierowy formularz.
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Trzeba też w mieście płacić za wywóz śmieci. Tu wystarczy złożenie oświadczenia.
– Nie wymagamy specjalnych zaświadczeń. Oświadczenie śmieciowe sobie zweryfikujemy w urzędzie – uśmiecha się zastępca prezydenta Maciej Włodek.
Ten ostatni warunek wzbudził duże kontrowersje, ponieważ wykluczał z promocji osoby, które swoje PIT-y rozliczają w Tarnowie, prowadząc tu choćby firmy, ale mieszkają poza miastem. I w swoich gminach płacą za wywóz odpadów.
Miasto odbijało piłeczkę twierdząc, że niemała część spośród tych osób jest na tyle majętna, że posiada nieruchomości w Tarnowie i korzysta z usług Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej.
Za darmo będą mogły jeździć dzieci, które nie ukończyły siedmiu lat. Wcześniej nie trzeba było kasować biletów dla co najwyżej czterolatków. Do bezpłatnej komunikacji uprawnieni są także uczniowie tarnowskich podstawówek.
Obcemu drożej
Kto się nie załapie na promocję, od piątku za przejazd będzie musiał zapłacić 5 złotych. Jeśli ktoś posiada uprawnienia do ulgi wysupła połowę tej kwoty. Na razie jeszcze wszyscy solidarnie płacą 3,60 zł lub 1,80, gdy ma się ulgę. Ale w autobusie nie można spędzić więcej niż pół godziny. Za to możemy się przesiadać.
Stawki biletów miesięcznych skoczą od piątku z 80 do 150 zł. W wersji ulgowej stawki te wzrosną z 40 do 75 złotych.
Szturm na kasy
Bilety miesięczne według nowej taryfy można było kupować już od 20 kwietnia. Miastu zależało na tym, by mieszkańcy korzystali z oferty już podczas długiego weekendu.
Można było – i nadal można to czynić – na dwa sposoby.
Tarnowianie bardzo przyjaźnie przywitali nowy pomysł MPK. Urzędnicy wyliczyli, że nowe bilety wykupiło już około półtora tysiąca mieszkańców.
Do Skrzyszowa na razie nie pojedziemy
Nowe bilety obowiązują w granicach miejskich Tarnowa. Zatem jeśli ktoś korzysta z komunikacji podmiejskiej musi dopłacić do przejazdu. To niemiła wiadomość dla dojeżdżających choćby ze Skrzyszowa czy Wierzchosławic
– To prawda. Do Skrzyszowa na naszym bilecie nie dojedziemy. Ale może to wkrótce się zmieni. Są rozmowy w kwestii utworzenia biletu aglomeracyjnego. I tu otwiera się furtka dla mieszkańców ościennych gmin – twierdzi Maciej Włodek.
Znając jednak temperaturę dyskusji i panujące wewnątrz Aglomeracji Tarnowskiej wzajemne uczucia, droga to tego może być daleka. Tym bardziej że nie sposób się na razie porozumieć w kwestii realizowania wspólnych kursów.
Barierą są oczywiście pieniądze. I określenie satysfakcjonującej wszystkich ceny tak zwanego wozokilometra.