Zabieg w ostatniej chwili. Walka z rzadką chorobą w krakowskim szpitalu

Dzięki szybkiej reakcji lekarzy z Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. św. Jana Pawła II, przeprowadzonemu tam specjalistycznemu zabiegowi i dostępowi do innowacyjnej terapii, dziś mówi: „znowu mogę oddychać z nadzieją”.

Pani Patrycja przez pięć lat toczyła nierówną walkę z chorobą, która odbierała jej siły, oddech, a czasem także nadzieję.

Zaczęło się niewinnie, od krwioplucia. Początkowo lekarze podejrzewali infekcję, przepisali antybiotyk. Objawy ustąpiły, ale choroba wróciła. Po kolejnych badaniach i tomografii wykryto zmiany w płucach. Pani Patrycja trafiła do szpitala z podejrzeniem zatorowości płucnej. Przypadek sprawił, że brak miejsc na oddziale pulmonologicznym skierował ją na kardiologię. Tam wykonano echo serca. I w końcu usłyszała diagnozę: tętnicze nadciśnienie płucne z przerostem prawej komory serca.

To choroba rzadka, trudna do rozpoznania, ale jeszcze trudniejsza do leczenia. W Polsce może cierpieć na nią zaledwie 1–2 tysiące osób. Objawy takie jak duszność, zmęczenie, kołatanie serca – często są mylące.

Pani Patrycja rozpoczęła wieloletnie leczenie, najpierw jednym lekiem, później kolejnymi. Mimo wszystko starała się być aktywna, ćwiczyła, walczyła. Przełom nastąpił w 2024 roku, gdy narastająca niewydolność serca wymusiła zastosowanie leku podawanego wlewem podskórnym. Zgodziła się, choć wiedziała, że to oznacza duże ograniczenia.

– To ogromne utrudnienie. Wymiana wkłucia co dwa miesiące to wielki ból. Nie wolno mi się kąpać w wannie, jeziorze, morzu… Ale chciałam żyć – mówiła z determinacją.

Wkrótce jednak jej stan znów się pogorszył. Pojawiła się nowa nadzieja – nowoczesna terapia dostępna dzięki programowi RDTL (ratunkowy dostęp do technologii lekowych). Niestety, organizm pacjentki nie był gotowy – zbyt wysoka hemoglobina uniemożliwiła podawanie leku w odpowiednich odstępach.

Szybka interwencja i skuteczny zabieg

Kiedy 25 maja, zaledwie tydzień po ostatniej dawce, pani Patrycja znów zaczęła pluć krwią, jej stan był na tyle poważny, że wymagał pilnego transportu do Krakowa. Trafiła do jednego z niewielu ośrodków w Polsce, które specjalizują się w leczeniu nadciśnienia płucnego i przeprowadzaniu skomplikowanych zabiegów ratujących życie.

Krwioplucie to alarmujący objaw, który może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta. W przypadku nadciśnienia płucnego problem jest szczególnie poważny, bo pacjenci nie mają dużej rezerwy oddechowej – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Grzegorz Kopeć, kierownik Ośrodka Nadciśnienia Płucnego UJCM w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Jana Pawła II. – Niewielkie krwawienie może prowadzić do poważnych konsekwencji, dlatego w ostrych przypadkach liczy się czas – szybkie rozpoznanie i leczenie mogą uratować życie – podkreśla.

Jak wyjaśnia dla LoveKraków.pl profesor Kopeć, w takich sytuacjach wykonuje się tomografię komputerową płuc, często też bronchoskopię, by zlokalizować źródło krwawienia, a w przypadkach cięższych – zabieg embolizacji, czyli zamknięcia krwawiącego naczynia z użyciem specjalistycznego sprzętu wprowadzanego przez tętnicę udową. – Zabieg nie jest łatwy. Wymaga przeszkolenia i odpowiedniego zaplecza. Nie wszędzie można go wykonać. Jednym z takich szpitali jest właśnie nasz – zaznaczył.


„Czułam, że jestem w najlepszych rękach”

Zabieg przebiegł pomyślnie. Pacjentka była pod opieką zespołu kierowanego przez prof. Grzegorza Kopcia, a bezpośrednią opiekę nad nią sprawował dr Marcin Waligóra. Jak relacjonuje pani Patrycja, dzięki tej czuła się bezpiecznie – a to, jak mówi, było dla niej kluczowe.

– Prof. Kopeć i dr Waligóra to naprawdę specjaliści na najwyższym poziomie – mówi dla LoveKraków.pl. – Dzięki niesamowitej opiece przede wszystkim czułam się bardzo bezpiecznie w szpitalu, a to jest podstawa. Sam zabieg przeszedł rewelacyjnie w moim odczuciu, nie było żadnych komplikacji. Czułam, że jestem w najlepszych rękach. Muszę przyznać, że w tydzień po zabiegu poprawa była ogromna – zaznacza.

Dziś pani Patrycja mówi, że wierzy, iż to krwioplucie było ostatnim. Ma nadzieję, że jej historia pomoże innym pacjentom w podobnej sytuacji, a zastosowane leczenie otworzy nowe możliwości w walce z tą rzadką i wyniszczającą chorobą.

– Moja droga… te wszystkie próby leczenia, różne metody, które przeszłam… pokazują, że wciąż jestem. Wciąż walczę – mówi ze szczerością.