Zakąskowe bary wygrywają z tradycyjnymi pubami
Czynne przez 24 godziny na dobę. Można przyjść na ”before”, można na „after”. Ceny zawsze te same, nigdy drożej. Piwo, wódka za 4 złote, przekąska za 8. Barów przekąskowych z tanim alkoholem jest coraz więcej w Krakowie. Klientów cały czas przybywa.
Stylizowane na dawne PRL-owskie puby. Menu krótkie i proste – napój 4, potrawa – 8. Płatność tylko gotówką. Do napojów czasem podaje się przekąskę. Często nie ma miejsca, więc je i pije się na stojąco. Zawsze głośno, gwarno, a wieczorami ciężko wcisnąć palec między tłum bawiących się ludzi. Co przyciąga taką ilość osób? – Przede wszystkim cena, nie każdego stać w dzisiejszych czasach na piwo za 10 czy 12 złotych – mówi Magdalena Książek, kierowniczka pubu przy ul. Szewskiej.
A wszystko zaczęło się od warszawskich „Przekąsek Zakąsek”, które ostatnimi laty zyskały bardzo dużą popularność. Lokal założony przez restauratora Adama Gesslera przy Krakowskim Przedmieściu, kuszący miłą obsługą, tanim alkoholem i jedzeniem, a do tego dostępny całą dobę, szybko zyskał sobie rzeszę fanów.
Nie tylko „bo tanio”
Klienci zmieniają się zależnie od pory dnia, ale przychodzą wszyscy. Tanie bary odwiedzają ludzie młodzi, studenci, obcokrajowcy, ale zaglądają tam też ci, którzy PLR-owskie czasy pamiętają z własnego doświadczenia. – Przychodzą starsze pary na śledzia i małą „banię”, szczególnie popołudniami, jeszcze przed wieczornym ruchem – mówi pani Zuzanna Danielak-Kijowska, managerka w pubie przy ul. Stolarskiej. Barów zakąskowych jest już w Krakowie ponad dziesięć, ale mimo to wieczorami ciężko znaleźć w nich miejsce. To właśnie ów „ścisk” tworzy wyjątkowy klimat barów zakąskowych. Ludzie mimowolnie zaczynają ze sobą rozmawiać i dosiadać się do stolików, a że każdy coś wypił, to rozpocząć rozmowę łatwiej.
reklama
W tanich barach klimat tworzą też barmani. Wiele ludzi przychodzi właśnie do nich. – Lubię tę pracę, wydaje mi się, że w barach zakąskowych nie jest sztywno, można pogadać z innymi i z obsługą i nigdy nie jest to źle odbierane – mówi Anna Felińska, pracująca w pubie przy Placu Nowym. Właściciele często mają przyjacielskie relacje ze swoimi pracownikami, co dodatkowo tworzy domową, swojską atmosferę. – Staramy się tworzyć przyjacielskie stosunki z ludźmi, którzy u nas pracują, nie ma aury „szefostwa” – zaznacza pan Mirosław Cyganek, właściciel sporego baru.
Nie osiadać na laurach
Bary zakąskowe mają się bardzo dobrze. Właściciele jednak myślą o przyszłości swoich interesów. – Trzeba się rozwijać, reklama dźwignią handlu, dlatego we wtorki wprowadziliśmy nowość – dancingi, aby przyciągać więcej ludzi – mówi Magdalena Książek. O tym, że osiadać na laurach nie można, wie także pani Zuzanna. – Trzy lata temu to można było wyróżnić się tanim alkoholem, teraz w bardzo wielu miejscach „bania” jest za 4 złote, więc to już nie wystarcza. Dlatego bar stara się przyciągać ludzi dobrym domowym jedzeniem – Bo jak ktoś przyjdzie zjeść, to i się czegoś napije – dodaje pani Zuzanna. Na jakość jedzenia zwracają uwagę także inne bary zakąskowe. Konkurencja jest przecież niemała. – Mamy jedną kuchnię na wszystkie trzy Pijalnie. Pani Krysia codziennie przygotowuje świeże jedzenie – dodaje Magdalena Książek.
Klientów w barach z tanim alkoholem nie brakuje. Miejsca te kuszą ceną, klimatem i smaczną zakąską. Można tu zjeść, napić się i „dobrze skończyć”. Warunek jest jeden. Musi być tanio, smacznie i jak za czasów PRL-u.