Zalania w garażach, korki, mało sklepów i dziki. Mieszkańcy Klinów oceniają swoje osiedle

Najtrudniej dotrzeć na Kliny i z nich wyjechać. Osiedle jest spokojne, ale brakuje sklepów, knajpek, potrzeba kolejnej szkoły. Mieszkańcy nie kryją, że to nie jest wymarzone miejsce do życia. Ale przyznają, że było tanio.

Od kilku tygodni jeździmy po mieście sprawdzając, jak żyje się mieszkańcom wielkich, często owianych złą sławą krakowskich osiedli. Zaczęliśmy od Avii, wielokrotnie krytykowanej przez architektów i urbanistów, określanej przez internautów mianem patodeweloperki. Jak się okazało, mieszkańcy wcale swojego osiedla nie krytykują, wręcz przeciwnie, przekonują, że żyje im się tam „idealnie” i nie brakuje im niczego – od sklepów i restauracji, przez szkoły i przedszkola, po zieleń i place zabaw.

Między blokami spotkaliśmy wielu spacerujących czy wypoczywających na ławkach mieszkańców okolicznych, starszych osiedli, którzy cieszyli się z tego, że Avia i bloki przy Orlińskiego powstały. – Bardzo się nam tu podoba. Jest gdzie usiąść, gdzie się pobawić, można kupić loda. Tu jest wszystkosłyszeliśmy. Cały reportaż z osiedla Avia można przeczytać poniżej:



– Mieszkamy nieco wyżej, w rejonie ulicy Bartla. Ludzie z bloków niżej położonych mają problem z zalewaniem. Na okolicznych zielonych łąkach mają być budowane kolejne budynki. To tereny podmokłe. W okolicy jest zbiornik retencyjny, ale bywa niewydolny. Byłyśmy świadkami takiej sytuacji, jak z tego zbiornika wyciekała woda, a panowie robotnicy, paląc papierosy, przyglądali się temu. Koparka stała obok, a oni, pogrążeni w metafizycznej dyskusji na temat tej wypływającej wody, nic nie mogli zrobić. Wspaniała ilustracja bezradności, która czasem ogarnia ludzi – żartuje pani Magdalena.

Rozmawiamy jeszcze z panią Anną, która na Klinach mieszka od wielu lat. – Dojechać do centrum można w miarę sprawnie autem, pod warunkiem że wyjedzie się z osiedla, a to często trudna sprawa – zauważa kobieta, wskazując na tworzące się regularnie na Klinach korki. – Jest zdecydowanie zbyt mało miejsc postojowych, a na dodatek fantazja kierowców jeśli chodzi o parkowanie nie zna granic. Co do drzew, które dawałyby cień w upalne dni, to również jest ich zdecydowanie za mało. Plusem są okoliczne łąki, ale moim zdaniem to kwestia czasu, aż zostaną zabudowane – podkreśla.

Wskazuje na problem z dzikami. – Gdy spaceruję z moim psem, to się ich boję. To dzikie zwierzęta, nigdy nie wiadomo, jak zareagują na człowieka. Były przypadki, że locha pogoniła psa – wspomina pani Anna. I zwraca uwagę na ciekawe, choć uciążliwe sąsiedztwo, jakie mają mieszkańcy ulicy Korpala. To jedna z zaledwie dwóch dróg, którą można wydostać się z Klinów. – W rejonie bloków ostały się tam zabudowania gospodarcze, obok których mężczyzna hoduje różne zwierzęta. Moja mama mieszka w pobliżu i narzeka, że jak uchyli okno, to czuje ich smród. Problem nasila się głównie wieczorami – kwituje kobieta.

Wyjeżdżamy z Klinów. Przed nami długa droga powrotna do centrum.