Zarwaliśmy nockę w Kraków Airport. Bartłomiej pokonał 100 km
Apetyty na kolejny rekord
Od majowego weekendu w Kraków Airport zacznie działać tymczasowa poczekalnia dla podróżujących poza strefę Schengen, m.in. do Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Sześć dodatkowych bramek (wzrost z 18 do 24) pomoże zwiększyć przepustowość lotniska. Liczba pasażerów obsłużonych w ciągu godziny wzrośnie z 1800 do 2700. W tym roku spodziewany jest kolejny rekord – nawet 15 mln podróżnych.
Zbiórka na szóstym poziomie
– Też na testy? Zapraszam na ostatni, szósty poziom – mówi pan w pomarańczowej kamizelce stojący przed szlabanem wjazdowym na parking. Skrupulatnie zapisuje numer rejestracyjny auta i wskazuje ręką kierunek jazdy.
Jest kilka minut po godz. 21:30. Wokół lotniska i w hali odlotów coraz spokojniej. Gęstnieje jednak tłum przy informacji lotniskowej. – A tu co się znowu dzieje? – rzuca do swojego partnera kobieta ciągnąca walizkę, ale się nie zatrzymuje.
25 milionów za stary terminal cargo
Przez jej głowę pewnie przeszła myśl, że mamy problem, np. odwołano nam lot. Nie tym razem. Problemy to my dopiero będziemy chcieli znaleźć. Poprosiły nas o to władze portu lotniczego, zapraszając do testów na kilkadziesiąt godzin przed otwarciem tymczasowej poczekalni. Powstała za 25 mln zł w budynku starego terminalu cargo, by ulżyć pasażerom i obsłudze do czasu rozpoczęcia większej inwestycji.
Cztery kierunki
Przy informacji lotniskowej nagłe poruszenie, tworzy się kilka kolejek. Po raz pierwszy okażemy dowód tożsamości i dowiemy się, gdzie lecimy. Cztery testowe rejsy liniami PBZ (Pre-Boarding Zone) do Szardży, Liverpoolu, Londynu Stansted i Chicago zaplanowano na godz. 1:40.
Pakiet startowy i RODO
Zostałem przydzielony do grupy pomarańczowej, lecę do Londynu. W podgrupie I jest ze mną jeszcze Bartłomiej. Na stanowisku odprawy odbieramy kamizelki, przepustki, podpisujemy zgody RODO. Nasza opiekunka – na co dzień pracownica Centrum Edukacji Lotniczej Kraków Airport – wręcza nam kartę pokładową. Jej część stanowi ankieta, którą będziemy wypełniać po północy.
Z odprawy wracamy też z papierowymi torbami z pakietem startowym. Każdy zawiera długopis, bidon na wodę, bagietkę z serem żółtym i papryką oraz batonik. Trzy godziny później – na zakończenie testowania – każdemu zostanie wręczony worek z kilkoma gadżetami i koperta z kodem do wykorzystania w przyszłości priorytetowego przejścia przez kontrolę bezpieczeństwa.
W centrum uwagi
Kolorowe kamizelki – w zależności od kierunku, w kolorze pomarańczowym, niebieskim, zielonym lub różowym – wkraczają do akcji po zakończeniu kontroli bezpieczeństwa dla pasażerów ostatniego lotu zaplanowanego przed nocną przerwą do Londynu Luton.
Widać nas i słychać, ale nie ma taryfy ulgowej. Testerzy, którzy zapełnili wolne miejsca w kilka godzin po starcie rejestracji na wydarzenie, przechodzą standardową kontrolę. Bezpieczeństwo na lotnisku to podstawa.
Opróżniamy kieszenie, zdejmujemy paski do spodni. U części przeprowadzana jest dodatkowa kontrola osobista lub bagażu.
Lotniskowi aktorzy z wózkami
Kilka osób pcha przed sobą wózek. Otrzymały dodatkowe zadanie: symulację podróży z małym dzieckiem. Maluchów nie ma na testach, jedynym warunkiem udziału była pełnoletność.
Część lotniskowych aktorów musi zgłosić podatek VAT, co wymaga znalezienia odpowiedniego punktu. Są też osoby z niepełnosprawnościami, poruszające się na wózkach. Ich uwagi okażą się najcenniejsze. Ale o tym później.
Właściwy kierunek
Lecimy poza strefę Schengen, więc czeka nas jeszcze kontrola paszportowa. Przebiega sprawnie, pan strażnik nie przedłuża, szybko rzuca okiem na przepustkę. Jesteśmy coraz bliżej tymczasowej poczekalni przedodlotowej Pre-Boarding Zone, połączonej na poziomie pierwszego piętra z terminalem pasażerskim. Tablice informacyjne kierują w stronę bramek o numerach 19-24.
Mój kolega słusznie zauważa, że jeden z kierunkowskazów mógłby być zawieszony nieco wcześniej. Pasażerowie korzystający z nowej przestrzeni po raz pierwszy, zmęczeni, pod presją czasu, mogą pójść o kilka kroków za daleko i trafić do strefy toalet.
Dymek pod chmurką, a potem... przychodnia
Bez problemu można za to znaleźć palarnię. Śmiejemy się, że przypomina więzienny spacerniak. Nie ma zadaszenia, więc w zimie lub w deszczowe dni komfort użytkowania nie będzie najwyższy. – Może chodzi o to, by korzystało z niej jak najmniej osób. Takie skuteczne odstraszanie – śmiejemy się z innym uczestnikiem.
Nowa przestrzeń to ponad 4,5 tys. mkw., czyli blisko 10 proc. powierzchni obecnego terminalu. Stawiamy kolejne kroki i czujemy, że jeszcze niedawno trwał tu remont. Nie ma jednak efektu „wow”. Widać, że obiekt był przystosowywany do nowej funkcji, a nie budowany od nowa. Za kilka lat pozostaną po nim tylko wspomnienia. Zostanie zburzony.
Zwracam uwagę na swoje odczucia i mam wrażenie, że jestem u lekarza. Pre-Boarding Zone nieco przypomina przychodnię zdrowia. Seledynowy kolor sufitu (jedna z barw z logotypu Kraków Airprot) nie wszystkim przypada do gustu, ale to są szczegóły. O gustach się nie dyskutuje, a na jakość obsługi nie ma to najmniejszego wpływu.
USB działają, pokój ciszy skromny
Testerzy ustawiają się w kolejce po kawę i herbatę, a potem ruszają dobrze wypełnić swoje zadanie. Wyciągam z plecaka kabel i sprawdzam, czy przy siedzeniu podładuję smartfona. Wszystko działa. Są wejścia USB i USB-C, a także uniwersalne gniazdka.
Zaglądam do ekumenicznych pokojów modlitw (osobnych dla kobiet i mężczyzn) i pokoju ciszy dla osób neuroróżnorodnych. Pomieszczenia są niewielkie, ale spełniają swoją funkcję.
W pokoju ciszy stoją dwa składane krzesła.
Test siły przy drzwiach do toalet
Lotnisko zadbało także o pokój medyczny, komfortkę, pokój opieki nad dzieckiem czy plac zabaw. W tymczasowym terminalu bez problemu odnajdzie się toalety. Jest ich odpowiednia liczba. Pozytywnie zaskakuje informacja na drzwiach, w którym miejscu są kolejne. Uwagi mam za to do naprowadzenia do pitników z wodą. Szukam ich dłuższą chwilę.
Otwieranie drzwi do łazienek wymaga użycia siły. Te prowadzące do pomieszczeń przystosowanych dla osób z niepełnosprawnościami wydają się być jeszcze bardziej oporne na nasz ruch. Zwracają na to uwagę panie poruszające się na wózkach. W wielu przypadkach nie obyło się bez pomocy innej osoby.
Pomoc nie nadchodzi
Uwag do toalet dla podróżnych ze specjalnymi potrzebami jest więcej. Przedstawiciel firmy Mostostal Warszawa, generalnego wykonawcy, z uwagą słucha wszystkich wskazówek. Pani na wózku nie ma gdzie położyć torebki, pomoc wzywa się poprzez naciśnięcie guzika, a lepsze byłoby pociągnięcie za sznurek. Rzeczy do poprawy jest więcej. No i najważniejsze – pomoc była wzywana, a nikt nie przyszedł jej udzielić.
Między filarami
Bramka numer 19 znajduje się na poziomie pierwszego piętra. Pozostałe – od 20 do 24 – na parterze. Główna hala jest przestronna, natomiast przy wejściach 23 i 24 robi się tłoczno. Miejsca nie jest dużo, a do tego część zabiera dziesięć filarów.
– Dziś jest 300 osób w całym terminalu, a normalnie będzie po 200 osób do jednego samolotu. Już widzę ten ścisk – zwraca uwagę kobieta.
Na mojej karcie pokładowej jest dopisek „priority”, więc mamy pierwszeństwo wejścia. Pokazuję przepustkę, oddaję ankiety z ocenami i uwagami.
Autobusem po drodze startowej
Przed nami ostatni etap podróży – w naszym przypadku bez wejścia na pokład samolotu. Kierujemy się w stronę autobusu. Do przejścia jest spory kawałek. W zimie lub przy padającym deszczu komfort nie będzie najwyższy. W nowym, tymczasowym terminalu nie ma bramki z rękawem.
Ta noc jest ważna dla różnych grup obsługi lotniska. Z nami w autobusie jadą przedstawiciele Ryanaira. Pas startowy jest wolny, w jednym miejscu trwają jednak punktowe naprawy.
Na koniec czeka na nas niespodzianka. Przejeżdżamy pasem, podziwiając kolorowe oświetlenie, stojące samoloty, drogę kołowania.
Pasjonaci szukają okazji
Nawet podróż autobusem nie pozostawia złudzeń, że pas jest mocno wyeksploatowany i w niedalekiej przyszłości jego remont jest koniecznością.
Próba generalna odlotów z Kraków Airport z wykorzystaniem nowego terminalu Pre-Boarding Zone wypadła dobrze. Port może jeszcze wprowadzić ostatnie poprawki.
Wśród testerów były nie tylko osoby z Krakowa. Dla fanów lotnictwa takie wydarzenie jest nie lada gratką.
Bartłomiej przyjechał spod Bielska-Białej. To jakieś 100 km trasy w jedną stronę. – Pewne granice zostały przekroczone – śmieje się, opowiadając o swojej lotniczej pasji.
Styl życia
Niedawno był z rodziną na Rodos. Tak dobrał hotel, by mógł śledzić samoloty podchodzące do lądowania.
Czasem można też zarwać nockę.
Jest 1:56, kiedy opuszczam terminal i jadę windą po samochód. Za trzy i pół godziny wystartują pierwsze samoloty.