Zasłonić kurtynę, spektakl skończony [Komentarz]
Sezon ligowy wszedł w decydującą fazę. Jak radzą sobie kluby z Krakowa? Fatalnie. Wisła została pobita w Poznaniu, a Cracovia zaliczyła niespodziewaną wpadkę z Podbeskidziem. Dla dobra krakowskiego futbolu należy skończyć ten tandetny występ pt. „T-Mobile Ekstraklasa 2013/2014” i zająć się bardziej ambitną sztuką, która ujrzy światło dzienne po wakacjach.
Dokąd płyniesz, Wisło?
Dla krakowskich zespołów reprezentujących Kraków w najwyższej klasie rozgrywkowej ostatni piątek był niczym ten pechowy, popularnie zwany „trzynastego”. Wisła po raz kolejny, już piąty z rzędu, ośmieszyła się w lidze. Po porażkach z Zawiszą, Zagłębiem, Widzewem i Podbeskidziem tym razem Biała Gwiazda nie sprostała Lechowi Poznań. "Nie sprostała" to delikatnie powiedziane. Każdy, kto oglądał mecz wie, że wynik 0:3 to najniższy wymiar kary. Spotkanie nie zakończyło się pogromem tylko dlatego, że Lech zaspokoił pragnienie zwycięstwa już po 11 minutach, gdy prowadził 2:0.
Chłopcy Smudy chyba po raz kolejny zapomnieli po co wybiegli na boisko. Grali dramatycznie. Z meczu na mecz jest coraz gorzej. Aż strach pomyśleć co będzie w następnych spotkaniach, gdy trzeba będzie zagrać z Pogonią, Ruchem, o Legii nie wspominając. Tym bardziej dziwią słowa Mariusza Rumaka, który na konferencji po meczu powiedział, że Wisła to dobry zespół! Chyba do lania. Zawsze można się tłumaczyć plagą kontuzji, krótką ławką, warunkami pogodowymi i innymi obiektywnymi problemami. Ok, nikt nie wymaga cudów przeciwko Legii, ale na miły Bóg, nawet taka ekipa powinna ograć outsidera z Łodzi. Tymczasem to Widzew pokonał Smudę i jego chłopców, bo przecież nie facetów. Na odchodne chciałoby się powiedzieć: dokąd płyniesz, Wisło?
Niby dobrze, a jednak źle
Drugim aktorem, który gra w tym żałosnym widowisku jest Cracovia. Paradoksem jest, że Pasom idzie lepiej niż Wiśle, która walczy w grupie mistrzowskiej. Czy jednak gra podopiecznych Stawowego jest dużo lepsza? Pojawiają się wątpliwości. Niby do kadry wrócił Dawid Nowak, w zespole gra Saidi Ntibazonkiza, styl gry ciągle jest ten sam, tylko wyników brak.
Wielce prawdopodobne jest, że trener popełnił gdzieś błąd w trakcie przygotowań do rundy wiosennej. Na wyniki mógł wpłynąć też konflikt Stawowego z prezesem Januszem Filipiakiem. Pamiętać należy, że za wyniki odpowiadają przede wszystkim piłkarze, a tym nie brakuje absolutnie nic do osiągania korzystnych rezultatów. W polskiej lidze jest kilka klubów, które przędą znacznie gorzej od Cracovii, a jednak nie widać pomiędzy nimi a Pasami wielkiej różnicy w jakości gry. Jeśli tak dalej pójdzie, to zamiast dziewiątej lokaty będzie rozpaczliwa walka o utrzymanie.
Do końca występu jeszcze sześć odsłon. Przeczucie mówi, że wyjątkowo trudnych dla Wisły i Cracovii. Kurtyna mogłaby już opaść i zakryć ostatnie „wyczyny” ekip spod Wawelu. Niestety spektakl dalej trwa. Oby już więcej nie pojawiła się charakterystyczna w ostatnim czasie scena ukazująca Pasy na autostradzie wybudowanej na Wiśle, po której jedzie rozpędzony przeciwnik.