Zawodnik Wisły: Zabrakło nam czegoś z przodu

Wisła Kraków nie zdołała na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej strzelić gola. Ta sztuka udała się natomiast gospodarzom i to oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Ekstraklasowy klasyk Legia Wisła zakończył się triumfem obecnego mistrza Polski. – Przyjechaliśmy po bardzo potrzebne nam punkty. Niestety wracamy bez nich. Legia miała trochę więcej sytuacji niż my – mówił klubowym mediom bramkarz Białej Gwiazdy Łukasz Załuska. – Wyglądaliśmy w drugiej połowie lepiej niż w pierwszej, a mimo to wracamy bez niczego. Wiedzieliśmy, że pierwszy kwadrans trzeba na Legii po prostu przetrzymać i szukać bramki. Nie udało nam się jednak przezwyciężyć naporu rywala.

Problemy w ataku

O zwycięstwie gospodarzy zadecydował gol Miroslava Radovicia zdobyty na początku spotkania. – Legia ma z przodu takie indywidualności, że trzeba być czujnym cały czas. Ten jeden jedyny raz nam się to nie udało i przegraliśmy jednym golem – tłumaczył niepocieszony zawodnik i kontynuował – Brakowało nam nieco akcji z przodu. Wiadomo, musieliśmy sobie radzić bez Pawła i Zdenka, szansę dostał Mateusz, ale przecież nie tylko napastnicy atakują. Z przodu czegoś nam zabrakło.

Najlepszy snajper krakowskiego zespołu wypadł ze składu tuż przed spotkaniem. Jego miejsce zajął Mateusz Zachara. – Dowiedzieliśmy się, że zabraknie Pawła dopiero na odprawie przedmeczowej. Mateusz na treningach ustawiany był jako napastnik. Byliśmy na to przygotowani. W końcówce graliśmy już bez napastnika, tylko z Semirem i Petarem, którzy nigdy na szpicy nie grali. Widać było to po nich, trudno nie występując na danej pozycji, zachowywać się na niej naturalnie – podkreślił pomocnik Wisły Rafał Boguski.

Solidna defensywa

Przy trafieniu Radović był praktycznie niepilnowany. – Piłka podskoczyła na nierówności, co uniemożliwiło mi skuteczną interwencję. Byłem przekonany, że jest ona w moim zasięgu. Zabrakło trochę szczęścia i straciliśmy gola – tłumaczył kapitan Wisły Arkadiusz Głowacki.

Mimo straconej bramki defensywa przyjezdnych spisywała się przyzwoicie. – Nasi obrońcy często podłączali się do akcji ofensywnych. Legia to drużyna, która gra dobrze zarówno w ataku pozycyjnym, jak i w kontrataku, przez co w niektórych sytuacjach było bardzo gorąco. Do samego końca liczyliśmy na zmianę wyniku i musieliśmy zaryzykować – wyjaśniał zawodnik.