Zerwali taśmę, zanim wyjechali z parku maszyn. Żużlowa „Unia” Tarnów wyrzucona z rozgrywek

Każda cierpliwość ma swoje granice. Ta właśnie skończyła się władzom PZM. „Unia” Tarnów bez licencji na zbliżający się sezon. A za rok szykowano się do celebry jubileuszu 70-lecia żużla w mieście.

Wyrok na tarnowskie „Jaskółki” ma jedno zdanie, które ucina wszelkie spekulacje i nie pozostawia jakiejkolwiek furtki.

„Zespół do spraw Licencji Ligowych w Sporcie Żużlowym w dniu 23.03.2026 r. postanowił stwierdzić wygaśnięcie licencji przyznanej klubowi Unia Tarnów ŻSSA”.

Kurs robienia w bambuko

Że tarnowski żużel ledwie zipie, wiadomo było już od dobrych kilkunastu miesięcy. Upadającej, kultowej w mieście i powiecie dyscyplinie sprzyjał jednak przez jakiś czas fart.

A to marszałek dał pięć milionów na remont stadionu, a to miasto z budżetu obywatelskiego poprawiło nagłośnienie i sprawiło elektroniczną tablicę, a to z tlenem pospieszył prywatny inwestor, który równie szybko uciekł w popłochu, widząc, co się dzieje.

Po czynach nas poznacie” – mamił kibiców prezes Artur Lewandowski podczas ostatniego Memoriału Krystiana Rempały. Rysowano trasę wyjścia na prostą.

Deklarowano spłatę długów, przede wszystkim wobec zawodników. Ba, zakontraktowano już nawet jeźdźców na najbliższy sezon.

Stadion miejski "Jaskółcze Gniazdo"
Stadion miejski "Jaskółcze Gniazdo"
Łukasz Winczura

Śmiałkami, którzy odważyliby się zaryzykować starty z Jaskółką na plastronie, byli: Kacper Grzelak, Kyle Howarth, Matic Ivačič, Bartosz Nowak, Wiktor Trofimow, Adrian Gorzkowski, Igor Gryzło, Sebastian Madej i Fraser Bowes.

Centrala patrzyła na wszystko z ograniczonym zaufaniem, ale jednak zaufaniem. Że jakiś cud się zdarzy. W grudniu „Unii” – jako jedynej drużynie w kraju – licencji nie przyznała, ale dała czas na posprzątanie bałaganu do 20 marca.

– Zależało nam na lidze składającej się z ośmiu zespołów, ale też na tym, żeby zawodnicy oraz pracownicy klubu otrzymali należne wynagrodzenie za poprzedni rok – powiedział w portalu polskizuzel.pl przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego Ireneusz Igielski.

Kibice stypę już odprawili

Stadion miejski "Jaskółcze Gniazdo"
Stadion miejski "Jaskółcze Gniazdo"
Łukasz Winczura

Na dwa dni przed werdyktem żużlowych decydentów w sprawie „Unii” swoje wiedzieli kibice. I w sobotnie popołudnie kilkudziesięcioosobowa grupa fanów czarnego sportu zgromadziła się pod główną bramą stadionu.

Przynieśli nagłośnienie, race, z których buchał czarny dym. Były też czarne baloniki. Nie brakło fotografii obarczanego za upadek tarnowskiego żużla Artura Lewandowskiego, który od dłuższego czasu był nieuchwytny dla nikogo.

Nota bene, kilka dni temu ostatni prezes ŻSSA „Unia” Tarnów odnalazł się w Szanghaju.

Ze zdjęć wspomnianego działacza, którego twarz przekreślono czerwoną taśmą, ułożono krzyż. „Artur Lewandowski. Grabarz Tarnowa”, „Złodziej” – to epitety najlżejszego kalibru, którymi obdarzono niegdysiejszą nadzieję lokalnego speedwaya.

Pożegnanie z żużlem przebiegło spokojnie. Motocykliści odpalili gumy, zapalono kilka zniczy.

Deklaratywnych zbawców czarnego sportu, którzy przewinęli się przez media w ostatnim czasie, nie było. Z miasta pojawił się jedynie szef komisji sportu rady miejskiej Henryk Łabędź. Dostrzegliśmy też jedną z legend tej dyscypliny sportu – Mariana Wardzałę. Ale już jego syn, Robert, kiedyś żużlowiec, dziś poseł, nie przyszedł.

Przy bramie dalej palą się świeczki. Został jeden kartonowy transparent.

Drzwi na stadion nazywany w Tarnowie „Stadio de la Gruz” zamknięte są na lichy, tani łańcuch. Klub odesłał klucze do właściciela obiektu, którym jest miasto, pocztą.

Stadion miejski "Jaskółcze Gniazdo"
Stadion miejski "Jaskółcze Gniazdo"
Łukasz Winczura

O tarnowskim żużlu będzie jeszcze głośno?

Brak licencji i oszukanie kibiców – to jedno. Ale nie znaczy to, że nad tarnowskim żużlem zapadnie grobowa cisza. Wprost przeciwnie.

Wszak niewiele ponad miesiąc temu, dokładnie 17 lutego, do siedziby Żużlowej Spółki Akcyjnej „Unia” Tarnów zastukali funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Tarnowie przeszukali siedzibę spółki. Odwiedzili także kilka innych miejsc, m.in. mieszkania osób, które kierowały tutejszym czarnym sportem między 2019 a 2025 rokiem.

Śledczych interesuje gospodarowanie pieniędzmi przez działaczy. Pod lupą znajduje się m.in. dokumentacja księgowa. A sporna kwota nie jest mała.

– Z ustaleń prokuratury wynika, że nie zadbały one o należyte zabezpieczenie wierzytelności wynikających z umów pożyczek, które spółka udzielała stowarzyszeniu Tarnowskie Towarzystwo Żużlowe. Ponadto nie podjęły skutecznych działań zmierzających do wyegzekwowania tych należności. Chodzi o kwotę 1,666 miliona złotych – informuje prokurator Mieczysław Sienicki z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

Druga wątpliwość dotyczy tego, czy – mówiąc wprost – pieniądze nie były kradzione z kasy spółki. Chodzi o datki z darowizn i pożyczek. Tu prokuratura ma prośbę.

– Zwracamy się do osób, które udzielały wsparcia finansowego spółce żużlowej w formie darowizn czy też pożyczek, by zgłaszały się do prokuratury – prosi Mieczysław Sienicki.